2 marca 2015

Kubek w kubek, jak Dzióbek!

Dzisiaj dwie kolejne mieszkaniowe nowości. Wspólny mianownik: rysunek. Oraz przefajność.


PORTRET RODZINNY
Jakiś czas temu urządziłam na Facebooku konkurs, który polegał na wymyśleniu alternatywnego odzewu do słynnego hasła "Żyrafy wchodzą do szafy". Jedna z zaproponowanych odpowiedzi brzmiała: "Dzióbek dziara na barach "Sztywniara"". To już samo w sobie było super, ale autorka na tym nie poprzestała. Tekstowi towarzyszył rysunek na kartce z kalendarza, który przedstawiał brodatego wilka morskiego, tatuującego sobie na bicepsie syrenkę podpisaną moim pseudonimem. Jak tylko to zobaczyłam, odpadłam. Nie dość, że podobieństwo do Dzióbka wprost uderzające (ta broda!), to na dodatek w naszym albumie mamy zdjęcie z czasów studenckich, na którym Dzióbek w pasiastej koszulce i z petem w zębach pręży muskuł z narysowaną przeze mnie gołą babą. To musiało być przeznaczenie!

Od razu wyobraziłam sobie ten rysunek na honorowym miejscu na ścianie w naszym "salonie". Szybko skontaktowałam się więc z jego autorką, Anią, która - jak się okazało - zawodowo zajmuje się grafiką i ilustracją (oraz pisaniem ikon), i zapytałam o możliwość zamówienia Dzióbka w formacie A3. Dogadałyśmy się raz-dwa i gotowe dzieło Ani możecie podziwiać poniżej. Jestem w nim absolutnie zakochana i wprost nie mogę się nadziwić precyzji wykonania oraz bogactwu morskich szczegółów (mistrzyni drugiego planu - rozgwiazda rządzi). Totalny odlot! Albo raczej - odpływ.
rysunek - Anna Betlejewska
rama - IKEA


METALOWE KUBKI
Odkąd zaczęłam się bawić w urządzanie, przekonałam się, że meszkaniowe pokusy czyhają na człowieka dosłownie wszędzie. Niedawno na przykład odkryłam, że w nowej kolekcji marki Scotch & Soda oprócz ubrań pojawiły się również... naczynia. A konkretnie metalowe kubki w stylu "Domek na prerii": większe, ozdobione wykrojami dżinsów (!) oraz mniejsze (na espresso), z typograficznymi nadrukami. Ponieważ obiecałam sobie, że nie będę już kupować więcej kubków, a kawy nie lubię i nie piję nigdy, oczywiście zamówiłam od razu sześć. No co? Będą w sam raz na biwaki, na które nie jeżdżę.


15 lutego 2015

Merry Easter?

Nie od wczoraj wiadomo, że czytelnikom zdarza się robić zakupy pod wpływem blogerów (sama nieraz leciałam do sklepu 5 minut po przeczytaniu czyjegoś posta). Mój dzisiejszy strój to dowód na to, że zasada ta działa również w drugą stronę i blogerzy (no, a przynajmniej ja) robią czasem zakupy pod wpływem swoich czytelników.

Ten fantastyczny sweter w stylu "klasyczna Ryfka" zawdzięczam mejlowi od Hani, która podesłała mi link do poznańskiego sklepu NooNah (o którym słyszałam, ale nie wiedziałam, że działa też w wersji on-line). W zasadzie sprawa była przesądzona, jak tylko go zobaczyłam. Sweter z wielkanocnym królikiem (zającem?) w bożonarodzeniowym swetrze? Obok takiej odzieżowej incepcji nie przechodzi się obojętnie! Szczególnie jeśli jest się mną i akurat za parę dni obchodzi się dwie siedemnastki.

1a
2a
3bb
4b
kapelusz - Bytom
sweter - Next / NooNah.pl
dżinsy - Lee
buty - Vagabond
torba - Bags by MAY (miałam zamiar dla odmiany wyciągnąć z szafy jakąś inną, ale stwierdziłam, że co Was będę oszukiwać) 


1 lutego 2015

Heavy metal i pluszaki

Jak tam, macie już trochę dość wpisów mieszkaniowych? Mam nadzieję, że nie, bo ja się dopiero rozkręcam. Dziś kolejna porcja słomek i patyczków, których w ciągu ostatnich kilku miesięcy naznosiłam do naszego gniazda.


TALERZE ZE ZWIERZAKAMI
Przeprowadzając się do nowego mieszkania, nie miałam do końca uformowanych pomysłów na urządzanie, ale jedno wiedziałam na pewno: że wystrój ma być "dorosły". Nie poważny i - broń Boże - nie elegancki, po prostu dorosły (wiecie, nowy etap, te sprawy). Czyli że jakieś elementy z przymrużeniem oka na pewno się pojawią, ale raczej nie będą to ręczniki z Myszą Miki ani pościel w Minionki.

Kiedy trafiłam na urocze talerzyki ze śpiącą wiewiórką i królikiem, wahałam się, czy aby na pewno pasują do moich nowych założeń programowych. Przez jakieś 2 sekundy. Sekundę później już klikałam "Dodaj do koszyka", a za jedyne półtora miesiąca jedliśmy już z nich śniadanie (w zakupowym amoku nie zauważyłam, że talerze oferowane są w przedsprzedaży i na dostawę trzeba trochę poczekać - ale było warto).


STOLIK KAWOWY
Ponieważ z wyobraźnią przestrzenną jest u mnie bardzo kiepsko, długo łudziłam się, że przed kanapą w naszym "salonie" zmieści się jakże modny od jakiegoś czasu stolik z palet. W końcu jednak zadzwoniła Rzeczywistość, wyśmiała mnie okrutnie i przypomniała, że - bez względu na to, co mi się wydaje - nie mieszkam w 200-metrowym lofcie.

Zaczęłam więc szukać stoliczka w wersji mini - takiego żeby tylko można było na nim postawić kubek z herbatą i talerz z kanapkami. Okrągły stolik na metalowym rusztowaniu był niepodobny do żadnego, jaki widziałam wcześniej, i pewnie dlatego od razu mi się spodobał. Poza tym jego lekka, "przezroczysta" konstrukcja wydała mi się idealna do naszego niewielkiego wnętrza. No i muszę powiedzieć, że całkiem nieźle to sobie wykombinowałam i za stolikiem z palet wcale nie płaczę.

0
talerze z wiewiórką i królikiem -  Bloomingville / Opa & Company (oprócz sklepu internetowego mają też stacjonarny w Krakowie przy ul. Bocheńskiej 5)
stolik kawowy (całość widać tutaj) - Bonami.pl (prezent od sklepu)

1
Nie widać tego na zdjęciu, ale talerze mają pastelowe spody: wiewiórka - niebieski, a królik - miętowy.


NA TACY
Metalowa taca, którą widzicie na zdjęciu poniżej, nie służy nam bynajmniej do takich romantycznych gestów jak serwowanie śniadania do łóżka (przeniosłam ją tylko do zdjęcia, żeby złapać lepsze światło). Na co dzień pełni funkcję o wiele bardziej prozaiczną: leży na kuchennym blacie, zabezpieczając go przed wodą i gorącem przy robieniu herbaty. Albowiem jak dobrze wie każdy, kto połakomił się na drewniany blat, drewno jest piękne, ale pierońsko wrażliwe. Dlatego bez żonglowania podkładkami, tackami i innymi izolatorami ani rusz. Na szczęście człowiek szybko się  do tego przyzwyczaja i po pewnym czasie robi to już automatycznie. Nawet w nocy o północy, kiedy wbija do mieszkania z kolegami po koncercie deathmetalowym.

3b
puszka po herbacie Twinings - przysięgam, że to nie reklama, po prostu zbieram ładne puszki
puszka na herbatę "T" - Nicolas Vahe / House Doctor
cukierniczka - Bolesławiec
filiżanka - Lubiana
taca - IKEA 


STOLIK Z MASZYNY DO  SZYCIA
Stolik ze starego singera to była jedna z tych rzeczy, które zaklepałam sobie u rodziców, jeszcze zanim w ogóle kupiliśmy mieszkanie. Dawno, dawno temu Mama uratowała metalowy dół od maszyny spośród wujkowych rupieci i kazała Tacie dorobić do niego blat. Efekt jest moim zdaniem rewelacyjny, ale mimo to stolik jakoś nie doczekał się swoich dni chwały i stał przez lata w domowym magazynie. 

Postanowiłam, że u mnie zajmie honorowe miejsce. No i tutaj nastąpiło kolejne zderzenie z rzeczywistością. Najpierw stolik miał być toaletką, ale okazało się, że w sypialni się nie zmieści. Potem wpadłam na pomysł, żeby wymienić blat na większy i przerobić go na stół do "jadalni"; po namyśle doszłam jednak do wniosku, że to bez sensu, bo po dostawieniu krzeseł nie będzie widać tego, co najlepsze, czyli tych cudnych metalowych wygibasów. Przedpokój też odpada (nie dałoby się przejść), podobnie jak zagospodarowana co do centymetra kuchnia. Na razie nasz singer stoi więc pod ścianą w salonie (w miejscu, gdzie później stanie stół) i coraz bardziej skłaniam się ku wysłaniu go na balkon. Nie do końca mi się to uśmiecha, bo nie będzie tam wyeksponowany tak, jak na to zasługuje, ale to chyba jedyne realne rozwiązanie.

4
stolik ze starej maszyny do szycia Singer - od Rodziców
kubek - Bolesławiec
 
5