28 lipca 2014

Murem za street artem

Ludzie mówią, że graffiti jest brzydkie, nieodpowiedzialne i dziecinne. Owszem, ale tylko wtedy, kiedy jest zrobione dobrze.Banksy
 
Uwielbiam sztukę uliczną we wszystkich przejawach, od wielkich, imponujących murali po hasła nieporadnie nabazgrane na murach. Uwielbiam ją za to, że atakuje z zaskoczenia, wybija z rytmu, wywołuje uśmiech albo uruchamia tęgą rozkminę (ewentualnie gorączkowe guglowanie). Moim zdaniem jest coś niesamowicie romantycznego w tym, że są ludzie, którzy z własnej inicjatywy, często zupełnie za darmo (pomijam teraz projekty wykonywane na zamówienie) i dla samej "zajawki" używają swoich zdolności, aby zostawić ślad we wspólnej przestrzeni i uciekawić egzystencję innym. I równie piękne jest to, że to jest taka "sztuka uwolniona": po ukończeniu graffiti autor nie ma żadnego wpływu na jego dalsze losy. Projekt może zostać zamalowany przez właściciela budynku albo przykryty przez konkurencję (ponoć w branży obowiązuje zasada niewchodzenia sobie w paradę, ale jak dowodzi wojna Banksy kontra Robbo, różnie z tym bywa), a nawet jeśli nikt nie będzie w niego ingerował, to prędzej czy później i tak wyblaknie, zabrudzi się albo odpadnie z tynkiem. To właśnie jeden z powodów, dla których od pewnego czasu wszelkie przejawy ulicznej twórczości namiętnie fotografuję i archiwizuję.
 
Już z rok temu wpadłam na pomysł, żeby stworzyć wpis o krakowskiej sztuce ulicznej, ale jak to u mnie, od koncepcji do realizacji droga daleka. Aż tu nagle dostałam potężnego kopa w postaci informacji o cyklu darmowych wycieczek szlakiem krakowskiego street artu organizowanych przez Galerię Krakowską. Zapisałam się od razu i tydzień temu spędziłam prawie 3 godziny, jeżdżąc meleksem po Starym Mieście, Podgórzu oraz Kazimierzu i słuchając ciekawostek serwowanych przez naszego przewodnika Michała Pałasza (a także Rafała Stanowskiego, którego przypadkiem spotkaliśmy po drodze). Trasa została pobłogosławiona przez Głównego Plastyka Miasta Krakowa, dr Agnieszkę Łakomą i obejmuje 19 murali plus kilka mniejszych prac zlokalizowanych po sąsiedzku. Mimo że sporą część z nich już znałam, to zazwyczaj nie miałam pojęcia, kto jest ich autorem, nie mówiąc już o procesie ich tworzenia czy inspiracjach. Dzięki tej wycieczce dowiedziałam się naprawdę wielu ciekawych rzeczy i chyba jeszcze bardziej wkręciłam się w temat. Trochę szkoda, że niektóre murale oglądaliśmy tylko przejazdem i nie przy każdym można było wysiąść, żeby się mu dokładnie przyjrzeć (z uwagi na ruch uliczny), ale rozumiem, że gdyby przy każdym zatrzymywać się na sesję foto, to wycieczka musiałaby trwać z pół dnia. Tak czy inaczej, wszystkim fanom street artu zdecydowanie polecam ten sposób spędzenia soboty (na wycieczki można się zapisywać tutaj). I uroczyście obiecuję, że za jakiś czas na pewno pojawi się tu kolejna porcja sztuki z krakowskich ulic. A tymczasem zapraszam na odcinek pierwszy:


Jeden ze świeżo (z)malowanych krakowskich murali przy ul. Lwowskiej, nawiązujący do historii Podgórza. Autorami są Mikołaj Rejs i Marcin Wierzchowski.

Dawno, dawno temu w tym miejscu (czyli na rogu Piłsudskiego i Straszewskiego) mieścił się kultowy bar mleczny Barcelona - "twierdza myśli intelektualnej" i miejsce spotkań krakowskich artystów. Mural powstał po rozbiórce kamienicy w 2012 roku. Autorem projektu jest Bartolomeo Koczenasz, a tekst to wiersz Adama Ziemianina - jednego z bywalców Barcelony. c
Tego niebieskiego stworka mijałam codziennie w drodze do pracy (wcześniej w Warszawie spotkałam jego fioletowego kuzyna). Ucieszyłam się, kiedy pewnego dnia zobaczyłam, że ma towarzystwo w postaci dwóch sympatycznych babuleniek. Swoją drogą, Niebieski dobrze prawi: "Look around!"d
Jeden z moich ulubionych murali: "Ding Dong Dumb" stworzony przez włoskiego artystę BLU (Podgórze, ul. Józefińska).
e
Jakiś czas po ukończeniu muralu ktoś dopisał na nim sprejem "Never Follow". BLU zamiast się oburzyć, ponoć stwierdził, że hasło pasuje idealnie i kazał je zostawić.
fBetonowa instalacja w pobliżu MOCAKU-u autorstwa Mirosława Bałki. Inspiracją była oferta biura podróży, które proponowało turystom wycieczkę typu 2 w 1: zwiedzanie obozu w Oświęcimiu i kopalni w Wieliczce. Słońce padające przez otwory w suficie wyświetla napis AUSCHWITZWIELICZKA na ścianie lub podłodze betonowego wagonu (w zależności od pory dnia).
g
Biblioteczka na ścianie bloku przy ul. Traugutta, czyli Typomural promujący czytelnictwo, to wspólne dzieło grupy krakowskich artystów i studentów ASP.
g1
Chyba każdy, kto mieszka w Krakowie, spotkał co najmniej jednego takiego królika. Jest ich w mieście całe mnóstwo.
g1a
Mural projektu Justyny Posiecz - Polkowskiej (
inspirowany płaskorzeźbami Jana Szczepkowskiego), który zwyciężył w konkursie organizowanym przez Galerię Krakowską i znajduje się na ścianie od strony Dworca. Nie byłam jego fanką, choć trzeba przyznać, że na żywo wygląda znacznie lepiej niż w projekcie.
gg
Dziewczyny, uwaga na podglądacza w krakowskiej Fabryce!g2
Mural "Yehuda" autorstwa izraelskiego artysty Pila Peleda. Przedstawia Lwa Judy, który znajduje się w herbie Jerozolimy. Znajdziecie go na rogu ul. Wąskiej i Wawrzyńca na Kazimierzu (gdzie przy okazji możecie zjeść najlepsze frytki belgijskie w Krakowie).

j"Babilon Fabric" - efekt współpracy dwóch polskich artystów: Nawera i Sepe (z Etam Cru) przy wejściu do klubu Fabryka. jab
Panowie malujący niebo na dachu budynku na Zabłociu (naprzeciwko Sweet Surrender) to kolejny z moich ulubieńców. Autorem rzeźby jest Jerzy Dobrzański. jj
  Na tej ścianie miał się znaleźć inny mural gdańskiego artysty Pikaso, jednak nie został zrealizowany, ponieważ projekt wywoływał zbyt duże kontrowersje (oskarżenia o antyklerykalizm). W efekcie powstał mural widoczny powyżej, noszący znamienny tytuł: "For god's sake, censorship is everywhere!" jjja
Teren klubu Fabryka to punkt obowiązkowy dla wszystkich amatorów street artu. Tyle fantastycznych prac w jednym miejscu!
k
Wygląda na to, że po Krakowie grasuje jakiś vintage bojownik. Zdjęcie po lewej zrobiłam w lutym 2013 (dziś napis jest już ledwie widoczny), a to po prawej - tydzień temu.
l
  Mural stworzony przez Mikołaja Rejsa na murze dawnej fabryki Wawel (ul. Kącik). Początkowo zdobiły go jeszcze kolorowe latawce przyczepione do ściany obok. wa
Praca artysty o pseudonimie CodeFC przy ul. Karmelickiej. ww
Mayamural powstał z okazji przepowiedzianego (rzekomo) przez Majów końca świata, który miał nastąpić 21.12.2012. Przedstawia hieroglify Majów zaaranżowane w formie gry Tetris. Autorką projektu jest Aleksandra Toborowicz.
z
Tablice ustawione przed Małopolskim Ogrodem Sztuki na Rajskiej w ramach międzynarodowego projektu Before I Die. Jeśli jesteście ciekawi, co ludzie tam wypisywali, tutaj znajdziecie zdjęcie w powiększeniu.


21 lipca 2014

Menorca, extasy and motion (oh, oh, oh)!

Pamiętacie moją wakacyjną relację z Barcelony sprzed 4 lat? Pisałam w niej m.in. o dziwnych sandałach, które nosił tam co drugi mijany przez mnie tubylec, a które skojarzyły mi się z filcowymi kapciami zakładanymi dawniej przez zwiedzających w polskich muzeach. Okazało się, że te "muzealne kapcie" nazywają się avarcas (lub, jak kto woli, abarcas) i są tradycyjnym obuwiem hiszpańskim pochodzącym z Minorki (stąd ich alternatywna nazwa: menorquinas). Pierwsze avarcasy tworzyli tamtejsi rolnicy z kawałków skór i... zużytych opon samochodowych (tu odjazdowa ciekawostka: współczesne avarcasy mają podeszwy ze żłobieniami przypominającymi właśnie bieżnik opon). Dziś natomiast jest to flagowy produkt regionalny, noszony nawet przez członków hiszpańskiej rodziny królewskiej.

Dzięki sklepowi El Pomelo od kilku tygodni oryginalne sandałki made in Menorca noszę i ja. Może nie są to buty, w których można się zakochać od pierwszego wejrzenia, ale od pierwszego założenia - na pewno. Pisałam kiedyś, że w ubraniach (i akcesoriach oczywiście też) oprócz ich wyglądu i przyjemności noszenia duże znaczenie ma dla mnie to, jakie skojarzenia u mnie wywołują. A avarcasy są nie tylko wyjątkowo wygodne, ale na domiar dobrego zawsze wprawiają mnie w taki hiszpański, leniwy, wakacyjny nastrój.

Czy te dziwne buty mają szansę się u nas przyjąć? Niedawno w wersji złotej i srebrnej znalazły się w ofercie naszej polskiej Justyny Chrabelskiej, mignęły mi też na kilku blogach i portalach modowych, tak więc kto wie? Nie miałabym nic przeciwko, chociaż, jak przezornie napisałam w mojej relacji z Barcelony, "pamiętajcie, jak by co, to ja wyczaiłam ten trend pierwsza!"

 2a
4b
3
1a

koszulka - Jack & Jones
spódnica - H&M
torba - Bags by MAY (ostatnio ulubiona)
okulary - Moschhino / TK Maxx
sandały - RIA / El Pomelo (prezent) 

14 lipca 2014

Mucha nie siada!

Dawno mnie tu nie było, bo, jak pewnie wiecie z mojego Facebooka, od kilku tygodni całkowicie pochłania mnie przytulanie się do lodówek, noszenie na głowie krzeseł i pilnowanie, żeby Dzióbek nie kupował obcym kobietom hot-dogów w Ikei. O ciuchach praktycznie w ogóle ostatnio nie myślę. W zasadzie to nie myślę o niczym, co nie dotyczy urządzania mieszkania. To jest jak choroba. Albo stan zakochania. W sumie na jedno wychodzi.

Ogólnie na razie mieszkamy jak w magazynie. I nie, nie mam tu na myśli "Elle Decoration". Po prostu za sprawą wszechobecnych pudeł i worków nasza baza przypomina jakiś skład albo hurtownię. Ale powoli zaczynamy się zadomawiać: stopniowo ogarniamy ten bajzel, poznajemy okolicę (chyba nigdzie nie widziałam takiego zagęszczenia reklam KFC - czuję, że to moja dzielnia!), a w zeszłym tygodniu udało mi się w końcu opracować nowy rowerowy dojazd do roboty (bo pierwsza próba wyprowadziła mnie - całkiem dosłownie - w pole). Dużo jeszcze mamy do zrobienia i załatwienia, ale cieszy mnie to wszystko, a siedząc wczoraj wieczorem na balkonie, pomyślałam, że jestem naprawdę niebezpiecznie blisko sielanki. Dobrze jest!

3
1
2
koszula - MyElphi.com (prezent)
mucha - Marthu.com
dżinsy - Levi's + łaty naszyte przeze mnie
buty - Skechers / answear.com