Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty

6 października 2025

Anubis i yōkai. I... Sztywniara. Czyli jak znalazłam się na obrazach Joanny Karpowicz

Joanna Karpowicz - pracownia

Ja wiem, że życie potrafi zaskakiwać, ale tego, że zostanę dziełem sztuki, zdecydowanie nie było w moim bingo na 2025 rok ;) Ale od początku.

Dwa lata temu mój chłopak podesłał mi znaleziony na Twitterze obraz przedstawiający uszatego stwora w krakowskim tramwaju. Stwór był trochę mroczny, ale zupełnie nie straszny, i emanował od niego jakiś taki spokój w samotności. Chwycił mnie za moje introwertyczne serce i natychmiast poleciałam obczaić instagramowy profil autorki - Joanny Karpowicz. Okazało się, że uszaty stwór to Anubis - egipskie bóstwo z głową szakala, opiekun zmarłych, przeprowadzający ich na Drugą Stronę. Na obrazach Joanny pojawia się od 2012 roku: siedzi w kawiarni, przechadza się ulicami, pływa łódką, czasem odwiedza miasteczko Twin Peaks, a czasem... stoi pod Żabką. Zawsze jest gdzieś blisko.

Czy stwierdzenie, że z miejsca zostałam groupie Joanny, będzie przesadą? Myślę, że nie :) A jeszcze bardziej, kiedy okazało się, że to nie jest artystka typu "jestem tajemnicza i nie gadam z wami, biedaki", tylko mocno stąpająca po ziemi babka, która nie buduje muru między sobą a odbiorcami, lubi na swoich mediach społecznościowych opowiadać o historiach stojących za jej obrazami, chętnie rozmawia w komentarzach z obserwującymi, a do tego ma dość egalitarne podejście do sztuki i oprócz obrazów (na które z oczywistych względów niewiele osób może sobie pozwolić) oferuje też reprodukcje swoich prac czy albumy Thin Places, które są dużo bardziej dostępne cenowo (nie muszę chyba dodawać, że kupuję wszystko, co się da).

Ponieważ obie mieszkamy w Krakowie, to kilka razy się spotkałyśmy, no i Joanna zapytała kiedyś, czy nie udostępniłabym jej zdjęć z Japonii pod obrazy z Anubisem. Zrobiło mi się mega miło, ale odebrałam to na zasadzie, że może kiedyś, w bliżej nieokreślonej w przyszłości, któreś z tych moich zdjęć wykorzysta (bo wiedziałam, że czasem maluje ze zdjęć znajomych). Dopiero dużo później do mnie dotarło, że ona chce z tego zrobić całą wystawę! Jeśli w tym momencie pomyślałyście, że to trochę dziwne, bo przecież nie jestem fotografką, a zdjęcia z Japonii można pozyskać z wielu lepszych źródeł, to moja reakcja była dokładnie taka sama. Ale Joanna wytłumaczyła mi, że owszem, idealne fotki mogłaby kupić choćby z banku zdjęć, ale ona woli kadry mniej dopracowane, a bardziej osobiste.

No i słuchajcie, long story short, 9 października 2025 o godz. 18:00 w Galerii Artemis w Krakowie jest wernisaż wystawy "Anubis i yōkai 2" (ta dwójka stąd, że pierwsza seria z Anubisem w Japonii była w 2022). Wstęp oczywiście wolny, a wystawę będzie można oglądać - również za darmo - do końca października. Będą też oprowadzania z Joanną i ze mną: 18 i 25 października o godz. 12:00

Na wystawę składa się w sumie 16 obrazów (z czego 13 na podstawie moich / naszych zdjęć), plus jeden namalowany specjalnie dla mnie, który będzie można oglądać tylko podczas wernisażu. To jest serio chyba najbardziej niesamowita rzecz, jaka mi się przytrafiła w życiu! Wszyscy znajomi wiedzą, że jak się mnie zapyta o moje podróże do Japonii (póki co dwie, ale to na pewno nie jest moje ostatnie słowo), to nie potrafię się zamknąć, bo nigdzie mi się tak nie podobało jak tam. A widzieć swoje wspomnienia uwiecznione w pracach ulubionej malarki - to jest serio uczucie, które trudno opisać. 

Zwiedzając Japonię z moim chłopakiem, zwróciliśmy uwagę na to, że duchowość, wierzenia i mity są tam obecne naprawdę na każdym kroku. Jest mnóstwo świątyń (chociaż ta nazwa po polsku bywa myląca, bo sugeruje jakiś monumentalny budynek, a często są to niewielkie miejsca na świeżym powietrzu, którym bliżej do naszych przydrożnych kapliczek) i w każdej obowiązuje "samoobsługa": można wpaść na kilka minut, bez specjalnej ceremonii, między pracą a zakupami, żeby poprosić o coś bóstwa albo za coś im podziękować. I ludzie faktycznie to robią. W wielu świątyniach można spotkać posągi czy symbole zwierząt takich jak lisy, koty czy króliki, które sprawują pieczę nad danym miejscem. Dlatego to, że w tej japońskiej serii Anubis spotyka yōkai, czyli mityczne japońskie duchy, zjawy i potwory, wydaje się najbardziej naturalną rzeczą na świecie.

Poniżej możecie zobaczyć wszystkie obrazy z wystawy. Jeśli jednak będziecie mieć okazję, polecam obejrzeć je w galerii, bo na żywo te kolory i skala niektórych prac robią naprawdę niesamowite wrażenie. A na wypadek, gdyby ktoś chciał zwiedzać Tokio, Kioto i Osakę śladami Anubisa, dodałam krótkie informacje o tym, gdzie były robione zdjęcia, na podstawie których powstały obrazy. Dajcie znać, który japoński Anubis jest Waszym ulubionym ;)

 

"Anubis i yōkai 2" - Galeria Artemis w Krakowie, ul. Poselska 15
Wernisaż 9 października 2025 o godz. 18:00. Wystawa do 31.10.2025 (wstęp wolny)
 

 Instagram Joanny Karpowicz (warto dodać do obserwowanych!)
Strona Joanny Karpowicz
Galeria Artemis (tu można kupić obrazy, jak się ma gruby portfel ;)
Printy z Anubisem (tu można kupić wydruki, jak się ma nieco chudszy portfel) 

 

Zdjęcie, które było inspiracją dla tego obrazu, zrobiłam naszego pierwszego dnia w Japonii w maju 2023. Byliśmy trochę nieżywi po podróży i chodziliśmy sobie po Tokio bez planu, po prostu taki wstępny rekonesans. Pod wieczór zawędrowaliśmy na zakupową ulicę Ameyoko.

Joanna Karpowicz "Nekomata Street" / 2025, 92 x 65 cm, akryl na płótnie
Joanna Karpowicz "Nekomata Street" / 2025, 92 x 65 cm, akryl na płótnie  / Reprodukcja: Mateusz Torbus

 

A to widok z drugiego dnia. Wybraliśmy się do świątyni Sensō-ji, gdzie panował straszny tłok, ale uliczka tuż obok była praktycznie pusta. To częste doświadczenie w Japonii: ruchliwa, głośna ulica, tłumy turystów albo ludzi pędzących do metra, a za rogiem zupełnie inny świat: spokój, cisza i starsze panie podlewające rośliny na chodniku.

 Joanna Karpowicz "Blue Sky" / 2025, 80 x 80 cm, akryl na płótnie
Joanna Karpowicz "Blue Sky" / 2025, 80 x 80 cm, akryl na płótnie / Reprodukcja: Mateusz Torbus 

 

Ten kadr uchwyciłam po wyjściu z Muzeum Ghibli w Mitace niedaleko Tokio. Cała okolica była niesamowicie urocza, ale ta dziewczynka w kapelusiku wracająca ze szkoły wyglądała jak żywcem wzięta z filmu Miyazakiego!

 Joanna Karpowicz "Back to school" / 2025, 60 x 50 cm, akryl na płótnie
Joanna Karpowicz "Back to school" / 2025, 60 x 50 cm, akryl na płótnie / Reprodukcja: Mateusz Torbus

 

Ogród przy Muzeum Narodowym w Tokio. To był nasz drugi wyjazd do Japonii (2024) i to zdjęcie powstało specjalnie z myślą o Anubisie.

  Joanna Karpowicz "Foxes Wedding 4" / 2025, 100 x 120 cm, akryl na płótnie
 Joanna Karpowicz "Foxes Wedding 4" / 2025, 100 x 120 cm, akryl na płótnie / Reprodukcja: Mateusz Torbus

 

Dobrze pamiętam ten wieczór w Kioto. Padało, byłam zmęczona po całym dniu zwiedzania i chciałam już tylko zostać w hotelu. Mój chłopak przekonał mnie, żebyśmy jednak pojechali do dzielnicy Gion. I tak się cieszę, że dałam się namówić! Padał deszcz, ale było bardzo ciepło. Spacerowaliśmy bez pośpiechu pod przezroczystymi parasolami hotelowymi po praktycznie pustych ulicach. A niedaleko tego miejsca trafiliśmy na super knajpę Gion Tanto, gdzie zostawia się buty w drewnianych szafeczkach, siedzi się na ziemi i zajada makaron ze stołu z grillem. Jedno z najlepszych wspomnień!

 Joanna Karpowicz "Friends Afterhours" / 2025, 60 x 80 cm, akryl na płótnie
Joanna Karpowicz "Friends Afterhours" / 2025, 60 x 80 cm, akryl na płótnie / Reprodukcja: Mateusz Torbus

 

Świątynia Fusihimi Inari w Kioto. Opiekunami tego miejsca są lisy, więc myślę, że Anubis dobrze by się z nimi dogadał. Świątynia znajduje się na wzgórzu i prowadzi do niej ponad 10 000 czerwonych brami torii (jakby co, nie ma sensu robić sobie zdjęć na samym początku i tamować ruchu innym zwiedzającym - dalej jest więcej bram, a mniej ludzi). Było wtedy tak gorąco i wilgotno, że wymiękliśmy w połowie trasy i nie daliśmy rady wejść na samą górę. 

Joanna Karpowicz "Torii" / 2025, 100 x 90 cm, akryl na płótnie 
Joanna Karpowicz "Torii" / 2025, 100 x 90 cm, akryl na płótnie / Reprodukcja: Mateusz Torbus

 

A to Ogród Pałacu Cesarskiego w Kioto. Wiecie, co jest niesamowite? Że Joanna namalowała tu króliki, nie wiedząc, że zdjęcie zostało zrobione właśnie w Roku Wodnego Królika (wszędzie można było wtedy spotkać królicze motywy, nawet na znakach ostrzegawczych). Nie ma przypadków!

 Joanna Karpowicz "The Yar of the Rabbit" / 2025, 100 x 80 cm, akryl na płótnie
 Joanna Karpowicz "The Year of the Rabbit" / 2025, 100 x 80 cm, akryl na płótnie / Reprodukcja: Mateusz Torbus

 

Miejsce, do którego dojazd był dość długi i skomplikowany, ale totalnie warty poświęconego czasu. Prawdziwa oaza spokoju: buddyjska świątynia Otagi Nenbutsuji w Kioto. Jest tam ponad 1000 posągów mnichów - każdy inny! Niektóre mają groźne wyrazy twarzy, inne łagodne, jeszcze inne się śmieją, stroją miny, grają na instrumentach, a jeden... bawi się z kotem :) Tak mnie wciągnęło portretowanie kamiennych mnichów, że zapomniałam o zrobieniu jakiegoś szerszego kadru dla Anubisa. Na szczęście mój chłopak uratował sytuację: 

 Joanna Karpowicz "Komorebi" / 2025, 100 x 70 cm, akryl na płótnie
Joanna Karpowicz "Komorebi" / 2025, 100 x 70 cm, akryl na płótnie / Reprodukcja: Mateusz Torbus

 

Podczas naszego pierwszego wyjazdu do Japonii mieliśmy tylko 2 takie totalnie deszczowe dni i to był ten drugi. Podobnie jak pierwszy, zaowocował mega klimatycznymi zdjęciami (i przemoczonymi butami). Cztery kolejne obrazy to kadry z naszego wieczoru w dzielnicy Dotonbori w Osace. Dotonbori słynie z wielkich, kolorowych, trójwymiarowych, często ruchomych szyldów i neonów. Jest to wszystko bardzo cyrkowo-lunaparkowe i naprawdę można dostać oczopląsu, ale moim zdaniem punkt nie do pominięcia.

PS Na obrazie poniżej z tym plecakiem to ja! Zdjęcie oczywiście robił Konkubent.

 Joanna Karpowicz "Street in Osaka 2" / 2025, 80 x 100 cm, akryl na płótnie
 Joanna Karpowicz "Street in Osaka 2" / 2025, 80 x 100 cm, akryl na płótnie / Reprodukcja: Mateusz Torbus

 Joanna Karpowicz "Umibōzu" / 2025, 100 x 70 cm, akryl na płótnie
Joanna Karpowicz "Umibōzu" / 2025, 100 x 70 cm, akryl na płótnie / Reprodukcja: Mateusz Torbus

 Joanna Karpowicz "Tako Yaki" / 2025, 100 x 80 cm, akryl na płótnie
 Joanna Karpowicz "Tako Yaki" / 2025, 100 x 80 cm, akryl na płótnie / Reprodukcja: Mateusz Torbus

 Joanna Karpowicz "Street in Osaka 1" / 2025, 100 x 80 cm, akryl na płótnie
 Joanna Karpowicz "Street in Osaka 1" / 2025, 100 x 80 cm, akryl na płótnie / Reprodukcja: Mateusz Torbus

 

Parking obok sklepu z nożami, z którego przywieźliśmy pamiątki zarówno w 2023, jak i 2024 roku.  Polecam to miejsce! Mają ogromny wybór porządnych noży na każdą kieszeń, a za 500 jenów robią dowolny grawer na ostrzu. Obsługa jest naprawdę super. Po tym, jak powiedzieliśmy, że to nasza druga wizyta, dostaliśmy karę stałego klienta, więc nie ma rady - musimy tam wrócić.

Joanna Karpowicz "Tower Knives Osaka" / 2025, 100 x 80 cm, akryl na płótnie
Joanna Karpowicz "Tower Knives Osaka" / 2025, 100 x 80 cm, akryl na płótnie / Reprodukcja: Mateusz Torbus

 

A to już nasz obraz. Będzie go można zobaczyć na żywo tylko podczas wernisażu, a potem znajdzie się "w prywatnej kolekcji", czyli u nas na chacie :D To świątynia Namba Yasaka w Osace. To drugi obraz, na który się wbiłam (ta osoba z parasolem to ja!). Zdjęcie cyknął mój chłopak. A Joanna zamieniła je w najwspanialszą i najbardziej magiczną pamiątkę z podróży.

 Joanna Karpowicz "The Temple" / 2025, 100 x 80 cm, akryl na płótnie
 Joanna Karpowicz "The Temple" / 2025, 100 x 80 cm, akryl na płótnie / Reprodukcja: Mateusz Torbus

 

Last but not least, trzy klimatyczne Anubisy zrodzone w niezwykłym umyśle Joanny: 

 Joanna Karpowicz "Crossing the bridge" / 2025, 100 x 120 cm, akryl na płótnie
 Joanna Karpowicz "Crossing the bridge" / 2025, 100 x 120 cm, akryl na płótnie / Reprodukcja: Mateusz Torbus

 Joanna Karpowicz "Onsen" / 2025, 80 x 80 cm, akryl na płótnie
Joanna Karpowicz "Onsen" / 2025, 80 x 80 cm, akryl na płótnie / Reprodukcja: Mateusz Torbus

 Joanna Karpowicz "Anubis with octopus" / 2025, 50 x 40 cm, akryl na płótnie
 Joanna Karpowicz "Anubis with octopus" / 2025, 50 x 40 cm, akryl na płótnie / Reprodukcja: Mateusz Torbus


28 grudnia 2015

Sztywniara na tropie street artu: Lizbona i Porto

I znowu się zawiesiłam. Teraz taka moda na wszystko slow, więc mogłabym próbować podciągnąć tę moją zatrważającą blogową frekwencję pod jakiś slow blogging, ale prawda jest taka, że jedyne co jest slow, to mój mózg - on po prostu musi mieć dużo czasu i spokoju, żeby stworzyć coś w miarę sensownego (w tym miejscu składam pokłony blogerom, którzy oprócz bloga i pracy mają jeszcze dwójkę dzieci, psa i siłownię 2 razy w tygodniu - naprawdę nie wiem, jak to ogarniacie). Na szczęście do 6 stycznia mam urlop, więc są szanse, że w tym czasie uda mi się zmajstrować jeszcze przynajmniej jeden wpis i może w końcu zrobić tę ciuchowo-książkowo-domową wyprzedaż, o której gadam od roku. Trzymam za siebie kciuki.

A dziś mam dla Was kolejną porcję zdjęć z Portugalii. Początkowo planowałam tylko 2 posty z podróży: jeden z Lizbony i jeden z Porto, ale w czasie naszej wycieczki zarejestrowałam tyle ciekawych murali (najwięcej oczywiście w fantastycznej LX Factory, o której pisałam w poprzednim poście), że uzbierało się tego na osobny wpis. Nie było to łatwe, ale udało mi się wytropić autorów większości prac. Jeśli rozpoznajecie któregoś z niepodpisanych artystów, koniecznie dajcie znać w komentarzach.


PS
Jeśli temat street artu Was interesuje, to przypominam mój wpis o krakowskiej sztuce ulicznej.
Przy okazji bardzo polecam też książkę Sebastiana Frąckiewicza "Żeby było ładnie. rozmowy o boomie i kryzysie street artu w Polsce". Doskonała rzecz!

Mój zdecydowany faworyt: "Big Racoon", czyli ogromny szop pracz stworzony z kawałków złomu przez portugalskiego artystę Bordalo II. / Lizbona
Śpiący niemowlak na drzwiach jednego z lokali LX Factory. / Lizbona

Tę rybę spotkaliśmy, wspinając się do Castelo de Sao Jorge. / Lizbona

"Dopóki dług nas nie podzieli" - napis (tzw. streetment) autorstwa MaisMenos. Nasze życie w pigułce. / LX Factory, Lizbona

Jeden z najbardziej kolorowych murali w LX Factory. Autorem jest brazylijski artysta Derlon de Almeida. / Lizbona
Cieszę się, że wybraliśmy się do LX Factory przed godzinami otwarcia, bo mogłam spokojnie obfotografować wszystkie piękne murale, które potem były zasłonięte przez uliczne stragany. Na zdjęciu fragment pracy Mário Belém i Hugo Makarova. / LX Factory, Lizbona
"The Eagle Has Landed Part II" - mural duetu HDL Corp., czyli Steve'a i Doroty (tak, Polki) Coy. / LX Factory, Lizbona

Kolejny z moich ulubionych murali. Autorką jest Mariana Dias Coutinho. / LX Factory, Lizbona
Coś cudownego. / LX Factory, Lizbona
Mural włoskiego artysty Millo. / LX Factory, Lizbona

Podczas spaceru brzegiem Tagu trafiliśmy na wspólne dzieło 2 artystów: PixelPancho (elementy malowane, z charakterystycznymi motywami steampunkowymi) i Vhilsa (który tworzy swoje murale przez wykuwanie ich w tynku).
/ Lizbona
Z drugiej strony tego samego budynku znajduje się kolejny mural PixelPancho. / Lizbona

 Ikona autorstwa francuskiego artysty Rafa Urbana naklejona na ścianie w pobliżu Castelo de Sao Jorge. / Lizbona

Zwierzyniec w jednej z bram LX Fatory. / Lizbona

Czerwony kapturek z kałachem. W koszyku pewnie pasztet z wilka. / LX Fatory, Lizbona
Wspólne dzieło włoskiego artysty BLU i brazylijskiego duetu Os Gemeos. / Lizbona

Na sąsiedniej ścianie tego samego budynku znajduje się kolejny słynny mural BLU. / Lizbona

W okolicy jest wiele opuszczonych kamienic, które stanowią idealne "płótno" dla sztuki ulicznej. Autorem tego muralu jest hiszpański artysta Sam3. / Lizbona

Malunek w jednym z korytarzy kompleksu LX Fatory. / Lizbona
W LX Fatory naprawdę trudno znaleźć kawałek gołej ściany. / Lizbona
"Miłość dla wszystkich". W Portugalii pary jednopłciowe mogą nie tylko zawierać związki małżeńskie, ale też adoptować dzieci. / Porto

Świeżutki mural przy Moście Ludwika I autorstwa portugalskiego artysty Frederico Draw. / Porto

Uliczne malunki wyskakują niemal zza każdego rogu. / Porto

Mural na zaostrzenie apetytu przy jednej z restauracji w Porto.

Na ulicach Porto można znaleźć typowe brytyjskie budki telefoniczne. To ponoć pozostałość po Anglikach, którzy kiedyś kierowali tamtejszymi winiarniami. Obecnie większość z nich jest pomalowana przez ulicznych artystów.

Uwielbiam ryby. Ale zdecydowanie bardziej na ścianach, tkaninach albo papierze niż na talerzu. / Porto

Mural będący idealną odpowiedzią na nasze jęki i narzekania podczas włażenia pod megstromą górę przy jednym z mostów nad rzeką Duero. / Porto


28 lipca 2014

Murem za street artem. Krakowska sztuka uliczna

Ludzie mówią, że graffiti jest brzydkie, nieodpowiedzialne i dziecinne. Owszem, ale tylko wtedy, kiedy jest zrobione dobrze.Banksy
 
Uwielbiam sztukę uliczną we wszystkich przejawach - od wielkich, imponujących murali po hasła nieporadnie nabazgrane na murach. Uwielbiam ją za to, że atakuje z zaskoczenia, wybija z rytmu, wywołuje uśmiech albo uruchamia tęgą rozkminę (ewentualnie gorączkowe guglowanie). Moim zdaniem jest coś niesamowicie romantycznego w tym, że są ludzie, którzy z własnej inicjatywy, często zupełnie za darmo (pomijam teraz projekty wykonywane na zamówienie) i dla samej "zajawki" używają swoich zdolności, aby zostawić ślad we wspólnej przestrzeni i uciekawić egzystencję innym. I równie piękne jest to, że to jest taka "sztuka uwolniona": po ukończeniu graffiti autor nie ma żadnego wpływu na jego dalsze losy. Projekt może zostać zamalowany przez właściciela budynku albo przykryty przez konkurencję (ponoć w branży obowiązuje zasada niewchodzenia sobie w paradę, ale jak dowodzi wojna Banksy kontra Robbo, różnie z tym bywa). A nawet jeśli nikt nie będzie w niego ingerował, to prędzej czy później i tak wyblaknie, zabrudzi się albo odpadnie z tynkiem. To właśnie jeden z powodów, dla których od pewnego czasu wszelkie przejawy ulicznej twórczości namiętnie fotografuję i archiwizuję.
 
Już z rok temu wpadłam na pomysł, żeby stworzyć wpis o krakowskiej sztuce ulicznej, ale jak to u mnie, od koncepcji do realizacji droga daleka. Aż tu nagle dostałam potężnego kopa w postaci informacji o cyklu darmowych wycieczek szlakiem krakowskiego street artu organizowanych przez Galerię Krakowską. Zapisałam się od razu i tydzień temu spędziłam prawie 3 godziny, jeżdżąc meleksem po Starym Mieście, Podgórzu oraz Kazimierzu i słuchając ciekawostek serwowanych przez naszego przewodnika Michała Pałasza (a także Rafała Stanowskiego, którego przypadkiem spotkaliśmy po drodze).

Trasa została pobłogosławiona przez Głównego Plastyka Miasta Krakowa, dr Agnieszkę Łakomą i obejmuje 19 murali plus kilka mniejszych prac zlokalizowanych po sąsiedzku. Mimo że sporą część z nich już znałam, to zazwyczaj nie miałam pojęcia, kto jest ich autorem, nie mówiąc już o procesie ich tworzenia czy inspiracjach. Dzięki tej wycieczce dowiedziałam się naprawdę wielu ciekawych rzeczy i chyba jeszcze bardziej wkręciłam się w temat. Trochę szkoda, że niektóre murale oglądaliśmy tylko przejazdem i nie przy każdym można było wysiąść, żeby się mu dokładnie przyjrzeć, ale rozumiem, że gdyby przy każdym zatrzymywać się na sesję foto, to wycieczka musiałaby trwać z pół dnia. Tak czy inaczej, wszystkim fanom street artu zdecydowanie polecam ten sposób spędzenia soboty (na wycieczki można się zapisywać tutaj). I uroczyście obiecuję, że za jakiś czas na pewno pojawi się tu kolejna porcja sztuki z krakowskich ulic. A tymczasem zapraszam na odcinek pierwszy:


Jeden ze świeżo (z)malowanych krakowskich murali przy ul. Lwowskiej, nawiązujący do historii Podgórza. Autorami są Mikołaj Rejs i Marcin Wierzchowski.

Dawno, dawno temu w tym miejscu (czyli na rogu Piłsudskiego i Straszewskiego) mieścił się kultowy bar mleczny Barcelona - "twierdza myśli intelektualnej" i miejsce spotkań krakowskich artystów. Mural powstał po rozbiórce kamienicy w 2012 roku. Autorem projektu jest Bartolomeo Koczenasz, a tekst to wiersz Adama Ziemianina - jednego z bywalców Barcelony. c
Tego niebieskiego stworka mijałam codziennie w drodze do pracy (wcześniej w Warszawie spotkałam jego fioletowego kuzyna). Ucieszyłam się, kiedy pewnego dnia zobaczyłam, że ma towarzystwo w postaci dwóch sympatycznych babuleniek. Swoją drogą, Niebieski dobrze prawi: "Look around!"d
Jeden z moich ulubionych murali: "Ding Dong Dumb" stworzony przez włoskiego artystę BLU (Podgórze, ul. Józefińska).
e
Jakiś czas po ukończeniu muralu ktoś dopisał na nim sprejem "Never Follow". BLU zamiast się oburzyć, ponoć stwierdził, że hasło pasuje idealnie i kazał je zostawić.
f 
Betonowa instalacja w pobliżu MOCAKU-u autorstwa Mirosława Bałki. Inspiracją była oferta biura podróży, które proponowało turystom wycieczkę typu 2 w 1: zwiedzanie obozu w Oświęcimiu i kopalni w Wieliczce. Słońce padające przez otwory w suficie wyświetla napis AUSCHWITZWIELICZKA na ścianie lub podłodze betonowego wagonu (w zależności od pory dnia).
g
Biblioteczka na ścianie bloku przy ul. Traugutta, czyli Typomural promujący czytelnictwo, to wspólne dzieło grupy krakowskich artystów i studentów ASP.
g1
Chyba każdy, kto mieszka w Krakowie, spotkał co najmniej jednego takiego królika. Jest ich w mieście całe mnóstwo.
g1a
Mural projektu Justyny Posiecz - Polkowskiej (
inspirowany płaskorzeźbami Jana Szczepkowskiego), który zwyciężył w konkursie organizowanym przez Galerię Krakowską i znajduje się na ścianie od strony Dworca. Nie byłam jego fanką, choć trzeba przyznać, że na żywo wygląda znacznie lepiej niż w projekcie.
gg
Uwaga na podglądacza w krakowskiej Fabryce!g2
Mural "Yehuda" autorstwa izraelskiego artysty Pila Peleda. Przedstawia Lwa Judy, który znajduje się w herbie Jerozolimy. Znajdziecie go na rogu ul. Wąskiej i Wawrzyńca na Kazimierzu (gdzie przy okazji możecie zjeść najlepsze frytki belgijskie w Krakowie).

j 
"Babilon Fabric" - efekt współpracy dwóch polskich artystów: Nawera i Sepe (z Etam Cru) przy wejściu do klubu Fabryka. jab
Panowie malujący niebo na dachu budynku na Zabłociu (naprzeciwko Sweet Surrender) to kolejny z moich ulubieńców. Autorem rzeźby jest Jerzy Dobrzański. jj
  Na tej ścianie miał się znaleźć inny mural gdańskiego artysty Pikaso, jednak nie został zrealizowany, ponieważ projekt wywoływał zbyt duże kontrowersje (oskarżenia o antyklerykalizm). W efekcie powstał mural widoczny powyżej, noszący znamienny tytuł: "Na Boga, cenzura jest wszędzie". jjja
Teren klubu Fabryka to punkt obowiązkowy dla wszystkich amatorów street artu. Tyle fantastycznych prac w jednym miejscu!
k
Wygląda na to, że po Krakowie grasuje jakiś vintage bojownik. Zdjęcie po lewej zrobiłam w lutym 2013 (dziś napis jest już ledwie widoczny), a to po prawej - tydzień temu.
l
  Mural stworzony przez Mikołaja Rejsa na murze dawnej fabryki Wawel (ul. Kącik). Początkowo zdobiły go jeszcze kolorowe latawce przyczepione do ściany obok. wa
Praca artysty o pseudonimie CodeFC przy ul. Karmelickiej. ww
Mayamural powstał z okazji przepowiedzianego (rzekomo) przez Majów końca świata, który miał nastąpić 21.12.2012. Przedstawia hieroglify Majów zaaranżowane w formie gry Tetris. Autorką projektu jest Aleksandra Toborowicz.
z
Tablice ustawione przed Małopolskim Ogrodem Sztuki na Rajskiej w ramach międzynarodowego projektu Before I Die. Jeśli jesteście ciekawi, co ludzie tam wypisywali, tutaj znajdziecie zdjęcie w powiększeniu.