Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie w krakowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie w krakowie. Pokaż wszystkie posty

13 stycznia 2017

Spędźże weekend w Krakowie!

Dzisiaj zapraszam Was do Krakowa. I to nie tylko wirtualnie, w ramach cyklu Kraków według Sztywniary, ale jak najbardziej realnie, bo dzięki sieci hoteli Hampton by Hilton, która jest partnerem tego wpisu, ktoś z Was (wraz z ktosiem towarzyszącym) będzie mógł spędzić weekend w Krakowie. Jeśli mieszkacie w Krakowie na co dzień, nic straconego: do wygrania jest też weekend w Warszawie i Gdańsku. Ale po kolei. Najpierw przedstawię Wam kolejne z moich ulubionych krakowskich miejsc:


TYTANO
AKTUALIZACJA: MIEJSCÓWKA ZLIKWIDOWANA
ul. Dolnych Młynów 10, Kraków
restauracje, kawiarnie i bary (m.in. Veganic, Międzymiastowa, Bonjour Cava, Weźże Krafta, Cargo, Mr. Pancake)


Przeczytałam kiedyś, że związek to dwoje ludzi, którzy każdego dnia wspólnie zastanawiają się: "Co dzisiaj jemy na obiad?", aż w końcu jedno z nich umiera. Rany, jakie to prawdziwe! Tyle czasu tracimy na namyślanie się, kręcenie nosem i kombinowanie, co ugotować albo gdzie pójść na jedzenie; czasu, który moglibyśmy spędzić o wiele pożyteczniej, na przykład grając w grę (Dzióbek) albo przeglądając sherlockowe gify na Tumblrze (ja). Dlatego bardzo się cieszę, że w zeszłym roku w Krakowie powstało miejsce, które rozwiązuje większość tych dylematów.

Tytano to "miasto w mieście" - kompleks gastronomiczno-rozrywkowy zlokalizowany w starej fabryce tytoniu w samym centrum Krakowa (na końcu ulicy Rajskiej). Są tam restauracje, kawiarnie, bary, odbywają się koncerty, wystawy i inne wydarzenia kulturalne, a latem można rozłożyć się na leżaczkach i oglądać filmy pod gołym niebem. Kiedy nie wiemy, gdzie pójść, idziemy właśnie do Tytano, bo tam, w jednym miejscu, bez kluczenia po całym mieście, mamy do wyboru opcje na słodko i słono, mięsne i wegetariańskie, na mały i duży głód. Smacznie, wygodnie i do tego w inspirującym otoczeniu (serio, każdy z tamtejszych lokali jest urządzony tak, że nic tylko robić zdjęcia i wrzucać na Instagrama - mała próbka poniżej).

VEGANIC
Knajpą, którą wybieramy najczęściej, jest wegetariańsko-wegański Veganic. Już widzę Wasze zdziwione miny: Sztywniara i kuchnia bezmięsna?! Niespodzianka! Karmią tam naprawdę dobrze, obsługa jest przemiła, do tego ceny całkiem przystępne (w dni powszednie do godz. 16.00 zjecie tam dwudaniowy lunch za 19 zł).

MIĘDZYMIASTOWA
Drugi nasz wybór to Międzymiastowa. Jedzenie jest dobre, chociaż zwykle dość długo czeka się na obsługę (może akurat mieliśmy pecha). Oszczędnych na pewno zainteresuje możliwość zamówienia do kawy śniadania za 1 zł (polecam francuskie tosty!). Z kolei lunch dnia zjecie tam za 19,90 zł. Promocje obowiązują od poniedziałku do piątku.

WEŹŻE KRAFTA
Jak wiecie, nie lubię piwa (jest gorzkie, nawet jak niby jest słodkie), ale Dzióbek jest wielkim fanem piw rzemieślniczych, dlatego raz na jakiś czas, zwykle kiedy spotykamy się ze znajomymi, odwiedzamy bar Weźże Krafta. Dzióbek z zadowoleniem uśmiecha się znad kufla, a ja nie mogę przestać się zachwycać tą arcykrakowską nazwą oraz neonowym napisem "Pijże" umieszczonym nad kontuarem. Sytuacja typu win-win ;)

FORUM DESIGNU 
(w listopadzie 2017 przeniesione do Hotelu Cracovia na ul. Focha 1)
Jeśli podobnie jak ja macie teraz fazę na urządzanie mieszkania, to gorąco polecam Wam Forum Designu, czyli wielką halę z meblami, dodatkami i innymi wnętrzarskimi gadżetami od polskich projektantów. Spróbujcie przejść się po tym miejscu, nie wykrzykując choć raz "łaaaaał!" Mnie się to jeszcze nie udało.

Te cztery miejsca w Tytano odwiedzam najczęściej. Lokali jest oczywiście więcej i co jakiś czas otwierają się nowe, więc zachęcam Was do zaglądania i własnych poszukiwań. Może niedługo pojawi się ku temu idealna okazja - szczegóły poniżej! :)



KONKURS #WEEKENDZHBH

Zanosi się na to, że przysłowie "cudze chwalicie, swego nie znacie" niedługo może stracić na aktualności, przynajmniej jeśli chodzi o podróżowanie. Według badań przeprowadzonych przez sieć Hampton by Hilton Polacy coraz chętniej spędzają krótkie urlopy na wyjazdach krajowych. Ci weekendowi podróżnicy preferują krótkie, za to częstsze ładowanie akumulatorów poprzez poznawanie rodzimych zabytków i korzystanie z lokalnych atrakcji. Ja co prawda żadnych badań nie przeprowadzałam, ale rosnąca z roku na rok liczba wiadomości w mojej skrzynce pt. "Wybieram się na weekend do Krakowa, podpowiesz, gdzie warto się wybrać?", wydaje się potwierdzać tę tendencję.

Jeśli więc macie ochotę wybrać się do Krakowa i odwiedzić Tytano oraz inne ciekawe miejsca, zapraszam Was do wzięcia udziału w instagramowym konkursie, w którym do wygrania jest weekendowy pobyt dla dwóch osób w krakowskim hotelu Hampton by Hilton (wraz z dojazdem!). Zasady znajdziecie w opisie tego zdjęcia na moim Instagramie (pełny regulamin tutaj). Zaglądajcie też na profile @tekstualna i @andtucholski, gdzie do zgarnięcia będą weekendy w Warszawie i Gdańsku. Powodzenia!


PS
Oczywiście jeśli macie swoje ulubione miejsca w Krakowie, koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach. Ja i inni czytelnicy będziemy Wam bardzo wdzięczni :)


Mam słabość do takich pofabrycznych klimatów.
Wegetariańskie i wegańskie pyszności, które zadowolą nawet zatwardziałego mięsożercę.
Po każdym obiedzie w Veganicu przejście na wegetarianizm nie wydaje mi się takim nierealnym pomysłem.
Uwielbiam to wnętrze. Zastanawiam się nad tapetą w tym stylu w sypialni.
Wejście do Forum Designu (i Forum Mody).
Ubrania polskich projektantów w Forum Mody.
Małpa chyba wpadła na jakiś pomysł.
"Dzień dobry, czy mogę tu zamieszkać?", czyli Forum Designu.
Wiem, że fotele Chierowskiego są teraz wszędzie, ale ten kieszonkowy rozmiar idealnie pasowałby mi do "salonu".
Moje życie w pigułce.
Proszę czekać, łączę.
Zdjęcie zrobione przez głodne dziecko z powieści Dickensa przyklejone do szyby.
Dzik jest dziki. Dzik jest zły.
A czy Wy pochowaliście już świąteczne dekoracje? (Ja jeszcze nie.)
Niemożliwe, że ta fabryka stała w centrum Krakowa przez tyle lat, zupełnie niezagospodarowana.
Najlepsza nazwa na dzielni.
Tzw. call to action.
Dieta nie ma szans.

Tutaj latem odbywało się kino pod chmurką.

25 października 2016

Hummus Amamamusi. Ty też musisz!

W moim życiu były dwie przełomowe daty: jedna - kiedy znajomi przedstawili mi Dzióbka i druga - kiedy znajomi przedstawili mi humus. Jestem kulinarnym inżynierem Mamoniem i dość niechętnie próbuję nowych rzeczy. Ale jak już ktoś mnie zmusi, to czasem okazuje się, że zmarnowałam 20 czy 30 lat, nie jedząc jakiejś pyszoty. Tak właśnie było z humusem. Spróbowałam go bez przekonania, a potem o mało nie wylizałam talerza. Kto by przypuszczał, że papka z ciecierzycy może być taka dobra?!

W ciągu ostatnich kilku lat z niejednego blendera humus jadłam, kręciłam też swój własny, ale nigdzie nie smakował mi tak jak w krakowskim Hummus Amamamusi. To ponoć jedyne miejsce w Polsce, które serwuje wyłącznie humus. Humusowa knajpka (hummusija) jest maluteńka i wchodząc do środka człowiek ma wrażenie, że po prostu wpakował się komuś do kuchni (dodajmy, że niezwykle przytulnej i klimatycznej). Za to ogromny wybór smaków gwarantuje więcej zmysłowych doznań niż zlokalizowany po sąsiedzku sex-shop Coco (choć być może Agata by się ze mną nie zgodziła). Oprócz humusu w wersji klasycznej możemy wybierać spośród kilkunastu różnych smaków - z dynią, chrzanem, suszonymi pomidorami, papryką, śliwką czy kiszoną kapustą (hit!). No po prostu #hummusporn. Można albo zjeść przy barze, który jest jednocześnie kuchennym blatem, albo zabrać ze sobą i spałaszować w domu z kawałkami marchewki albo podgrzaną pitą.

A, i dobra wiadomość dla wszystkich fanów zdrowego jedzenia: humus jest przygotowywany wyłącznie z naturalnych składników, bez konserwantów, barwników czy ulepszaczy i jest w 100% wegański. A jeśli moja rekomendacja Wam nie wystarcza, to dodam jeszcze tylko, że według Naczelnej Weganizatorki RP Marty Dymek z Jadłonomii jest to "najlepszy humus w Polsce". Badum-tss!


HUMMUS AMAMAMUSI
 ul. Meiselsa 4, Kraków
Przykładowe ceny: 16-20 zł za 250 g humusu na wynos, 5 zł za kanapkę z humusem
Smaki: klasyczny, cytrynowy, czosnkowy, kuminowy, chilli, chrzanowy, suszone pomidory, jalapeno, dyniowy, kolendrowy, czosnek niedźwiedzi, buraczkowy, czosnek pieczony, marchewkowy, karmelizowana cebulka, karmelizowane jabłko, śliwka wędzona, kiszona kapusta, siemię konopne, kaparowy

Hummus Amamamusi, Cracow

PS
Więcej postów, w których polecam moje ulubione krakowskie miejscówki, znajdziecie tutaj.

28 czerwca 2015

Chimney Cake Bakery, czyli niezłe ciacha

Witajcie w kolejnym odcinku najrzadziej aktualizowanego cyklu w blogosferze, czyli "Kraków według Sztywniary". Czemu tak rzadko? (ktoś mógłby zapytać). Po pierwsze, jak wiadomo, ja w ogóle rzadko dodaję nowe wpisy; po drugie, rzadko wychodzę z domu; po trzecie, nie chcę tu pisać o knajpach z kategorii "a, raz tam byłam, całkiem spoko", tylko o takich, do których chodzę regularnie i które uważam za dobro narodowe. Czyli zamiast na mnie nie fukać, należy się cieszyć, że idę w jakość, a nie ilość, o.

Dziś mam dla Was kolejny smakołyk z serii "jedzenie z budy", mianowicie ciastka kominkowe z Chimney Cake Bakery. Co to takiego? Mówiąc najkrócej: niebo w gębie. A mówiąc trochę dłużej: ciasto drożdżowe nawijane na drewniany wałek i opiekane na ruszcie. Kształtem przypomina właśnie komin, tym bardziej że po upieczeniu ze środka wydobywa się gorąca para.

Jedni twierdzą, że ciacha kominowe pochodzą ze Słowacji (tam nazywają się trdelníki), inni, że z Węgier (tam funkcjonują pod nazwą Kürtőskalács, czyli w wersji spolszczonej: kurtosze). Według Wikipedii prawda leży po środku: przepis został w XVIII wieku przywieziony do Słowacji przez węgierskiego generała, który wprowadził do niego własne modyfikacje. 

Ale mniejsza o genezę. Najważniejsze jest to, że ciacha są przepyszne i kupicie je w Krakowie w dwóch miejscach: na Basztowej, pod Dworcem Głównym, oraz na Kazimierzu, na Skwerze Judah (obok Frytek Belgijskich, o których pisałam rok temu). Wyrabiane i pieczone są na miejscu, więc dostajecie je do ręki jeszcze ciepłe, parujące - mięciutkie od wewnątrz, a od zewnątrz otoczone przyrumienioną skórką. Do wyboru jest kilka różnych kremów i posypek. Komin może być wysmarowany od środka Nutellą, białą czekoladą albo kremem krówkowym, posypany cynamonem, orzechami, wiórkami kokosowymi albo płatkami migdałów. Jedno ciastko ma ok. 17 cm wysokości, a po rozwinięciu... ponad metr długości! To naprawdę kawał ciacha i według mnie jedno spokojnie wystarcza na dwie osoby. My zwykle kupujemy dwa: jedno jemy od razu, a drugie wieziemy do domu, wypełniając zapachem cały tramwaj (serio, serio). Polecam gorąco i czekam na otwarcie kolejnych budek (możne by tak na Hucie?).

Aktualizacja 10.09.2016: Od niedawna w ofercie są też Chimney cones, czyli lody w kominkowych rożkach (z nutellą, karmelem oraz sezonowe specjały). Spróbujcie koniecznie!


CHIMNEY CAKE BAKERY
ul. Basztowa 26a, ul. Wawrzyńca 16, Kraków
Ceny ciastek: 7 - 9 zł
Cena lodów: 12 zł
(Uwaga! W każdą środę promocja dla uczniów i studentów: wanilia, cynamon i kokos za 5 zł)
Smaki: wanilia, cynamon, kokos, Nutella + orzech, krówka + migdał, biała czekolada + kokos,  Nutella + kokos, piernik + powidła śliwkowe

Chimney Cake Bakery, Cracow

6 czerwca 2014

Targowisko pyszności (nieaktualne)

Tydzień temu mój najlepszy przyjaciel Facebook podsunął mi wydarzenie o nazwie Targ śniadaniowy w Krakowie. Jeśli coś ma związek z jedzeniem, a zwłaszcza jeśli nie wymaga ode mnie żadnego wkładu pracy poza beztroską konsumpcją, nie mam zwyczaju się opierać. Tak więc poszłam, sprawdziłam i teraz Was tam będę naganiać.

O co chodzi? Targ śniadaniowy to cykliczna impreza, która odbywa się w każdy weekend w Krakowie: w soboty w Parku Krakowskim na Krowodrzy (od 8.00 do 16.00) i w niedziele w Parku Ratuszowym na Nowej Hucie (od 9.00 do 16.00). Co można tam kupić? Samo dobro! Na ulotce pada hasło "zdrowa żywność", które - jak wiedzą wszyscy, którzy obserwują mój paźwiatrak - akurat na mnie specjalnie nie działa, bo w przypadku jedzenia liczy się dla mnie tylko jedno: żeby mi smakowało. Jeśli smakuje i przy okazji jest zdrowie - super. Jeśli smakuje i jest niezdrowe - no przecież z niego nie zrezygnuję! Tutaj akurat mamy do czynienia z najlepszą z możliwych opcji (Mamusia by mnie pochwaliła), bo jest i zdrowo, i pysznie.

Jest pan, który w uroczej minifurgonetce smaży francuskie naleśniki (z nutellą i bananem oraz z serem i szynką). Są wędliny tak aromatyczne, że jak mi potem Dzióbek zrobił do pracy kanapkę z kiełbasą czosnkową, to jednym ruchem przekreślił moje (i tak nie największe) szanse na biurowy romans. Są kozie sery, których pewnie normalnie bym nie spróbowała, ale pan tak namawiał, że się skusiłam i okazały się naprawdę dobre (zwłaszcza te z ziołami i imbirem). Jest chrupiące pieczywo, dżemory i inne przetwory, naturalne soki, ciastka, rogaliki, muffinki, tarty, a dla równowagi jajecznica z boczkiem i chleb ze smalcem. Wszystkie te smakołyki można skonsumować pod chmurką, siedząc przy specjalnie na tę okazję rozstawionych na trawie stolikach. Sielsko, anielsko i bez pośpiechu.

Według ulotki organizatorzy planują targować przynajmniej do końca września, więc jeśli podczas któregoś weekendu będziecie w Krakowie, szczerze polecam. Naprawdę smakowity sposób na rozpoczęcie soboty lub niedzieli. A jeśli do Krakowa Wam za daleko, to mam dobrą wiadomość: takie targi odbywają się również w Warszawie, Poznaniu i Sopocie. Możliwe, że z czasem przyłączą się też inne miasta. Szczegóły tutaj.


TARG ŚNIADANIOWY W KRAKOWIE
UWAGA: niestety, od 2015 roku impreza już się nie odbywa
soboty: Park Krakowski, Krowodrza, godz. 8.00-16.00
niedziele: Park Ratuszowy, Nowa Huta, godz. 9.00-16.00

Weekly Breakfast Food Fair, Cracow
Sztywniara approves.


16 lutego 2014

Oda do ziemniaka, czyli Frytki belgijskie w Krakowie

Po długiej przerwie w końcu wracam do pomysłu na wpisy o moich ulubionych miejscach w Krakowie. Dziś w roli głównej ziemniak (cud natury!).

Zawsze powtarzam, że gdybym do końca życia mogła jeść tylko jedną rzecz, zdecydowanie byłyby to ziemniaki. Uwielbiam je w każdej postaci: pieczone (zwłaszcza w ognisku), gotowane (zwłaszcza podawane z koperkiem i zsiadłym mlekiem), jako placki ziemniaczane, czipsy, no i oczywiście frytki. Pod koniec grudnia, szwendając się po Kazimierzu, napatoczyłam się na małą budkę przytuloną do muru na rogu Wąskiej i Wawrzyńca. Szyld głosił: Frytki belgijskie. Jako że nigdy wcześniej nie jadłam belgijskich frytek, postanowiłam sprawdzić, czymże różnią się one od tych zwykłych. Spróbowałam i przepadłam.

Zaprawdę, powiadam Wam: to jest raj dla każdego ziemniakożercy! Zdecydowanie najlepsze frytki, jakie zdarzyło mi się jeść. Chrupiące z zewnątrz, mięciutkie w środku, no miód, malina! Frytki są grubo krojone z belgijskich ziemniaków i smażone, jak każe tradycja, w tłuszczu wołowym. Proces smażenia jest dwuetapowy: najpierw smaży się je przez dłuższy czas w niższej temperaturze, a potem krótko w wyższej. To właśnie dzięki temu środek jest miękki, a skórka chrupiąca. 

Do tego mamy do wyboru jakieś 87 (no dobra, koło 10) sosów domowej roboty. Można eksperymentować do woli, zwłaszcza że co jakiś czas pojawiają się nowe rodzaje (w okolicy świąt mieli na przykład piernikowy). Mój faworyt to sos duński (majonezowy, z koperkiem i ogórkiem) - pycha! Aktualizacja z 7.06.2014: Zmiana na pozycji lidera: nowy sos bakłażanowy z rozmarynem zdecydowanie rządzi!

Niedawno w zimowej ofercie pojawiła się też belgijska czekolada na gorąco. I podkreślam, że jest to rzeczywiście czekolada - prawdziwa i gęsta (70% kakao), a nie, jak w większości kawiarni, wodnisty napój kakaowy. Słowem, Frytki chyba koniecznie chcą, żebym rozbiła pod ich budką swój namiot.

Mało zachwytów? No to jeszcze słówko o przemiłej obsłudze. Panowie z okienka wygrywają wszystko. Potrafią wytworzyć taką atmosferę, że przychodząc tam, mam wrażenie, jakbym wpadła do sąsiada na grilla. Po prostu widać, że otworzyli ten biznes z autentycznej pasji, że mają z tego frajdę i że zależy im na tym, żeby każdy (każdy!) klient był zadowolony. Dlatego przyznaję Frytkom medal z ziemniaka i trzymam kciuki za prężny rozwój interesu. Dzisiaj Kazimierz, jutro cały Kraków! Aktualizacja 2021: Nie pomyliłam się, mają teraz kilkanaście punktów w całym Krakowie.


FRYTKI BELGIJSKIE W KRAKOWIE
ul. Wawrzyńca 16, Kraków
Ceny: mała porcja 11 zł, duża porcja 14 zł
Sosy (w cenie): keczup, majonez, duński, BBQ, BBQ piri-piri, andaluzyjski, czosnkowy, papryka z rukolą, suszone pomidory z bazylią, miętowy, bakłażanowy z rozmarynem



4 sierpnia 2013

U Marysi. Najlepsze lody w Krakowie

Co powiecie na nowy cykl postów: "Kraków według Sztywniary"? [Chór Czytelników: Taaaaaaaak! Super pomysł!]. Regularnie dostaję mejle i wiadomości na FB z pytaniami, co zobaczyć i gdzie zjeść w Krakowie, więc jest szansa, że kogoś oprócz mnie taka seria zainteresuje. Prawdę mówiąc, myślałam o tym już parę lat temu, ale temat jakoś nie pasował mi do bloga ciuchowego. Ponieważ jednak z czasem do Szafy zaczęły wkradać się tematy inne niż ciuchy (choćby podróże), to teraz już nic mi się nie gryzie i stwierdziłam, że chyba mogę. 

To będą krótkie posty (1 wpis = 1 miejsce) o moich ulubionych krakowskich knajpach - takich, w których bywam regularnie i po których płakałabym, gdyby je zamknęli (tfu, tfu, na psa urok!). Oczywiście przewodnik będzie jak najbardziej subiektywny i nieekspercki, no bo jaki inny. Zaczynamy! Na pierwszy ogień idą lody.

***

Dyskusje na temat tego, które krakowskie lody są najlepsze, wywołują niemal tyle emocji, co pytanie "komu kibicujesz, Wiśle czy Cracovii?" Ja, o czym już wiele razy wspominałam na moim Facebooku, należę do ultrasów lodziarni "U Marysi". Oho, już słyszę te okrzyki: "Tylko Starowiślna, sialalalala!" Tak, wiem, że lody na Starowiślnej mają status kultowych, legendarnych i w ogóle naj-naj. W zasadzie oba miejsca są do siebie podobne - sprzedają naturalne, "domowe" lody, nakładane łopatką do oldschoolowego wafelka i zwykłe sieciówkowe lodziarnie mogą im co najwyżej mikser czyścić. W moim osobistym rankingu Marysia jednak bezapelacyjnie wygrywa. Przede wszystkim dlatego, że mają moje ulubione smaki: bananowy i malinowy, których próżno szukać na Starowiślnej. Połączenie kwaskowych lodów malinowych i łagodnych, słodkich bananowych (które mają kolor beżowy, nie biały ani żółty, jak w popularnych sieciówkach) to była miłość od pierwszego polizania. Jak dla mnie mogliby sprzedawać tylko te 2 smaki i dalej byliby numerem 1. Ogromnym plusem (zwłaszcza podczas upałów) jest też to, że u Marysi lody kupuje się z marszu. Kiedy pierwszy raz znajomy zaciągnął mnie na Starowiślną i kazał stać 20 minut w kolejce, myślałam, że robi sobie jaja (podobne zdanie mam zresztą na temat zapiekanek na Kazimierzu, ale o tym przy innej okazji).

Chodzę na lody do Marysi już trzeci czy czwarty sezon i nadal dobierając się do każdej nowej porcji, przymykam oczy i mruczę z zadowolenia. Dla tych lodów jestem w stanie nadłożyć drogi albo wysiąść z tramwaju jadącego do domu, nawet kiedy ledwie żyję i brakuje mi rąk do ogarniania siat z zakupami. W zasadzie żadne inne lody już mi nie smakują (wszystkie wydają mi się za słodkie) i przestałam się ślinić na widok kolorowych, fikuśnie udekorowanych wanienek na stoiskach w galeriach handlowych (ostatnio skusiłam się na promocję 3 gałki w cenie 2 w nowo otwartej włoskiej lodziarni po sąsiedzku i gorzko pożałowałam tej zdrady - nie ma żadnego porównania!). Jeśli będziecie mieli okazję, spróbujcie koniecznie. Jestem pewna, że też się uzależ... zaprzyjaźnicie :)


PS Jeśli macie swoje ulubione lodziarnie (lub inne knajpy) w Krakowie, dajcie znać w komentarzach. Może też je polubię i znajdą się w którymś z kolejnych odcinków.


LODZIARNIA U MARYSI
(lody z Krościenka), ul. Karmelicka 43A, Kraków 
Ceny: 3 zł za 5 dag (co jest równe mniej więcej 1 gałce)
Smaki: śmietankowe, czekoladowe, kawowe, truskawkowe, jagodowe, malinowe, bananowe, bakaliowe