31 maja 2017

Co mamy w szafie?

Pamiętacie reklamę Ikei, w której wystąpiłam 3 lata temu? Szczerze mówiąc, byłam trochę zawiedziona, że Akademia Filmowa pominęła moją wybitną rolę przy oscarowych nominacjach za 2014 rok. Zresztą mniejsza o mnie. Prawdziwym skandalem był brak nominacji dla ekipy filmowej. To, jak udało im się pokazać nasze mieszkanie, w którym nie było wtedy praktycznie żadnych mebli (za to stały stosy pudeł z gratami), tak, że na filmie wygląda na w miarę schludne "skandynawskie" wnętrze, to prawdziwa magia kina. Przy okazji tamtej akcji obiecywałam, że pokażę dokładnie, jak wygląda nasza szafa, i dziś, jedyne 3 lata później, w końcu nadszedł ten dzień!

Od początku mam obsesję na punkcie "rozjaśniania" mieszkania, więc wiadomo było, że szafa musi być biała i z lustrzanymi drzwiami (w których nie tylko można się w całości przejrzeć, czego mi zawsze brakowało, ale które dodatkowo odbijają światło wpadające przez okno). Jak widać, mebel zajmuje niemal całą ścianę sypialni. Po lewej jest ok. 20-centymetrowa luka, w której idealnie mieści się deska do prasowania, a na górze dawniej stały dwa pudła z plecakami i ubraniami do wydania, ale po regularnych czystkach w szafie nie są już potrzebne, bo wszystko elegancko mieści się w środku.

Nasz PAX składa się z 3 modułów (o szerokości 100 cm, 100 cm i 50 cm) i ma wysokość 236 cm. Ponieważ drzwi sypialni znajdują się blisko rogu i otwierają się "na szafę", pierwszy moduł jest płytszy niż pozostałe i ma tylko 38 cm głębokości. To wystarcza na ubrania składane w kostkę, czyli koszulki, swetry, spodnie, oraz na ręczniki, pościel itd. Drugi i trzeci moduł mają już głębokość 60 cm, dzięki czemu można było zamontować w nich drążki na ubrania (w płytszych szafach też jest to możliwe, ale wtedy drążki są montowane prostopadle do ściany i wysuwane do przodu - jak tutaj; to mniej wygodne, ale jeśli ktoś ma bardzo mało miejsca, lepsze to niż nic). Drugi moduł, podobnie jak pierwszy, podzieliliśmy równo na pół. Na wieszakach trzymamy krótkie rzeczy wiszące (koszule, żakiety, garnitur itd.), w szufladach - bieliznę i skarpetki, a w wysuwanej gablotce - krawaty, paski i inne drobiazgi. Trzeci moduł to już tylko moje królestwo: sukienki, cienkie płaszcze oraz torebki na wysuwanym wieszaku. Na górnych i dolnych półkach drugiego i trzeciego modułu trzymamy walizkę, torby podróżne i plecaki.

Jak oceniam szafę po 3 latach użytkowania? Nadal jestem z niej bardzo zadowolona i nadal uważam, że był to jeden z najlepszych interesów, jakie zrobiłam dzięki blogowaniu. No ale nie byłabym sobą, gdybym nie doszukała się jakichś minusów. Znalazłam dwa. Po pierwsze, jakiś czas temu zepsuło się światło w drugim module - to chyba jakiś problem z fotokomórką, bo światło nie gaśnie po zamknięciu drzwi. Ciągle zapominam, żeby zapytać o to obsługę w Ikei. Pewnie dlatego, że wyłączyłam światło całkiem, przez co zupełnie o tej usterce nie pamiętam.  Po drugie, gdybym projektowała szafę teraz, to w pierwszym module zamiast tych długich szuflad i koszyków wybrałabym takie na połowę szerokości (jak w module drugim) albo najzwyklejsze półki. Bo w tym momencie, żeby wyciągnąć coś z szuflady, muszę otwierać oboje drzwi na oścież i przy okazji zamykać drzwi sypialni. Na szczęście trzymamy tam rzeczy rzadko używane, więc nie jest to bardzo uciążliwe.

Bebechy naszej szafy w całej okazałości wraz ze szczegółowym podziałem organizacyjnym możecie zobaczyć poniżej. Jak widać, podzieliliśmy się z Dzióbkiem sprawiedliwie. Ten trzeci moduł to taka mała zmyłka, bo gdyby moje rzeczy złożyć w kostkę, zmieściłyby się w takim samym koszyku co Dzióbkowe ubrania sportowe. Okrycia wierzchnie i buty trzymamy w drugiej szafie w przedpokoju (w której jest również "kącik gospodarczy"). Będzie o niej osobny wpis.


My closet
Tak to wygląda na co dzień.
My closet
Tu widać różnicę głębokości między pierwszym a drugim modułem.
My closet
Sezamie, otwórz się!
My closet
Na niebiesko rzeczy Dzióbka, na żółto moje, na czerwono wspólne / ogólnodomowe.
My closet
Tyle długich portek i ani jednych szortów.
My closet
Szaroburo. Tak, jak lubię.
My closet
Ręczniki, pościel, obrusy i koce.
My closet
Bardzo mnie ta kolorystyczna harmonia uspokaja.
My closet
W wysuwanej gablotce zamiast diamentowych kolii - odkłaczarki i golarki do swetrów.
My closet
Tę walizkę przywiózł mi Dzióbek ze swojej pierwszej podróży do Stanów (stwierdził, że jest tak babciowa, że na pewno mi się spodoba). Trochę taki Vuitton dla ubogich, ale mam do niej sentyment.
My closet
Moja ulubiona część. Ależ te wzory super razem wyglądają!
My closet
Wysuwany wieszak na torebki - bardzo przydatna rzecz.
My closet
Torba, którą kupiłam 10 lat temu na targu staroci. Nadal w ciągłym użyciu.
My closet
  W kącie, za drzwiami czai się deska do prasowania (jest z Bonami, pokazywałam ją szczegółowo w tym poście).

20 maja 2017

Dziewczę z sadu

Poznajcie najpiękniejszą bluzkę, jaką kiedykolwiek miałam - z cieniutkiego jak mgiełka batystu, o rękawach bufiastych tak, że usatysfakcjonowałyby nawet Anię z Zielonego Wzgórza, a w dodatku unikalną, bo uszytą specjalnie dla mnie na podstawie wzoru sukienki z jesienno-zimowej kampanii marki A2 (która ostatecznie nie weszła do sprzedaży). Miesiąc temu planowałam w niej wystąpić na pewnej uroczystości, nie powiem jakiej, żeby znowu nie wzbudzać sensacji, ale wszyscy dobrze wiemy, że chodzi o wesele. Niestety, na miejscu okazało się, że o ile w domowym lustrze wszystko wyglądało OK, to w pokoju hotelowym, przy dziennym świetle i dość niskiej temperaturze, przypominam bardziej radio Stolica z pokrętłami gotowymi do wyszukiwania stacji, ewentualnie żywą reklamę akcji #FreeTheNipple. Bluzka cienka, stanik cienki... obyczajowe Fakapulco wisiało w powietrzu (a naprawdę aż tak mi nie zależało, żeby zostać atrakcją wieczoru). Całe szczęście, że zauważyłam to przed imprezą, miałam drugi strój na zmianę i mogłam się przebrać. Bluzkę natomiast założyłam na after następnego dnia, skrywając radyjko pod żakietem (na tej imprezie byliśmy tylko przez 3 godziny, więc dałam radę). Galaktyka została uratowana!

Po tej przygodzie stało się jasne, że na gwałt potrzebny mi nowy, porządny, dobrze maskujący stanik. Staników programowo unikam, noszę tylko wtedy, kiedy głupio czułabym się bez (tzn. kiedy mam na sobie cienką, gładką i/lub prześwitującą górę) i nienawidzę ich kupować, bo to zwykle żmudny proces wymagający miliona przymiarek. Tak więc bardzo się zdziwiłam, kiedy weszłam do Triumpha, podałam ekspedientce moje wymiary oraz wymagania (gładki, bez ozdób i fiszbin) i pierwszy zaproponowany przez nią biustonosz pasował idealnie! Okazało się, że to model WOW Comfort marki Sloggi, ten z tej reklamy, w której pani biega po mieście i każe wszystkim (łącznie ze swoim chłopakiem) przymierzać swój superwygodny stanik. Powiem Wam, że ta reklama nie jest ani trochę przesadzona. Możliwe, że ominął mnie jakiś skok rozwojowy w branży bieliźnianej, bo od moich ostatnich stanikowych zakupów minęło kilka lat, ale byłam w szoku, że biustonosz może być tak wygodny i dobrze dopasowany. Przylega idealnie (obstawiam, że m.in. dzięki szerokiemu mostkowi); nie ma fiszbin, ale jednocześnie nie jest flakiem, bo w środku ma elastyczną siateczkę, która trzyma kształt; nie ma poduch; jest idealnie gładki i nie odznacza się pod ubraniem; a do tego bonusowo po wewnętrznej stronie ma tłoczone kwiaty, o których wiem tylko ja (no i teraz pół internetu). Jeśli ten pean wydaje Wam się trochę podejrzany, to od razu zaznaczam, że Sloggi nie zapłaciło mi za reklamę (chociaż wiem, że jakiś czas temu promowali się na blogach). To ja im zapłaciłam, co więcej, mam zamiar jeszcze dopłacić - za drugi egzemplarz w kolorze czarnym.

Przy tych niesamowitych opowieściach historia mojej nowej torby wypada megablado, bo po prostu zobaczyłam ją na Instagramie Panny Lemoniady i po krótkiej dyskusji z samą sobą ("Jest taaaaka pięęękna!" "Ale przecież miałaś pozbywać się toreb, a nie kupować nowe!") po prostu pojechałam ją kupić. Nie mogę się nadziwić, że ta zewnętrzna część jest wykonana z jednego, odpowiednio poprzecinanego kawałka skóry, bez żadnego szycia (nie licząc wzmocnienia rączek i dna).

A w klapkach pomykam już trzecie lato, ale na blogu jakimś cudem pojawiają się dziś po raz pierwszy. Myślę, że stanowią godne zastępstwo dla moich poprzednich ortopedyków, które nosiłam przez 9 lat, aż w końcu je rozwaliłam, spadając w nich z krawężnika podczas przeprowadzki (adekwatna kara za nieprzestrzeganie przepisów BHP). Gdybyście rozważali zakup takich seksownych laczków, to zwróćcie uwagę na materiał, bo byłam pewna, że wszystkie birkenstocki są w całości skórzane, a tymczasem okazało się, że górna część większości modeli jest zrobiona z tworzywa. Ale skórzane też mają (ja właśnie takie kupiłam), tylko trzeba poszukać.








kapelusz - Bytom
bluzka z falbanami - A2 (#darylosu), jeśli Wam się podoba, to w aktualnej wiosenno-letniej kolekcji pojawił się bardzo podobny model (po zapisaniu się do newslettera rabat -15%)
dżinsy - Lee
biustonosz - Sloggi, model WOW Comfort (nie widać go na zdjęciach, ale jego rola jest tu kluczowa)
torba - Zara
klapki - Birkenstock, model Arizona