Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szafa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szafa. Pokaż wszystkie posty

28 października 2019

Złota polska jesieniara

Nie, oczy Was nie mylą: tak, to nowy wpis na blogu, i tak, mam na sobie sukienkę! Proszę bez paniki. Głęboki wdech, wydech... Już? No to jedziemy.

W tym sezonie w social mediach furorę robi słowo JESIENIARA. Za każdym razem, kiedy je widzę, mam ochotę zapytać z wyższością, niczym Boguś Linda: "Co ty wiesz o jesieniarstwie?" No bo JA, szanowni Państwo, zawijam się w kocyk, chodzę po domu w futrzanych kapciach, piję hektolitry earl greya i śpię w piżamie z długimi nogawkami PRZEZ CAŁY ROK, nawet przy 30 stopniach. Jestem po prostu prawilną, wieczną zmarzliną, a nie żadną sezonową entuzjastką. Co nie zmienia faktu, że na dzisiejszych zdjęciach wyglądam jak stuprocentowa instagramowa jesieniara. Brakuje jeszcze tylko żebym się wytarzała w liściach, ale jest taki jeden mem, który skutecznie wybija to z głowy.

Przepis na Sztywniarę jesieniarę jest bardzo prosty i składa się prawie w całości z lokalnych składników. Trencz dostałam prawie rok temu od polskiej marki Elementy (nawiasem mówiąc, jest to marka, która znokautowała konkurencję, kiedy jakiś czas temu spytałam na stories o polecane przez Was polskie marki - jakby co, te stories są nadal przypięte na moim Instagramie). Koniecznie chciałam model Oslo w tym kolorze, czyli Bronze Gold (już niedostępnym), i kiedy w salonie dowiedziałam się, że został tylko jeden egzemplarz w rozmiarze L, byłam lekko załamana. Po przymierzeniu okazało się jednak, że wcale nie jest za duży. Dla porównania przymierzyłam też mniejsze rozmiary (w innych kolorach) i jak dla mnie różnica była ledwie zauważalna. One ogólnie mają raczej luźny fason, a w dodatku są tak sprytnie skrojone, że przy moich gabarytach w zasadzie każdy rozmiar jest OK. Uwielbiam ten płaszcz za wielkie, naszywane kieszenie, z których nie wypada komórka i w których mieści się nawet bidon z wodą (płytkie kieszenie w okryciach wierzchnich to moja zmora!). No i jest to mój ulubiony typ ubrania, czyli taki, w którym "szefuję" - bo powiewa i jakoś tak dodaje majestatu.

No dobrze, płaszcz płaszczem, ale co mi się stało, że kupiłam sukienkę? Ano sama jestem sobą zaskoczona. Zdarzało mi się już kupować sukienki, w których potem nie chodziłam, bo czułam się w nich za bardzo wystrojona, ale coś mi mówiło, że z modelem Suzanne marki Nalu będzie inaczej. I faktycznie, kiecka jest wyjątkowa, ale jednocześnie taka... codzienna. Nie czuję się w niej dziwnie i sztucznie (mimo że przecież chodzę prawie wyłącznie w spodniach, i to najczęściej dresowych), nie krępuje mi ruchów i ma taką długość, że sobie jej nie przydeptuję, wchodząc po schodach. Plus polska produkcja, wiskoza, halka (też z wiskozy), rabat (bo kupowałam w przedsprzedaży) oraz bonus dla osób, które nie lubią nosić stanika, ale nie lubią też przyciągać uwagi do biustu, kiedy zawieje zimniejszy wiaterek: ten wzór sprawia, że nic nie widać!

PS
Muszę powiedzieć, że ograniczanie zakupów w sieciówkach na rzecz lumpeksów (głównie) i polskich marek (rzadziej) idzie mi w tym roku jeszcze lepiej niż w poprzednim. Na pewno będę się chwalić efektami!

Made in Poland
Made in Poland
Made in Poland
Made in Poland
Made in Poland
Made in Poland
sukienka (model Suzanne, mam rozmiar M) - Nalu Bodywear
trencz (model Oslo, mam rozmiar L) - Elementy (#darylosu)
torba - Czajkaczajka  (pokazywałam ją bliżej  w tym wpisie) 
sztyblety (model Elaine) - Ecco (mają 4 lata)


8 lipca 2019

Go green!

Dzisiaj wpis zielony do kwadratu. Nie tylko ze względu na bujne krzaczory w krakowskim Parku Lotników, ale też na zestaw, który jest nienaprzykrzającym się zbytnio środowisku miksem rzeczy z drugiej ręki, od polskich marek oraz tego, co mam w szafie od dawna.

Kapelusza nie nosiłam od 2 lat i muszę przyznać, że naprawdę za tym tęskniłam. Krótkie włosy miały wiele plusów (szybkie mycie, szybkie schnięcie, brak kołtunów), ale niestety, w moim przypadku były zupełnie niekompatybilne z nakryciami głowy. Widok mojej facjaty w lustrze, kiedy włosy nie wystają mi spod czapki czy kapelusza... cóż, jak by to powiedziała Marie Kondo: doesn't spark joy. No ale kryzys zażegnany, jesienią wraca do gry moja domyślna wełniana fedora, a tymczasem sprawiłam sobie wersję letnią, która była zakupem tyleż z rozsądku (wszak trzeba łepetynę przed słońcem chronić), co z miłości (bo ach, ta czarna lamówka, i to wiązanie pod szyją - takie oldschoolowe, w dodatku teraz żadne wiatry mi niestraszne).

Drugą nowością (choć starością) są wiskozowe portasy, które owszem, trochę się gniotą, ale są idealne na upały, a do tego oszukują wszystkich, że mam talię niczym Marilyn Monroe. Nie dajcie się nabrać!

A skoro już o talii mowa, to moja nerka od Anacomito już się tu kiedyś pojawiła w wersji przewieszonej przez ciało, ale niedawno poprosiłam dziewczyny o dorobienie krótszego paska, właśnie po to, żebym mogła ją nosić tak ciasno w pasie (podpatrzyłam na ich stronie i bardzo mi się to spodobało). Jestem hejterką kantów i ostrych kątów w dizajnie, dlatego bardzo doceniam jej opływowy kształt i to, że jest taka mięciutka i "przytula się" do ciała niczym miś koala. Swój egzemplarz noszę już prawie 2 lata i nie mogę się nachwalić, jaka to wygodna rzecz. Odczuwam to codziennie (w stylówce zdecydowanie bardziej dresowej i w o wiele mniej fotogenicznym otoczeniu sklepowych półek i straganów z warzywami), bo wreszcie skończyło się wygrzebywanie portfela, kluczy czy telefonu spod sterty zakupów w przepastnej torbie. Teraz wszystkie potrzebne drobiazgi mam pod ręką - taka mała rzecz, a jak ułatwia życie. Dziewczyny szyją swoje nerki w 4 rozmiarach (na zdjęciu mam wersję Midi) i, co się chwali, wykorzystują do tego m.in. materiały i skóry z drugiej ręki (moja jest właśnie z tej linii) oraz skóry resztkowe. Jeśli akurat potrzebujecie nerki, to do 22 lipca możecie ją kupić z rabatem 10% (kod: GREENSZAFA).

Dzisiejszy zestaw dopełnia jedwabna koszula po Mamie (pokazywana tutaj), emeryckie klapki które spędzają ze mną już 5. lato, biżuteria, którą zapomnieliśmy sfotografować (ale pojawiła się w pełnej krasie na moim Instagramie), oraz pokręcone pierwszy raz od niepamiętnych czasów włosy (okupione poparzeniem lokówką - ewidentnie wyszłam z wprawy). No i kurczę, całkowicie obiektywnie muszę powiedzieć, że bardzo jestem zadowolona z tego, jak te puzzelki się dzisiaj ułożyły. Zwłaszcza kluczowy element tej układanki: Pan Fotograf Dzióbek (oklaski!).

Go green!
Go green!
Go green!
Go green!
Go green!
Go green!
Go green!
Go green!
Go green!

kapelusz z trawy morskiej - Roboty Ręczne
jedwabna koszula - vintage, po Mamie
nerka - Anacomito (do 22 lipca 2019 z kodem GREENSZAFA rabat -10%) 
wiskozowe spodnie - vintage / HoplaStore.pl
klapki - Birkenstock
kolczyki - Anna Ławska, naszyjnik - Kopi - do obejrzenia tutaj

1 maja 2019

100% lumpeks

NIESPODZIANKA! Tęskniłyście? :D Takiej długiej przerwy w blogowaniu to jeszcze nie miałam! Obwiniam o wszystko Instagram Stories, które tak mnie wciągnęły, że teraz to praktycznie mój drugi dom. Więc jeśli tutaj i na FB nic się nie dzieje, to najprawdopodobniej siedzę właśnie tam i chwalę się nowym liściem fikusa lirolistnego, polecam jakiś serial albo robię darmowy PR papierowi toaletowemu z makulatury. Bardzo przypasowała mi ta krótka, dynamiczna i ulotna forma, jednak dzisiaj wracam do korzeni. I to nie tylko jeśli chodzi o medium, ale i o ciuchy.

Jakiś czas temu postanowiłam ograniczać zakupy  w sieciówkach. Jestem realistką, więc nie łudzę się, że zrezygnuję z nich całkowicie, bo jednak czasem po prostu nigdzie indziej nie ma tego, co mi jest potrzebne, w dokładnie takiej formie, jaka mi się umyślała (tak było np. z kostiumem kąpielowym), a czasem (rzadko) coś tak bardzo mi się spodoba, że nie potrafię oprzeć się pokusie. No nie jestem święta. Staram się jednak przestawić bardziej na ciucholandy i polskie marki i... idzie mi nie najgorzej. W 2018 roku połowa nowości w mojej szafie pochodziła z tych dwóch źródeł. Mam nadzieję, że w 2019 ten wynik będzie jeszcze lepszy.

Dzisiejszy zestaw w 100% pochodzi z drugiej ręki (łącznie z koszulką w marynarskie paski, którą mam pod spodem). Teczkę już kilka razy pokazywałam, podobnie jak botki (hejterzy tych "topornych buciorów", jesteście tu jeszcze?). Nowością, a przy okazji sporym zaskoczeniem są spodnie, bo to część garderoby którą najtrudniej mi upolować w lumpeksach. Ale mniejsza o nie, bo gwiazda tego zestawu jest jedna i jest nią oczywiście kurtka.

Znalazłam ją w lumpeksie chwilę po tym, jak sprzedawczyni próbowała mnie przegonić spod wieszaka, przy którym grzebałam, "bo to jest dział męski, proszę panią!" Wskazówka dla początkujących szperaczek: na działach męskich ciuchy są zwykle o wiele fajniejsze i lepszej jakości (zwłaszcza koszulki i swetry). Kiedy zobaczyłam tę kurtkę, nie mogłam uwierzyć, że nikt wcześniej tego cacka nie kupił. Mój ulubiony robotniczy styl, dziwaczne kształty kieszeni, najlepszy kolor, czyli granat, świetny skład (54% wełna, 20% bawełna, 8% jedwab, 13% nylon i 5% poliester), a do tego nówka sztuka, jeszcze z metką! W domu z ciekawości wyguglałam markę, bo nazwa Garbstore absolutnie nic mi nie mówiła, i okazało się, że oni specjalizują się w ubraniach inspirowanych brytyjską, francuską i japońską modą tworzoną po II wojnie światowej, a takie kurtki chodzą u nich mniej więcej po 265 funtów, czyli jakieś 1200 zł! Nie żebym miała jakieś specjalne jaranko na drogie marki, ale jak pomyślę, że dałam za nią 44 zł, to  cieplej mi się robi na moim cebulowym serduszku.

Uprzedzając pytania o fajne lumpeksy w Krakowie: nie mam ulubionych i szczerze mówiąc, nie bardzo wierzę w "fajne lumpeksy". Od zawsze buszuję w takich, które mam w miarę blisko albo które akurat mijam po drodze, najczęściej sieci Biga Styl, Dawo czy Artus. Dawno, dawno temu napisałam posta ze wskazówkami dotyczącymi lumepksowych polowań, w którym podałam kilka adresów (dalej działają, mimo że już  w nich nie bywam, bo teraz mieszkam w innej części miasta).

Secondhand total look
Secondhand total look
Secondhand total look
Secondhand total look
Secondhand total look
Secondhand total look
Secondhand total look

kurtka - Garbstore / ciucholand
koszulka - ciucholand
spodnie - New Look / ciucholand
teczka -  vintage / SklepVintage.pl
buty - Russell & Bromley / targ staroci


28 października 2018

Era Wodnika (Szuwarka)

Moja ostatnia stylówka została porównana do stroju księcia Eryka z "Małej syrenki", więc do kompletu dzisiaj występuję jako Arielka. No dobra, niech Wam będzie, Wodnik Szuwarek.

Jak wiecie, zakup ubrań, ba, zakup CZEGOKOLWIEK to u mnie nigdy nie jest prosta sprawa. Nieważne, czy chodzi o czapkę na zimę, czy o gąbkę do mycia naczyń, mam dość specyficzny gust i bardzo konkretne wymagania. Jestem już przyzwyczajona do tego, że poszukiwania nowej rzeczy zawsze trochę u mnie trwają, ale to, co przeszłam, szukając kostiumu kąpielowego przed naszym urlopem, to było już przegięcie nawet jak na moje standardy.

Przejrzałam KILKASET kostiumów kąpielowych w najróżniejszych sklepach (polskich, zagranicznych, małych i sieciowych) i niestety, okazało się, że jestem jakąś jednoosobową niszą, której potrzeb nie uwzględnia praktycznie żaden producent. Jakież to wymyślne cudo mi się uroiło? - zapytacie. Ano zamarzyłam sobie, żeby kostium był user-friendly, tzn. żebym nie musiała się martwić, że sznurkowa konstrukcja poprzesuwa mi się przy wynurzeniu z wody, i żebym przy każdym kroku nie musiała wyciągać majtek z tyłka. To są najwyraźniej mało popularne oczekiwania, bo większość kostiumów kąpielowych przypomina słynny strój Borata. Dołów o kroju spodenek praktycznie nie ma, a jak już są, to zwykle w strojach typu "startuję w wyścigu na 100 m stylem motylkowym", a ja sportowego looku unikam jak diabeł święconej wody.

No więc łatwo nie było, ale w końcu się udało. Najpierw znalazłam gładkie spodenki z wysokim stanem, a potem dokooptowałam do nich górę, która dzięki wiązaniu na szyi i szerokiemu paskowi pod biustem ani drgnie nawet przy najbardziej energicznych wodnych wygibasach. Całość jest dość zabudowana (spodenki mogłyby być nawet trochę dłuższe), bardzo wygodna i - co dla mnie najważniejsze - zapewnia mi ŚWIĘTY SPOKÓJ. Nie muszę myśleć o tym, co mam na sobie, nie muszę niczego co chwilę poprawiać, mogę beztrosko szaleć na moim pączko-dmuchańcu albo próbować okiwać Dzióbka plażową piłką.

A jak się chcę trochę zasłonić, to mam do tego... zasłonę. No, prawie. Bo to piękne kwieciste kimono pochodzi z kolekcji H&M i brytyjskiej marki GP & J Baker, która od 1884 roku projektuje tapety, tapicerkę i zasłony właśnie (Scarlett O'Hara lubi to). Od dawna miałam chrapkę na takie wzorzyste cudo, ale widywałam głównie modele z poliestru (fuj!), natomiast ten egzemplarz nie dość, że ma obłędny deseń, to jeszcze uszyty jest z chłodnej, oddychającej wiskozy. Od mojego ostatniego plażowania minęło 6 lat, ale kolejne na bank nastąpi szybciej, bo taki fajny zestaw zdecydowanie nie może się marnować.
Age of Aquarius
Age of Aquarius
GP & J Baker x H&M
Age of Aquarius
Age of Aquarius
Age of Aquarius
kimono - GP & J Baker x H&M (kupione kilka miesięcy temu, już niedostępne)
góra od kostiumu - H&M
dół od kostiumu - KappAhl

23 października 2018

Kalimera!

Wróciłam! Nie tylko do Polski, ale również na bloga. A dzisiejszą stylówką także i do korzeni szafiarstwa, ponieważ zestaw jest wybitnie ciucholandowo-wintydżowy. 

Spodenki kupiłam specjalnie na nasz grecki urlop, bo... nie miałam w szafie ani jednych. Tak jest, moje gołe nogi pojawiają się tu w całej swej bladookazałości po raz pierwszy od powstania bloga, czyli od ponad 11 lat! Portki pierwotnie były szerokimi rybaczkami, które ciachnęłam, podwinęłam i zaprezentowałam Dzióbkowi, mrugając porozumiewawczo, że "jak Lara Croft, co nie?", na co on stwierdził, że "raczej Mikołajek", i chyba nie ma co się z tym kłócić, bo zgodziło się z nim 63% ankietowanych na moich Insta stories (jeśli zastanawiacie się, gdzie jestem, jak mnie nie ma na blogu, to właśnie tam).

Jedwabną koszulę przywiozłam jakiś czas temu z domu Rodziców. Jest pewnie starsza ode mnie i, jak możecie zobaczyć na ostatnim zdjęciu, podkradałam ją Mamie już w 1994 roku (tutaj akurat podczas występu w duecie z moją kuzynką Gosią - tą samą, z którą kilka lat wcześniej sprzedawałam gruszki).

Mimo że nie jestem jakąś wielką fanką biżuterii, bardzo polubiłam się z kolczykami z twarzyczkami od Anny Ławskiej (pokazywałam je tutaj i od tamtego czasu praktycznie ich nie zdejmuję), a latem moja mikro biżukolekcja powiększyła się jeszcze o twarzowy naszyjnik Kopi, który po prostu u-wiel-biam. W ogóle od pewnego czasu mam mocną fazę na twarze oraz inne części kobiecego ciała (vide ta bluza i ta kurtka), czego kolejnym dowodem jest apaszka z golaskami, którą planuję związywać włosy, jak tylko trochę mi podrosną. Ale przy torebce też wygląda super, no i przynajmniej cały czas mam dziewczyny na oku.

PS
Dzisiejszy post to taka mała kreteńska przystawka (pierwsza z dwóch), ale obszerna relacja z naszych wielkich greckich wakacji też oczywiście będzie!

Kalimera!
Vintage silk shirt
Kopiszka necklace
Kalimera!
Zara bag and Kopiszka scarf
Vintage silk shirt
Kalimera!
Piano recital 1994
jedwabna koszula - vintage od Mamy
bawełniane spodenki "mikołajki" (samodzielnie skrócone) - Tu / ciucholand
torba - Zara (pokazywałam ją tutaj)
apaszka z grafiką Weroniki Anny Marianny - Kopi x momu.warsaw
srebrny naszyjnik - Kopi
klapki - Birkenstock

30 kwietnia 2018

Wenus z Huty

O, bogini! Trochę mnie tu nie było, co? Pory roku zdążyły się zmienić, włosy zdążyły mi urosnąć... No ale już jestem, z boską pomocą, czyli moją nową kumpelą Wenus. W świątecznym prezentowniku polecałam Wam koszule Lucky Shirt, zdobione ręcznie haftowanymi gołymi babkami. Niedawno dziewczyny wprowadziły do oferty również bluzy - z Mona Lisą, Meduzą, no i właśnie Wenus z Milo. Co prawda ostatnio przywiozłam sobie od Rodziców mój stary tamborek i planuję własnoręcznie poozdabiać sobie ciuchy jakimiś fajnymi haftami, ale ponieważ u mnie czas od pomysłu do realizacji liczy się w miesiącach, a czasem nawet latach, stwierdziłam, że lepszy jeden haft na klacie teraz niż dwadzieścia innych nie wiadomo kiedy.

Dolną partię Sztywniary zdobią natomiast dżinsy, które dostałam równo rok temu od polskiej marki Tova, a dopiero dzisiaj pojawiają się an blogu (mimo że nosiłam je w zeszłe wakacje prawie non stop). Są cieniutkie, w sam raz na lato (bo kto by tam latem nosił szorty!), mają wygodny wysoki stan, a po tym, jak niedawno wciągnęłam do nich gumkę, leżą wprost idealnie. A, no i oczywiście nie ma ich już w sklepie. Hasztag: #slowblogging

PS
Postaram się, żeby kolejny wpis pojawił się szybciej niż za 2 miesiące, ale gdyby ktoś z Was się za mną stęsknił, to donoszę, że codziennie udzielam się na Insta stories (teraz można je oglądać również z poziomu komputera - wystarczy kliknąć w okrągłe zdjęcie profilowe).

Venus de Milo
Venus de Milo
Venus de Milo
Venus de Milo
Venus de Milo
Venus de Milo
Venus de Milo
bluza z wyhaftowaną Wenus - Lucky Shirt (ciekawostka: jakiś czas temu w kolekcji Medicine pojawiła się koszula z golaską zaprojektowana przez dziewczyny)
dżinsy - Tova (prezent od marki... sprzed roku)
buty - Tommy Hilfiger
plecak - Fjallraven Kanken (dokładniej pisałam o nim tutaj)

25 lutego 2018

Czysta czydzieści czy

Od zawsze staram się zabierać na zakupy zdrowy rozsądek i unikać chomikowania niepotrzebnych rzeczy, jednak od paru lat moja walka z nadmiarem jest zdecydowanie bardziej świadoma i systematyczna. Nie narzucam sobie żadnych ograniczeń i limitów (bo te działają na mnie jak płachta na byka), ale jako buntowniczka z duszą księgowej lubię sobie czasem coś przeliczyć, zanalizować i spisać w postaci listy. Dzięki temu wiem na przykład, że moja kolekcja butów liczy obecnie 8 par (od lipca ubyły kolejne 2 pary), że w 2017 roku przybyło w mojej szafie 31 nowych rzeczy (w tym 10 tzw. darów losu), oraz że w tym czasie sprzedałam i oddałam ok. 40 ciuchów. I choć nie kusi mnie wdrożenie praktykowanego przez niektórych minimalistów podejścia polegającego na ograniczeniu szafy (czy w ogóle całego dobytku) do konkretnej liczby przedmiotów (100, 50, 20 itd.), to uważam, że takie eksperymenty (nawet jeśli sami ich nie przeprowadzamy, a jedynie o nich czytamy) pomagają uświadomić nam, jak wielu rzeczy tak naprawdę nie potrzebujemy.

Dlatego zaciekawił mnie pomysł dziewczyn z Risk Made in Warsaw, które (inspirując się Projektem 333 zainicjowanym przez Courtney Carver) stworzyły kolekcję Challenge 333, czyli 33 ubrania do noszenia przez 3 miesiące. To może się wydawać niewiele, zwłaszcza jeśli jak Klara Kowtun, która kolekcję zaprojektowała i będzie ją testować na sobie, ma się ok. 600 ubrań, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że większość z nas i tak przez 80% czasu nosi tylko 20% tego, co mamy w szafie, to może wcale nie jest to aż takie abstrakcyjne przedsięwzięcie? Myślicie, że dalibyście radę? Ja chyba z ciekawości od marca zacznę notować ubrania, które noszę, żeby sprawdzić, czy i o ile przez 3 miesiące przekroczę tę magiczną trzydziestkę trójkę.

Jedno jest pewne: w moim 3-miesięcznym pakiecie nie mogłoby zabraknąć szarych dresów, i to w kilku wersjach. Mam jedne do spania, drugie do noszenia na co dzień, a teraz, dzięki Riskowi, wzbogaciłam się o model wyjściowy - szerokie dresy z lampasem (i kieszeniami!). Spod spodni natomiast wyłaniają się wywrotowe skarpetki Sexy Neurotic, które uważam za absolutny hit, zwłaszcza że dostępne są jeszcze dwie inne wersje: Furious Humanist oraz Platonic Lover, które można sobie dowolnie łączyć, dopasowując hasła do charakteru albo nastroju (Neurotic Humanist - oł, je!).

No i jak już zapowiadałam na moich Insta Stories, mam też coś dla wszystkich Risk Lovers: rabat -10% na działy sale i outlet z kodem RISKYSZAFASZTYWNIARY oraz darmową dostawę na nowości i klasyki z kodem DOSTAWASZTYWNIARA. Ze zniżek można korzystać do 15 marca 2018 na stronie riskmadeinwarsaw.com oraz w warszawskim butiku Risk na Szpitalnej 6a.

Frozen
Frozen
Frozen
Frozen
Frozen
Frozen
Frozen
płaszcz - A2
szalik - ciucholand
czarny golf z wełny merynosowej - H&M (dział męski)
spodnie dresowe i skarpetki - Risk Made in Warsaw (prezenty od marki) - z kodem RISKYSZAFASZTYWNIARY -10% na działy sale i outlet, z kodem DOSTAWASZTYWNIARA darmowa dostawa na nowości i klasyki do 15 marca
rękawiczki - stragan uliczny (100 lat temu)
nerka ze skóry z recyclingu (rozmiar Midi) - Anacomito? (prezent od marki)
buty - Vagabond