30 maja 2016

Zadupie 2, czyli o plakatach

Myślałam, że ta chwila nigdy nie nadejdzie. A jednak. Dzisiaj w końcu udało mi się powiesić wszystkie plakaty! Niektóre czekały na to praktycznie od naszej przeprowadzki, czyli prawie 2 lata. Oto prawdziwy slow life, proszę Państwa.

Jestem naprawdę zadowolona z naszej naściennej kolekcji, bo wydaje mi się, że jest bardzo "nasza". Oboje z Dzióbkiem jesteśmy fanami plakatów Ryszarda Kai z serii Polska, dlatego w przedpokoju zawisła Nowa Huta, a w salonie, na honorowym miejscu - Zadupie (uważam, że zdecydowanie bardziej do nas pasuje niż jakiś Paryż czy Nowy Jork). Obok Zadupia wisi drewniana tabliczka z dwójką (razem tworzą coś na kształt dziwacznego adresu), portret Dzióbka marynarza z wydziaraną na bicepsie syrenką Sztywniarą (historię powstania tego rysunku opisałam tutaj) oraz - jakże by inaczej - plakat z rowerem. Rowerzystę wybrał Dzióbek, podobnie jak drwala do sypialni, i muszę powiedzieć, że całkiem mu się to udało.  

Tablicę okulistyczną z łazienki już kiedyś pokazywałam, tak samo jak grafikę z napisem Don't Grow Up, It's A Trap, która jest pierwszą rzeczą, jaką widzę po przebudzeniu, i okazała się na tyle przekonująca, że przestałam chodzić do pracy. Ale jak jeszcze chodziłam, to mój dział sprezentował mi na urodziny plakat z kuchenną ściągą (przelicznikami miar, czasem gotowania różnych warzyw, rodzajami noży itd.), dla którego znalazło się idealne miejsce na filarze na wprost kuchenki. Nasza najświeższa zdobycz to mapa Krakowa ze strony Maptu.pl, na której można sobie stworzyć plakat z mapą dowolnego miejsca. Zachwycałam się kiedyś tym pomysłem na moim Facebooku, po czym okazało się, że za wszystkim stoi przyjaciółka mojej znajomej. Tym bardziej propsuję i polecam.

Co bardziej pamiętliwi czytelnicy mogą kojarzyć jeszcze plakat z hamburgerem, który pokazywałam jakiś czas temu. Nadal wisi, ale niestety, nie pasuje mi do aktualnej koncepcji, więc trzeba będzie znaleźć dla niego jakieś zastępstwo. Oprócz tego cały czas poluję na starą szkolną mapę (koniecznie niebłyszczącą i na drewnianych wałkach), którą planuję powiesić nad łóżkiem. A, i jeszcze jakiś fajny wiszący kwietnik. I to będzie na tyle, jeśli chodzi o ubieranie ścian. Na ten moment.

plakat Zadupie - Ryszard Kaja / galeriaplakatu.com.pl
Tu kiedyś będzie stół :)
drewniana tablica z numerem - CzaryzDrewna.pl
rysunek z Dzióbkiem (na zamówienie) - Anna Betlejewska (historia rysunku tutaj)

plakat Roweros - Justyna Frąckiewicz / wallbeing.com
plakat Lumberjack - Anna Rudak / wallbeing.com
plakat Don't Grow Up - NY26.pl
plakat Nowa Huta - Ryszard Kaja / galeriaplakatu.com.pl
Stanowisko robocze Dzióbka.
mapa Krakowa - Maptu.pl (prezent od właścicielki)
plakat Kitchen First Aid Kit - Follygraph.pl (prezent urodzinowy od koleżanek i kolegów z pracy)
tablica okulistyczna - DlaPacjenta.pl (brzeg obkleiłam czarną taśmą, bo był czerwony)

25 maja 2016

Sprzątam dom całe boże dnie

Temat zamieniania brzydkiego na ładne mnie nie opuszcza (poprzedni odcinek tutaj). Mój najnowszy bzik to... uwaga, uwaga... akcesoria do sprzątania. Oho, już widzę, jak część z Was przewraca oczami. Jeśli jesteście normalni, to lepiej zamknijcie tę stronę teraz i nikomu nie stanie się krzywda. Jeśli jednak i w Was drzemie perfekcyjnie sfiksowana pani domu, to pozostaje mi tylko powiedzieć (głosem Effie Trinket z "Igrzysk śmierci"): Welcome, welcome!

O co chodzi? Ano o to, że większość przyborów do sprzątania jest po prostu paskudna. Plastik, jaskrawe kolory, tandetne wzorki... Moje uczucia w tym temacie najlepiej oddaje komentarz, który przeczytałam dawno temu na jakimś forum (komentarz był a propos zupełnie czego innego, ale pasuje jak ulał): "kicz i rzygi". Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież ścierka ma ścierać, mop ma mopować i tyle. Kto by się przejmował tym, jak wyglądają? Ano ja. I tak, zdaję sobie sprawę, że większość tych rzeczy i tak jest zwykle schowana. Ale ja wiem, że one tam są. I wolę, jak są ładne.

Znalezienie niewypalających oczu sprzętów do oporządzania domu bywa naprawdę niełatwym zadaniem, jednak ja jestem uparta i powoli realizuję swój diabelski plan. Aby uniknąć efektu kolorystycznej sraczki, kupuję gadżety drewniane (jasnobrązowe) oraz w kolorze białym, czarnym i szarym. Tą samą zasadą kieruję się też przy wyborze środków czyszczących. Teraz każdy produkt jest dostępny w kilku wariantach, więc to naprawdę nie jest problem, żeby zamiast wściekle zielonej butelki domestosa wziąć czarną, a zamiast niebieskiego płynu do mycia szyb - przezroczysty. A oto jak wyglądają dotychczasowe objawy mojej choroby:


SZCZOTKI, SZUFELKI I SPÓŁKA
Po tym, jak wszystkie plastikowe szczotki (również te do ciała, ale o tym innym razem) zamieniłam na drewniane, odzyskałam wewnętrzny spokój. Szczotki, szufelki oraz małe drewniane szczoteczki znajdziecie w supermarketach (Carrefour, Auchan, Aldi itd.), no i oczywiście w TK Maxx - tam jest po prostu raj dla wielbicieli ładnych gadżetów do sprzątania. Niestety, nadal nie udało mi się znaleźć niepstrokatego mopa (mój jest niestety turkusowy). No ale przecież się nie poddaję.

szczotka i szufelka - Aldi
szczotka do czyszczenia klawiatury - Iris Hantverk / Bonami.pl
szczotka do szorowania - Starmann.pl


DESKA DO PRASOWANIA I WIESZAKI
Wzorzyste pokrowce większości desek do prasowania to jakiś koszmar. Na szczęście udało mi się upolować białą, w dodatku z drewnianym stelażem. A skoro już jesteśmy przy prasowaniu i ubraniach, to naprawdę polecam zainwestowanie w jednakowe wieszaki. W Ikei komplet 8 drewnianych wieszaków kosztuje 15 zł, w Pepco czy zwykłych supermarketach pewnie też coś koło tego, więc to nie jest duży wydatek, a szafa od razu wygląda porządniej.

deska do prasowania - Valdomo / Bonami.pl
 drewniane wieszaki - IKEA
 

MATKA, PRAĆ!
O tym, że środki do prania trzymam w ładnych pojemnikach (stoją na widoku, bo w szafce nie ma na nie miejsca), pisałam już kilkukrotnie. Dzisiaj chciałam Wam pokazać resztę mojego "kącika praczki". Z dopasowaniem pralki na szczęście nie ma problemu, bo 99% modeli dostępnych na rynku jest biała. Nasza jest stara, ale jara. Znaczy, pierze (swoją drogą, jako emeryt jestem wielką fanką ładowania od góry). Natomiast rattanowy kosz na pranie był jednym z pierwszych zakupów po wprowadzce, bo nasz poprzedni, plastikowy (ble) w ogóle nie pasował do naszej (i chyba w ogóle niczyjej) łazienki.

Wiadomo, że pranie trzeba gdzieś powiesić. Czy więc tego chcemy, czy nie, suszarka stanowi stałą "dekorację" naszego balkonu. Mamy ją jeszcze z poprzedniego mieszkania, ale fajnie się złożyło, bo jest szara, dzięki czemu wtapia się w ścianę i mnie nie denerwuje. No i ma się rozumieć, że do przypinania drobnych rzeczy musiałam kupić drewniane spinacze (jakby co, widziałam je też w TK Maxx).

A skoro już jesteśmy przy balkonie, to tylko napomknę, że w moim rodzinnym domu taka rzecz jak konewka zawsze była uważana za fanaberię. Bo przecież butelka po wodzie mineralnej sprawdza się tak samo dobrze. Stanowczo odradzam takie podejście. Polecam i konewkę, i jakiś ładny pojemnik (np. bańkę na mleko) do ukrywania niewyględnych balkonowych drobiazgów typu nawóz do kwiatków czy nafta do lampionu.

puszka (na kapsułki do prania) - Bonami.pl
butelka apteczna (na Calgon) - prezent od koleżanki 
butelka  (na płyn do płukania tkanin) - IKEA
spinacze do bielizny - Bonami.pl
kosz na pranie - IKEA
spinacze / klamerki w słoiku - Bonami.pl
suszarka na pranie - IKEA
konewka - IKEA
bańka na mleko - targ staroci


NA ZMYWAKU
Wiecie, że płyn do naczyń przelewam do ładnej butelki, a gąbkę trzymam w metalowym pojemniku. Ostatnio poszłam o krok dalej. Przerzuciłam się na szare gąbki (to nic, że i tak są ukryte) i kupiłam za grosze kilka szczotek do naczyń, które tak idealnie dopasowały się do wystroju, że stoją sobie na widoku (ich zielone i niebieskie poprzedniczki trzymałam  w szufladzie).

butelka na płyn do mycia naczyń (po mydle w płynie) - TK Maxx
metalowa osłonka na doniczkę - H&M Home
gąbka biało-szara - IKEA
gąbka czarno-szara - Jan Niezbędny / Auchan (ma rozmiar XXL, więc przecinam ją na pół)
szczotka do naczyń i szczotki do butelek - Starmann.pl


TORBA Z NARZĘDZIAMI
Damskie torebki od dłuższego czasu w ogóle mnie nie ruszają i zamiast powiększać moją kolekcję, stopniowo ją redukuję. Kiedy jednak przed świętami (Bożego Narodzenia) napisał do mnie producent skórzanych toreb na narzędzia, zrozumiałam, co muszą czuć inne blogerki na widok nowej prady czy michaela korsa. Dawniej narzędzia trzymałam w plastikowym pojemniku z Ikei, wiertarkę w pudełku, a część śrubokrętów i kluczy walała się luzem. To cudo z pięknej, grubej, rudej skóry pomieściło wszystkie moje (no dobra, NASZE) narzędzia, a w dodatku wygląda tak, że zbrodnią byłoby trzymać je w piwnicy.


skórzana torba na narzędzia Tulboks - Leszner.com (prezent od producenta)