wtorek, 23 grudnia 2008

Świętego spokoju!

Żeby nam nie było za słodko w ten świąteczny czas, sobie i wszystkim Zaglądaczom dedykuję jedno z moich ulubionych opowiadań Sławka Shutego pt. Święta! (ze zbioru Cukier w normie). Tak dla równowagi :)
Wesołych świąt!

(...) A w telewizji Wigilia z Jedynką.
No, to jest prawdziwa wigilia - myśli pani Zosia. - Wszystko aż się lśni od czystości i takim ładnym porządku są sztućce poukładane. To jest wigilia.

- Co oni tam jedzą? - pyta pan Stasiu.

- Taką kutię - odpowiada żona
.
To jest prawdziwa wigilia - myśli pan Stasiu. - To jest wigilia jak się patrzy, wino na stole, nie to co u nas. Nawet kutii nie ma.

- A co to jest ta kutia? - pyta jeszcze żony.
- Kutia to jest kutia, cicho, bo nie słyszę - odpowiada pani Zosia.(...)

sobota, 20 grudnia 2008

Ani Miu Miu!

Jakiś czas temu zakochałam się w tych kozakach z e-baya. Sprzedawca nie pisał, co to za marka, ale mnie wystarczało, że wyglądają trochę jak kowbojki, trochę jak buty do jazdy konnej, a trochę jak moje wymarzone kalosze Hunter z sesji Umy Thurman dla InStyle - słowem: bosko. Jednak widać szczęścia też czasem chodzą parami, bo po rozpakowaniu przesyłki okazało się, że podarowałam sobie odrobinę... Miu Miu! Od razu przejrzałam zdjęcia z pokazów z ostatnich ośmiu lat, ale nigdzie nie udało mi się znaleźć identycznych. Najbliższe wydają się te z kolekcji wiosna/lato 2004. Może to ta sama linia? Tak czy siak, moje ładniejsze :)

A sukienka też niczego sobie, nie?


sukienka - Etsy (secretlake)
kremowe rajstopy - Calzedonia (Chciałam założyć ciemnobrązowe, ale Fotograf upierał się przy tych, "bo lepiej będzie widać buty"(!!!). Stworzyłam potwora...)

kozaki - Miu Miu (e-bay)

sobota, 29 listopada 2008

Dobrać się torbie do skóry

Pół roku temu odgrażałam się, że jak się wkurzę, to kupię sobie porządną, skórzaną torbę. No i się w końcu wkurzyłam. Po długich poszukiwaniach udało mi się znaleźć torbę idealną: idealnie lekką, idealnie dużą, w idealnym, karmelowym kolorze. Cena już nieco mniej idealna, ale konia z rzędem temu, kto mi powie, gdzie można kupić tanią torbę z prawdziwej skóry (nie, lumpeksy się nie liczą). Dziką radość zakłóca mi trochę fakt, że szwy nie są idealnie równe, ale staram się o tym nie myśleć, podobnie jak o tym, ile kosztują torby, które w stu procentach spełniają moje sztywniackie standardy (dzięki Marcepanowej wiem, że różnica sprowadza się właściwie do zera. Jednego zera).


torba - Ochnik (Sagana.pl)
czapka ze sztucznego futra - ciucholand

kurtka - Orsay
sztruksowe spodenki - Rifle (znalezione w domu rodzinnym)

rajstopy - H&M dział dziecięcy
skórzane kozaki Sata - ciucholand

sobota, 22 listopada 2008

Moher (wy)czesany

Wreszcie spełniły się moje marzenia o rudych włosach i warkoczu a la ukraińska pani premier. Wszystko dzięki Celinie - właścicielce internetowego sklepu Celapiu. Już zeszłej zimy podziwiałam jej genialne szaliki-foksy, a tegoroczna kolekcja czapek-fryzur tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że pomysły z jajem to specialité de la maison tej artystki. Oprócz Małej Mi z dwoma kłębuszkami, gładko "uczesanej" Chinki i Kogutka z falującym grzebieniem Celina przygotowała absolutny dziewiarski nokaut - model Timoszenko! Na widok tej czapy serce mi mocniej zabiło, a kiedy kilka godzin później znalazłam w skrzynce mejla od projektantki z wiadomością, że chętnie mi ją sprezentuje, otarłam się chyba o stan przedzawałowy.

W poniedziałek miałam okazję poznać Celinę osobiście. Jeżeli miałabym wcześniej jakiekolwiek wątpliwości co do jej pomysłowości i poczucia humoru, to pewnie pozbyłabym się ich zaraz po tym, jak na powitanie wychyliła się z okna i spuściła mi na sznurku klucze do domofonu. Podczas naszego (niezwykle sympatycznego) spotkania mogłam trochę powęszyć po jej pracowni, pogłaskać gromadkę milutkich foksów oraz przyjrzeć się dokładnie ubraniom i dodatkom spod znaku grzyba z antenką, czyli Jadowitego Rydza (jeśli ktoś ma jakieś skojarzenia, to zapewne trafne). Tak więc byłam, widziałam, własnymi ręcami wymacałam, a teraz mogę z czystym sumieniem zachwalać i polecać. Chociaż nie wiem, czy to konieczne - wystarczy przecież spojrzeć.

PS
Oczywiście Harel musiała po raz kolejny ubiec mnie z tematem. W takich warunkach nie da się normalnie szafować!


czapka Timoszenko - Celapiu
kurtka - Orsay
rękawiczki - C&A
czarny sweter George - ciucholand
dżinsy - Arizona
skórzane kozaki Sata - ciucholand
wymarzona torba - Ochnik (Sagana.pl) - będzie o niej osobny wpis :)

czwartek, 13 listopada 2008

Liga rządzi, liga radzi, liga nigdy cię nie zdradzi!

Nie od dziś wiadomo, że zazdrość matką wynalazku. Szczególnie w szafiarskim (pół)światku. Ileż można czytać u blogerek z Francji czy Finlandii, że kobiece magazyny urządzają im sesje zdjęciowe w ciuchach od najlepszych projektantów, a sponsorzy fundują zagraniczne wycieczki nafaszerowane modowymi atrakcjami? Przecież krew może człowieka zalać. Dlatego kiedy Aife i Villk rzuciły hasło: "Co to my, gorsze?", odzew był natychmiastowy: "Jasne, że nie!" Postanowiłyśmy same sobie zorganizować spotkanie i sesję w Krakowie. 8 listopada 2008 - ta data przejdzie do historii polskiego szafiarstwa.

Stres przed spotkaniem był spory, nie mówiąc już o problemie pt. "W co się ubrać?" Wreszcie po kilku dniach kombinowania, gdy panika ustąpiła miejsca czystej radości, udało mi się wybrać zestaw odpowiedni na tę doniosłą okazję. "A, taki szyk bez szyku?" - stwierdził tonem znawcy Dzióbek, kiedy spytałam go, jak wyglądam. No ba. Że niby za bardzo się nie starałam, ale jednak należyty poziom lansu zachowany. Te baby...

A jak się w końcu udał nasz pierwszy szafiarski sabat? Ano tak, że po mojej słynnej bańce już po kilku minutach nie było śladu. Humoru nie popsuł mi nawet fakt, że pod Wawelem zostałam zaatakowana mieczem przez pana Rycerza, jakiś kolo ofuknął moje okulary, a w ulubionych rajstopach zrobiłam sobie dwie dziury (tu oklaski dla niezastąpionej Morven i jej igły z nitką). Godziny przeglądania blogów robią chyba swoje, bo - uwaga, zaleci telenowelą - naprawdę miałam wrażenie, jakbyśmy znały się od dawna. I - uwaga, będzie jeszcze gorzej - kolejny raz poczułam, że, kurde, fajnie jest być szafiarką.

Co do zdjęć, to o talencie fotograficznym Aife i Villka nikogo chyba nie trzeba przekonywać. To najprawdziwsze czarodziejki (tylko różdżki mają bardziej wypasione). Poniżej kilka fotek ze spotkania. Więcej na blogach pozostałych uczestniczek (linki na dole).

To co, do następnego razu?
Aktualizacja (18.11.2008): Jak wyglądałam i co miałam na sobie tego dnia można dokładnie zobaczyć tutaj.




W "Sesji w wielkim mieście" udział wzięły:
Alice, Cynamonka, Aife, Magia,
Joanna, Charlize, Cudak, ja,
Morven, Styledigger,
Sandra z Kociej Szafy oraz Villk

wtorek, 28 października 2008

Z grubej rurki

Jeśli w tej sukience wyglądałam jak chrząszcz, to w tym fraku podobno przypominam świerszcza. Początkowo nie byłam do niego przekonana (przez ten khaki-nie-wiadomo-jaki kolor) i miałam go sprzedać, ale w końcu doszłam do wniosku, że w sumie wygląda całkiem fajnie.

Rurki dostałam od Big Stara. Tak, tak, dostałam, w sensie: za darmo. Nie mam doświadczenia w takich przypadkach (to pierwszy "reklamowy" wpis w Szafie), ale w podejściu firmy Big Star spodobało mi się to, że nie była to transakcja pt. "dostajesz od nas dżinsy, to napisz na blogu coś miłego". Byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona tym, że nikt nie próbował ingerować w treść, formę czy termin publikacji mojej notki. Mam nadzieję, że tak jest wszędzie :)

Ale do rzeczy. Spodnie są dla mnie o tyle nietypowe, że mają "za krótkie" nogawki. Zawsze kupuję dłuższe, sięgające za piętę, ale tym razem zaszalałam i wybrałam długość do kostki (super do szpilek). Leżą idealnie, są wygodne (miękki dżins), no i mam je już z pół roku, a póki co nie rozbiły się, ani nie straciły koloru. Jedyne, co bym zmieniła, to stan - na wyższy, bo nie jestem fanką biodrówek. No ale nie bądźmy pazerni ;)

Jeśli ktoś również miałby ochotę na darmowe dżinsy, odsyłam na stronę www.TrendHunters.pl. Trwa tam nieustający konkurs, w którym co miesiąc można wygrać kupon na dowolną parę spodni Big Star. Wystarczy napisać ciekawą notkę na temat mody.

PS
Nie wiem, czy dostanę jeszcze kiedyś podobną propozycję (miejmy nadzieję ;), ale jakby co, to zapewniam, że nie będę tu nikogo robić w konia i taki wpis będzie zawsze wyraźnie oznaczony - po to stworzyłam kategorię sponsoring.


spodnie - Big Star (model Skinny 004)
kurtko-frak Mexx - ciucholand
chusta - pchli targ
torba - ciucholand
skórzane kozaki Ash - e-bay UK
okulary - Pomberger

sobota, 18 października 2008

Sztywniara - dresiara

Dziś wcielam w życie pomysł, który chodził za mną od dawna, a do realizacji którego zmotywował mnie w końcu ostatni wpis u Baglady: prezentuję się w wersji bez cenzury. Z zasady pokazuję w Szafie tylko ciekawsze, bardziej udane zestawy, czyli jak się ubieram, kiedy mi się chce. A kiedy mi się nie chce? Voila (i bynajmniej nie jest to strój wyłącznie po domu/po bułki!). Jak widać, jeszcze nie Jeff Lebowski, ale blisko.

Mamy więc superwygodne dresiki, buty, w których czuję się jak rasowa skater girl (albo nawet boy, bo chyba są męskie), oraz ulubioną bluzę z Ciasteczkowym. Krótko mówiąc, luz-blues, tudzież total czilaut. A jakby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości, Ulica Sezamkowa jest modna.

PS
Zdjęcie z sierpnia, dlatego takie zielone. Do tej pory go nie zamieszczałam, bo jakoś mi się nie podoba i wyglądam na nim na wyjątkowo zblazowaną. No ale skoro ma być naturalistycznie...

ulubiona bluza - TJ Maxx
dresowe rybaczki - Everlast

buty - Etnies
 
okulary - C&A
torba na zakupy (superowa, bo wielka) - C&A


niedziela, 12 października 2008

Skromna Bestia

Przyznam, że o polskiej marce Green Establishment do niedawna nie słyszałam (jakimś cudem umknął mi kwietniowy wpis u Harel). Odkryłam ją dopiero podczas lipcowej wyprzedaży w sklepie Salt and Pepper. Ich ciuchy po prostu mnie powaliły, a na widok pensjonarsko-marynarskiej sukienki o wdzięcznej nazwie Modest Beast dostałam wręcz amoku. Ledwo zdążyłam pomyśleć, że cudnie wyglądałaby z moimi kujońskimi okularami, kiedy zobaczyłam zdjęcie sukienki na pani modelce. Po raz kolejny załamałam się tym, jaka jestem nieoryginalna i nieodkrywcza, po czym stwierdziłam, że pani modelka ma idealną fryzurę, i jeszcze tego samego dnia poszłam się obciąć tak samo.

"Skromna Bestia" okazała się dość drogą bestią, ale w obliczu wyższej modowej konieczności nawet taki skąpiec jak ja czasem kapituluje. Zwłaszcza kiedy kiecka jest pięknie uszyta, przyjemna w dotyku (100% bawełny), ma guziki z tyłu, fason typu bąbel (którego bąblowatość jeszcze zwiększyłam, zszywając na dole rozchodzące się zakładki) oraz mój ulubiony gadżet - kieszenie (z wnętrzem z tego samego materiału co kraciasty kołnierz). Poza tym czego się nie robi, żeby usłyszeć od Fotografa: "Wyglądasz jak pomidor".


sukienka - Green Establishment
prążkowane przedszkolakowe rajtki - ciucholand
buty - Topshop (e-bay)

sobota, 11 października 2008

Obrazowo

Kilka zdjęć z Szafy pojawiło się w październikowym numerze Biuletynu Fotograficznego Świat Obrazu, w artykule na temat amatorskiej fotografii blogowo-modowej ("Przechodniu, pokaż się", str. 4-10). Na szczególną uwagę - oprócz wzmianki o tym, że bohaterami tego typu zdjęć są zazwyczaj normalni ludzie, "wcale nie piękni i wcale nie chudzi" (no wielkie dzięki!) - zasługuje moim zdaniem poniższy fragment:

Na początku XX wieku fotografia mody była prosta i czytelna, podobna raczej do zdjęć z katalogów niż do artystycznych wizji. W połowie ubiegłego stulecia to się zmieniło - pojawili się znani fotografowie, magazyny o modzie chciały zdjęć niebanalnych, intrygujących, może mniej czytelnych, ale przykuwających uwagę. W XXI wieku następuje powrót do zdjęć, na których wszystko widać. Do zdjęć na nie: niepozowanych, niestylizowanych, nieopłacanych przez korporacje.

Ciekawa obserwacja, chociaż nie wiem, czy nie pokusiłabym się o stwierdzenie, że w modowej blogosferze następuje już kolejna zmiana kierunku. Wystarczy przejrzeć blogi Elinkan, The Cherry Blossom Girl, czy niektóre zdjęcia naszych szafiarek, żeby się przekonać, że część z nich odchodzi od tej fotograficznej "zwyczajności" w stronę artystycznych, niemal profesjonalnych sesji. Jest pozowanie, jest stylizacja, a czasem pojawiają się i korporacje (lub chociaż małe butiki). Jak pomyślę o tych 30-50 zdjęciach, jakie musimy zrobić, żeby dało się z nich wybrać jedno ładne, o poszukiwaniu odpowiedniego tła, czy o obróbce w programach graficznych, to w zasadzie o naszych zdjęciach też trudno powiedzieć, że są naturalne i robione "od niechcenia".

Wracając do artykułu, wspomniano w nim o kilku blogach streetfashionowych, w tym trzech rodzimych: Polish Street Fashion, Boat Street Fashion i Street Fashion in Kraków. Sam magazyn zdecydowanie polecam: świetne teksty, rewelacyjne zdjęcia, piękne wydanie, no i temat przewodni najnowszego numeru - moda... (nie, to nie jest reklama "opłacona przez korporację").


piątek, 10 października 2008

Ciocia Ryfka radzi: Lumpeksy

Ten wpis powstał z czystego lenistwa. Często dostaję mejle z pytaniami o to, w których lumpeksach buszuję i jak udaje mi się znaleźć to czy tamto. Pomyślałam, że jeśli spłodzę na ten temat jakąś notkę, to może będę miała spokój :) Oczywiście to "poradnik" czysto subiektywny. Reklamacje nie będą uwzględniane. Mile widziane jednak inne rady, doświadczenia, osobiste techniki polowań oraz adresy ulubionych lumpeksów (nie tylko z Krakowa i nie tylko z Polski).


1. JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ?

 Dobry humor
To kwestia, którą uważam za absolutnie podstawową w lumpeksowych zakupach (i zresztą wszystkich innych). Kiedy poziom wkurzenia mam wyższy niż zwykle, nigdy nie udaje mi się niczego znaleźć. Wszystko jest brzydkie i we wszystkim wyglądam beznadziejnie. W moim przypadku nie ma czegoś takiego jak "zakupy na poprawienie humoru". Udane zakupy muszą wypływać z dobrego humoru.

Czas

Nie umiem kupować w pośpiechu. Muszę się zastanowić, wszystko dokładnie obejrzeć, przymierzyć. Przede wszystkim jednak najpierw znaleźć, a to w przypadku lumpeksów wymaga sporo czasu. Dlatego warto wygospodarować sobie na ten cel wolny dzień albo chociaż popołudnie.

Ekwipunek
- duża torba, którą można przewiesić przez ramię - żeby nie przeszkadzała w grzebaniu i żeby można było do niej wrzucić łupy z innych sklepów. Wolne ręce to podstawa!
- ciuchy, które łatwo można zdjąć i założyć (podczas polowania człowiek przebiera się milion razy). Latem świetnie sprawdza się obcisła koszulka na ramiączkach (ubrania można mierzyć na nią, co bardzo przyspiesza cały proces).

Brak towarzystwa

Jestem zakupowym samotnym wilkiem. No dobra, egoistą. Nienawidzę chodzić po sklepach z kimś - doradzać, czekać, dostosowywać swoje tempo i trasę do współszperacza. Nie lubię też, kiedy ktoś musi czekać na mnie - strasznie się wtedy stresuję. Moim najlepszym kumplem od zakupów jest Święty Spokój.


2. GDZIE SZUKAĆ?

Nie wierzę w stwierdzenia typu: "u mnie nie ma fajnych lumpeksów". Fajne lumpeksy są wszędzie. Albo inaczej: fajne rzeczy są we wszystkich lumpeksach. Wiem, co mówię, bo w swojej karierze polowałam zarówno w małych, jak i większych miejscowościach. Trzeba tylko dobrze poszukać.

Sama w wyborze sklepów stosuję jedną zasadę: odzież musi być na wagę. Nie wiem, na czym to polega, ale te wycenione, "wyselekcjonowane" ciuchy na wieszakach to zazwyczaj "totalna poracha" (no i ceny...). Za to z boksów prawie zawsze można wykopać jakiś skarb.

Warto oczywiście dowiedzieć się, kiedy są nowe dostawy. Sama jednak nigdy nie chodzę na godzinę otwarcia. Pomijając fakt, że tak wcześnie nie wstaję, to tłok, kolejki do przymierzani, babki upychające do koszyków, ile się da (na handel, albo na "potem się zobaczy") to dla mnie sport zbyt ekstremalny. Mam swoją godność, dlatego zwykle przychodzę grzebać w stertach używanych ciuchów w dniach dostaw, ale po godzinach szczytu ;) Zresztą w pozostałe dni też można się nieźle obłowić, często za ułamek ceny pierwotnej.

No dobra, nie wymądrzaj się, ciociu, tylko dawaj konkrety. Proszę bardzo, oto kilka moich ulubionych krakowskich adresów:
- ul. Kalwaryjska - jak długa i szeroka, jest tam chyba ze 20 lumpeksów, szczególnie godne polecenia są Roban (nr 25) i Smok (nr 39).
- Dawo na ul. Limanowskiego 28 i Wawrzyńca - dwa ulubione, ale lubię wszystkie lumpeksy z tej sieci.
- Ciuchy, ul. Długa 72 - ogromny ciucholand w starej fabryce, podzielony na dwie części: z odzieżą wycenioną i na wagę.
- ul. św. Filipa - kilka fajnych lumpeksów.
- Hala Targowa - w każdą niedzielę rano pchli targ, na którym co prawda fajnych ciuchów nie widziałam, ale za to można tam kupić skórzany kufer, rower czy stare radio :)
- Plac Nowy - w niedziele tonie pod stertami najróżniejszych ciuchów i dodatków. Potrzeba sporo samozaparcia, żeby z morza diorów made in China wyłowić coś fajnego, ale warto się trochę pomęczyć, bo trafiają się prawdziwe cuda.
W inne rejony się nie zapuszczałam, ale chętnie się dowiem, gdzie warto się wybrać.


3. JAK SZUKAĆ?

Pewnie każdy ma własny sposób. Niektórzy przeglądają wszystko po kolei, inni pogrzebią to tu, to tam, na chybił trafił. Jedno jest pewne: liczy się kreatywne podejście. Wiadomo, lumpeks to nie "normalny" sklep, gdzie każda rzecz dostępna jest w różnych rozmiarach. Dlatego zamiast odrzucać coś, co jest fajne, ale za szerokie albo za długie, warto się zastanowić, czy nie da się tego jakoś podrasować. Ciuch zawsze można przecież skrócić lub zwęzić, spódnicę nosić jako sukienkę, z kawałka materiału coś uszyć, wydłużyć za krótkie rękawy, przeszyć guziki, brakujący pasek zastąpić innym, coś odpruć, coś doszyć... Możliwości jest mnóstwo, a blogi szafiarek są pod tym względem prawdziwą kopalnią pomysłów. Niektórych przeróbek można łatwo dokonać samemu, za inne zapłacimy u krawca 15-30 zł.

Na koniec chyba najważniejsze: kluczem do lumpeksowego sukcesu jest wytrwałość. Grunt to się nie zrażać, kiedy po raz kolejny wracamy z polowania z pustymi rękami. W moim przypadku na 10 wypadów w teren tylko 2-3 okazują się zwycięskie, więc chcąc nie chcąc, musiałam wyrobić w sobie cnotę cierpliwości.


I to z grubsza tyle. Ode mnie. Na gazetowym forum Ciucholandy i komisy można znaleźć adresy lumpeksów z różnych miast, ale forum jest niezbyt aktywne i pewnie wiele z nich będzie już nieaktualnych. Dlatego mam nadzieję, że inne szperaczki dorzucą coś od siebie w komentarzach :)


Aktualizacja: Polecam świetne uzupełnienie tematu u Harel.
A Warszawiankom polecam mapki lumpeksów u Kaka Bubu i Blu.

ul. Miodowa, Kazimierz, Kraków
A to takie zdjęcie bez związku (no, niezupełnie, bo na szyldzie "Salon mód"), zrobione 2 lata temu. Za każdym razem, kiedy tamtędy przechodzę, nie mogę uwierzyć, że teraz wygląda to tak.

niedziela, 5 października 2008

Istota szara

W zeszłym tygodniu wreszcie dorobiłam się idealnej, pasującej do wszystkiego płaszczo-kurtki. Dzisiaj odważyłam się w końcu założyć najkrótszą z moich krótkich spódniczek (jest tak krótka, że manewr nie przeszedłby bez babciowatych rajstop). A wczoraj dokonałam najlepszego zakupu od dawna i o dziwo nie jest to żaden ciuch, ale grający kamyczek (już zapomniałam, jaka to radocha chodzić po mieście, podrygując do muzyki z Ally McBeal).

PS
Nowy baner to robota Basztyla (tu jej wcielenie szafowe, a tu artystyczne). Miał być trochę bardziej odjechany, ale sztywniacka natura wzięła górę. Jeszcze raz wielkie dzięki! :)


kurtka - Orsay
szalik - Vero Moda (dawno temu)
rękawiczki (długie są) - ciucholand
spódnica z pseudoskóry - ciucholand
skórzana torba - ciucholand
rajstopy - H&M dział dziecięcy
skórzane kozaki Ash - e-bay
okulary - Pomberger

czwartek, 11 września 2008

Zestaw z (adżap)sandałem

Zawsze kiedy jestem w gruzińskiej knajpie, zastanawiam się, co to ten adżapsandał, ale jakoś nigdy nie kusiło mnie, żeby zamówić. Co innego sandał. A najlepiej od razu dwa. Tak, wiem, że mamy wrzesień. Ale dopiero niedawno znalazlam na e-bayu idealną parę (skóra, gruby obcas, szerokie zapinanie na kostce, no i - jakże by inaczej - brak zlewu). Zresztą co ja się tłumaczę - latem modne były kozaki, tak?


koszulka - Target
sweter - Zara
spódnica - ciucholand
torba - Reserved
rajstopy - Calzedonia
skórzane sandały - Topshop (e-bay)
okulary - Pomberger

środa, 3 września 2008

Klon pospolity

Uwielbiam tę sukienkę i od jakiegoś czasu bardzo intensywnie ją eksploatuję (zazwyczaj w takim właśnie zestawieniu). Pamiętam, że pierwszy raz wystroiłam się w nią, idąc do optyka. Potem w drodze powrotnej przeglądałam się we wszystkich wystawach, zachwycona, jak świetnie pasują do niej moje nowe kujońskie pingle. I teraz zagadka: co ujrzałam, kiedy wróciłam do domu i odpaliłam komputer? Nowy wpis u Louise vel Pandory. Ustanowiłam tym samym nowy rekord świata - udało mi się skopiować czyjś strój, jeszcze zanim go zobaczyłam. Myślałam, że tak potrafi tylko Chuck Norris (ewentualnie Michael Phelps). Niniejszym więc przyznaję sobie tytuł najszybszej kopistki w dziejach szafiarstwa. Przy okazji ostrzegam, że jest nas, klonów, więcej (m.in. Lisa i Isabelle). Niedługo opanujemy świat.

PS
Dziękuję Foam za świetny pomysł na tytuł notki!


sukienka - H&M (przecenili je później o 50%, niech to szlag)
rajstopy - Calzedonia

torba - Reserved (szukam nowej skórzanej, bo ileż można)
okulary - e-bay (kujońskich tym razem nie zakładałam, coby obniżyć stopień sklonowacenia)
skórzane baleriny - Topshop (e-bay)

niedziela, 31 sierpnia 2008

Blog Day 2008

Dziś blogosfera obchodzi Dzień Bloga (wiadomość dla wolniej chwytających, takich jak na przykład ja: zapis daty 31.08 przypomina słowo Blog). Z tej okazji blogerzy publikują notkę, w której polecają swoim czytelnikom 5 innych blogów, najlepiej z dziedzin odmiennych od ich własnej. Blogi wybrane przeze mnie znajdują się od jakiegoś czasu w zakładkach po prawej, więc dla części z Was nie będą pewnie żadnym odkryciem, ale może znajdzie się ktoś, kto jeszcze ich nie zna. A więc uwaga, zapodaję.

Blog Day 2008

1. Garance Doré
Niezwykły blog z modą uliczną Paryża. Jego autorka robi najlepsze zdjęcia streetstyle'owe, jakie widziałam. Lojalnie uprzedzam: przeglądanie wpisów bez otwierania ust z zachwytu jest zadaniem równie trudnym, co próba zjedzenia pączka bez oblizywania się. No bo jak tu się nie zachwycać tą panią? Albo ? Albo ? Abo ? Albo...

2. Graciarnia
Prawdziwa uczta dla wielbicieli słowa. Autorka bloga, Pusta Literatka, przebywająca obecnie na wyspiarskiej emigracji (więc może chwilowo mniej Literatka, a bardziej Pinta - nie mylić z pindą!) pisze tak, jak najbardziej lubię: dowcipnie, bawiąc się językiem, z dużą dozą autoironii, a przy tym "krótko, węzłowato". Uwaga: nawet najmniejsza dawka grozi uzależnieniem.

3. Polski Blogger
Lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą wiedzieć, co w blogosferze piszczy. Znajdziecie tu wskazówki dotyczące prowadzenia bloga, ciekawe dyskusje (np. Czy bloger (nie) musi być bucem?), a także informacje o serwisach społecznościowych, komunikatorach i nowinkach technicznych. Właśnie stąd dowiedziałam się o dzisiejszym Dniu Bloga, czy stronie, na której można sobie zrobić mangowy awatar (mój tutaj).

4. Socjologia internetu
Socjolog na tropach społeczności internetowych. Tropi je niestrudzenie po całej sieci: na forach, blogach, Facebooku, Blipie..., poruszając przy okazji takie ciekawe tematy, jak np. kasowanie komentarzy przez blogerów czy fikcyjne profile na naszej-klasie. Dla mnie blog tym bardziej interesujący, że autorka sporo uwagi poświęca szafiarkom (ba, pisze o nich w swojej pracy doktorskiej). Śmiem nawet twierdzić, że jej wpis był pierwszym tekstem, jaki powstał na ten temat.

5. Wooster Collective
Niesamowity album sztuki ulicznej. Ponieważ trudno mi znaleźć odpowiednie słowa, by opisać te wszystkie fantastyczne graffiti, murale, instalacje czy inne zaskakujące pomysły ulicznych artystów z całego świata, niech sztuka przemówi sama za siebie.

Tyle ode mnie. A może Wy też coś polecicie na swoich blogach?

wtorek, 26 sierpnia 2008

Śpiochy w wielkim mieście

Kombinezon? Tego się po sobie nie spodziewałam. Naprawdę, miałam go "tylko przymierzyć" (tere-fere). Ale czasem jest tak, że człowiek coś zakłada, przegląda się w lustrze, uśmiecha się sam do siebie i po prostu wie, że to jest to. I jak wtedy nie kupić?

Ciuch okazał się na ostatnie (bezpowrotnie minione?) upały wprost idealny. Jest przewygodny i przeprzewiewny. No i chyba robi wrażenie, bo niedawno na ulicy jakaś dziewczynka na mój widok zawołała: "Mamo, mamo, ona ma spodnie klauna!" Też coś. Ja sobie wypraszam. To są poważne śpiochy! W dodatku z pieluchą.


śpiochy - Bershka
torba - Reserved

skórzane baleriny - Topshop (e-bay)
okulary - Pomberger

wtorek, 19 sierpnia 2008

125. urodziny Coco Chanel

Jak już nieraz wspominałam, na modzie znam się nie za zbytnio. No ale oczywiście nie aż tak, żeby nie słyszeć o Coco Chanel. Ba, wiedziałam nawet, że miała coś wspólnego ze spopularyzowaniem "małej czarnej" (nawiasem mówiąc, co poniektórym należy się pała z wykrzyknikiem, bo myśleli, że chodzi o... kawę). Dlatego kiedy Jagna z Banana Bloksa zaproponowała, żeby dziś, w dniu urodzin projektantki, szafiarki pokazały światu (a przynajmniej blogosferze) swoje wersje la petite robe noire, długo się nie zastanawiałam.

Moja mała czarna to owoc wielomiesięcznych poszukiwań wymarzonej pensjonarskiej sukienki. W końcu się udało. Chwilo, trwaj! Zdobyłam najprawdziwszą wełnianą staroć z białym kołnierzykiem i aksamitną kokardką. Pewnie można by się kłócić, że rękawy powinny być dłuższe, że karczek mógłby być trochę niżej, że wyglądam w niej jak uczennica powtarzająca klasę po raz enty (i to ciągle w tym samym fartuszku)... ale po co sobie psuć przyjemność?

Zdjęcia innych dziewczyn oraz linki do blogów szafiarek biorących udział w akcji - na Banana Bloksie. Miłego oglądania!

Happy Birthday, Madame Coco!
sukienka - Allegro
szpilki - New Look / ciucholand
rajstopy - jakiś lokalny sklepik
okulary - Pomberger

wtorek, 12 sierpnia 2008

Coś w tym Stylu

Kilka dni po zamknięciu Szafy zdarzyło się coś nieprawdopodobnego. Skontaktowała się ze mną dziennikarka (werble...) Twojego Stylu! Przygotowywała artykuł o ciuchach z drugiej ręki i zaproponowała mi wywiad oraz (wody!) zdjęcia. Kiedy otrząsnęłam się z pierwszego szoku i upewniłam, że z nikim mnie nie pomyliła, zgodziłam się bez wahania. Co jak co, ale taka okazja drugi raz się nie powtórzy. Teraz chyba mogę spokojnie umrzeć.

Przed sesją denerwowałam się prawie jak przed obroną, a na miejscu zastanawiałam się, czy bardzo by było głupio, gdybym stamtąd zwiała. Okazało się jednak, że nie taki diabeł straszny. Dzięki fryzjerowi, makijażystce i fotografowi przedzierzgnęłam się w całkiem niebrzydkiego łabądka. Aby mniej więcej zobrazować poziom mojej ekscytacji tym faktem, dodam tylko, że zaraz po powrocie poleciałam sobie kupić lokówkę.

Podczas sesji poznałam pozostałe bohaterki artykułu: projektantkę Asię Paradecką, która w nieprawdopodobny wprost sposób przerabia ciuchy z lumpeksów, oraz Monikę i Alę - właścicielki internetowego sklepu Vintage Hunters (polecam ich bloga!).

W sumie całe doświadczenie jak najbardziej pozytywne. Dowody zbrodni w najnowszym, wrześniowym numerze Twojego Stylu. Tu kilka fotek zza kulis, a poniżej dwa moje ulubione - niepublikowane - zdjęcia z sesji (tak, to naprawdę ja!).



Szafa na obcasach

Zanim przejdę do aktualnych niusów, kronikarski obowiązek każe odnotować, że 28 czerwca w Wysokich Obcasach pojawił się artykuł o szafiarkach. Oprócz silnej reprezentacji zagranicznej wystąpił w nim także nasz rodzimy team w składzie: Pyza, Styledigger, Sara Sumi, Radeg i ja. Cały artykuł można przeczytać tutaj.

A przy okazji, jeżeli ktoś wie, gdzie można kupić taką łowicką spódnicę (fartuch?), jaką ma Sylwia Chutnik na okładce WO, to ja i La_Comadreja_Roja prosimy o cynk. Będziemy bardzo wdzięczne.


I jeszcze jeden, i jeszcze raz...

Zgadnijcie, kto postanowił wrócić na łono blogosfery? W zasadzie nie wiem, co mówi protokół w takich przypadkach: lepiej posypać głowę popiołem i zgodzić się, żem niekonsekwentna histeryczka, panikara i Michał Listkiewicz (nie że prezes, tylko że najpierw zapowiada, że odchodzi, a potem zostaje), czy beztrosko oznajmić, że tylko krowa nie zmienia zdania, a w ogóle to mój blog i mogę go sobie zamykać tyle razy, ile mi się podoba?

No cóż, trochę mi głupio, bo naprawdę byłam przekonana, że tym razem to już definitywny koniec. Plan walki z internetowym uzależnieniem jednak nie wypalił, kolejny raz okazało się, że bez Szafy jakoś tak łyso, no a poza tym miały miejsce pewne niespodziewane wydarzenia, o których za chwilę :)

I co z taką robić? Myślę, że najlepiej będzie, jeśli umówimy się na "wolny związek". Niczego nie obiecuję i nie wykluczam kolejnych rozstań (i powrotów). Radzę się mną zupełnie nie przejmować.

piątek, 27 czerwca 2008

Good Night and Good Luck

Już raz Szafę zamknęłam i wiedziałam, że jeśli kiedykolwiek zrobię to po raz drugi, to na dobre (coby nie wyjść na kompletną histeryczkę). Za parę dni blog obchodziłby rok istnienia, w sobotę ma się ukazać w Wysokich Obcasach artykuł o szafiarkach, a ja właśnie stwierdziłam, że pora zebrać zabawki. Fajnie było, ale doszłam do wniosku, że jednak to hobby (i w ogóle internet - wynalazek szatana) zajmuje mi zbyt wiele czasu, zaczyna ciążyć, przestaje być czystą przyjemnością, a staje się obowiązkiem. Poza tym podobno zabawę powinno się przerywać w najlepszym momencie, zanim się wszystkim znudzi.

Mam nadzieję, że nikt nie będzie robił z tego tragedii. Zapewniam, że ja zdołowana bynajmniej nie jestem. No i na pewno będę dalej odwiedzać inne szafiarskie blogi i fora.

Dziękuję wszystkim czytelniko-oglądaczom!
Do zobaczenia.

Ryfka

PS
To wcale nie dlatego, że obejrzałam wczoraj Into The Wild ;)

PS2
No i oczywiście zapraszam do innych polskich szaf. Pełna lista tutaj.

niedziela, 22 czerwca 2008

Miu Miu dla ubogich

Drogie panie (i drodzy panowie?), oto moja nowa, szumnie zapowiadana na Blipie sukienka. Tuba uszyta jest z czegoś przypominającego welur, a falbany ze sztywniejszego, cudownie sterczącego materiału. Te ostatnie przyszyte są ukośnie i oczywiście pierwszą rzeczą, jaką chciałam zrobić, było wyrównanie tej szatańskiej asymetrii. Niestety, kiecka byłaby wtedy za krótka. Musiałam więc przekonać samą siebie, że tak wygląda całkiem fajnie. Bez kilku przeróbek się jednak nie obeszło: krawcowa skróciła welurowy dół (sięgał do kolan), a ja wszyłam z tyłu gorsetu 16 (szesnaście!) rzędów gumek (stare były trochę za luźne).

Po przytaszczeniu jej do domu zaczęłam się zastanawiać, gdzie widziałam coś w podobnym klimacie. No i wyszło mi, że w wiosennej kolekcji Miu Miu. Kolejny dowód na to, że przed modą nie ma ucieczki.

Na razie nie mam pojęcia, czy i gdzie będę w niej chodzić. Jakoś nie mam zaufania do sukienek-tub. Niewygodne są i takie... bezwstydne. Myślałam o doszyciu ramiączek, ale to chyba odebrałoby jej cały urok. Może jakaś bluzka pod spód?

Aktualizacja (24.06.2008): Ciekawostka :)

sukienka - ciucholand
buty New Look - ciucholand

rajstopy - Calzedonia
okulary - Pomberger

wtorek, 17 czerwca 2008

Proszę się rozpłaszczyć

Udało mi się w końcu upolować idealny beżo... piaskowy trencz. W sklepach materiały jakieś takie liche, gnietliwe, a na domiar złego kołnierze ze spiczastymi rogami, kiedy ja koniecznie chciałam lekko zaokrąglone (jak sobie coś ubzduram, to nie ma to tamto). Ideał znalazłam w A&E Vintage Store. Żeby nie było za fajnie, brakowało do niego paska, ale kazałam krawcowej skrócić dół i dorobić go z odciętego kawałka. Udaję, że nie widzę, że nie wyszedł idealnie prosty, tylko lekko łukowaty.


płaszcz Nino - A&E Vintage Store (detale)
apaszka w kropki - po Mamie
torba - Reserved
rajstopy - Calzedonia

buty New Look - ciucholand
okulary - Pomberger

sobota, 14 czerwca 2008

Cztery oczy, piąta szyja...

O matko! Kolejna dziewczyna w tych okropnych okularach! Co ta moda robi z ludzi!

Ano kupiłam kujońskie bryle. Już dziecięciem będąc, chciałam nosić okulary, ale wzrok miałam dobry, a na wspomnienie o zerówkach Mama pukała się w czoło. Kiedy z wiekiem przyszło i krótkowidztwo, zapragnęłam oprawek w stylu Paula z Cudownych lat. Oczywiście nigdzie takich nie było - wszędzie wąziutkie prostokąty. Myślałam nawet, żeby pójść w ślady Michelle i wstawić szkła korekcyjne do okularów przeciwsłonecznych. Potem miałam chwile zwątpienia, no bo, kurde, teraz WSZYSCY (na blogach) takie mają. Ale kiedy je w końcu znalazłam, przymierzyłam i usłyszałam od pana optyka, że wyglądam "jak gwiazda filmowa" (chyba by się ze mnie nie zbijał, nie?), to było po mnie. Innym opętanym z Krakowa polecam Optyka Hoszowskiego na Floriańskiej 30. Mały zakład, ale dużo fajnych okularów w grubych oprawkach (w tym oryginalne Wayfarery).

Aha, zdjęcie z wycieczki rowerowej do Tyńca (alem się zmachała), dlatego taka niewystrojona.


okulary - Pomberger
męska koszula Seidensticker - ciucholand
dżinsy - Arizona

torba - Reserved (do wszystkich zainteresowanych: jechała w koszyku. KOSZYKU)
baleriny - Topshop (e-bay)

sobota, 7 czerwca 2008

Découpage

Mam całą szufladę kolorowych rajstop, a chodzę w zasadzie tylko w czarnych (i czasem jeszcze kremowych). Zawsze, jak widzę zdjęcia Anio, to obiecuję sobie, że zrobię ze swoich lepszy użytek, ale jakoś tak nigdy się nie składa. Dziś się udało. Oto chyba najdziwniejsze rajstopy z mojej kolekcji. Dzianinową kieckę kupiłam specjalnie z myślą o nich (tak, wiem, normalni ludzie robią na odwrót).

Buty są czarodziejskie - tak wygodne, że jak mnie któreś obetrą i nie mogę chodzić nawet w adidasach, to zakładam właśnie je. A torby chyba jeszcze nie pokazywałam? :)


dzianinowa sukienka - Nümph (Allegro)
rajstopy - Calzedonia
torba - Reserved
buty na koturnie - Nina Romagnoli

wtorek, 3 czerwca 2008

Redakcja odpowiada: Zakupy na e-bayu

Ponieważ dostaję sporo mejli (no masz ci los, nigdy nie przypuszczałam, że kiedykolwiek zacznę tekst od takich słów) z pytaniami o zakupy na e-bayu, w ciucholandach, zakładanie bloga szafowego itd., doszłam do wniosku, że może nie od rzeczy byłoby zamieścić kilka notek techniczno-organizacyjnych. Nie oznacza to bynajmniej, że zamierzam otworzyć kącik porad. O nie. Doradzać nie lubię i nie umiem, tak więc uprzejmie proszę o nieprzysyłanie do mnie pytań z serii: "Gdzie kupić fajną sukienkę na wesele?" Dziękuję.

Na pierwszy ogień idą zakupy na e-bayu.

 1. E-BAY

Najczęściej robię zakupy na e-bayu angielskim, chociaż chyba większy wybór jest na e-bayu amerykańskim. W zasadzie nie ma różnicy, na którym się zarejestrujemy (może na polskim?) - mając jedno konto, zakupy możemy robić wszędzie. Rejestracja jest banalnie prosta i zajmuje kilka sekund.


2. PAYPAL

System PayPal to zdecydowanie najwygodniejszy sposób płatności na e-bayu. Rejestracja i utrzymanie konta jest bardzo proste i co najważniejsze, darmowe. Serwis ma już polską wersję, co dodatkowo ułatwia sprawę. Pod konto na PayPalu podpinamy kartę kredytową albo zwykłą "bankomatową" (ta druga opcja jest podobno możliwa tylko w niektórych bankach, np. BZ WBK) i możemy szaleć.

Update (30.12.2008): Niedawno uruchomiona została opcja doładowania konta PayPal przelewem z konta bankowego. Nie potrzeba do tego karty kredytowej. Szczegóły tutaj.


3. KOSZTY PRZESYŁKI

Zwykle podane są w aukcji. Jeśli sprzedawca nie pisze, czy wysyła za granicę (chyba że wyraźnie zaznacza, że NIE wysyła), warto go o to zapytać. Sama jeszcze nigdy nie spotkałam się z odmową :) Zwykle za przesyłkę cięższą (np. buty) płacę ok. £10, a za rzeczy lżejsze ok. £5.


4. CZAS

Z Anglii paczka idzie przeważnie około tygodnia, czasem 4 dni. Do mnie najdłużej szła 2 tygodnie, ale to było w tzw. gorącym okresie przedświątecznym.


5. RZETELNOŚĆ SPRZEDAWCÓW

Tutaj sprawa wygląda jak na Allegro. Trzeba dokładnie czytać opisy, sprawdzać komentarze, ale i tak możemy mieć po prostu pecha. Ja póki co ani na Allegro (ok. 100 tranakcji), ani na e-bayu (ok. 10) na nieuczciwych sprzedawców nie trafiłam. Kilka razy tylko zdarzyło mi się kupić za duże buty, bo angielska 6 czasem jest naszą 39, a czasem 40. Dlatego radzę pytać o długość wkładki!

Aktualizacja (16.10.2008): Właśnie zdarzyła mi się niezbyt przyjemna sytuacja: torebka, którą zamówiłam na e-bayu, nie dotarła. Okazało się jednak, że jeśli płaciłam za nią przez PayPala, to przysługuje mi całkowity zwrot kosztów (łącznie z opłatą za przesyłkę). Zgłosiłam spór i po ok. tygodniu odzyskałam pieniądze :) Kolejny duży plus dla obu tych serwisów.


Ogólnie nie taki diabeł straszny, jakby się wydawać mogło. Skoro nawet ja załapałam, o co w tym wszystkim chodzi, to nie może to być to zbyt skomplikowane. Jeśli o czymś zapomniałam lub coś przekręciłam, bardzo proszę inne ebayowiczki o poprawienie/uzupełnienie.
Więcej szczegółów w dziale pomocy na stronie e-baya i PayPala.
Udanych zakupów!

National Theater in Prague
A takie zdjęcie, żeby nie było nudno. Teatr Narodowy w Pradze. Po czesku divadlo, więc nie całkiem bez związku ;)

sobota, 31 maja 2008

Ja Tarzan, ty Jane

O mamusiu... Co my się dzisiaj namordowaliśmy z tymi zdjęciami. Wszystko przez bluzkę, która strasznie odbija światło. Na wszystkich fotkach wychodziła w jej miejscu biała plama. A tu przecież trzeba falbanki pokazać! Zdjęcie poniżej to najlepsze, co nam się udało uzyskać, więc już nawet przeboleję tę głupią minę. Aha, wcale nie chciałam tam wchodzić. Fotograf mi kazał.

Ale ja nie o tym. Ciekawa jestem, czy jest jeszcze ktoś, kto nie ma balerin? Ręka w górę. Czy też słusznie domniemywam, że ostatnia byłam ja i teraz są one w absolutnie każdej babskiej szafie?

Dojrzewałam do nich dwa (trzy?) lata. Na początku w ogóle mnie nie kręciły, potem zafascynowałam się obcasami, aż w końcu niedawno obudziłam się z ręką w 10-centymetrowym trzewiku i odkryłam, że nie mam żadnych zgrabnych butów na płaskim obcasie. Wszczęłam więc poszukiwania.

Buty chciałam płaskie, ale wymagania miałam chyba bardzo wysokie, bo ni cholery nie mogłam znaleźć idealnych. Idealnych, tzn. czarnych, ze skóry, z zaokrąglonymi noskami, niezbyt wyciętych (szczeliny między paluchami - a fe!), bez jakichkolwiek ozdób i z gumką dookoła (ubzdurałam sobie, że bez niej na pewno się rozczłapią). Niby najzwyklejsze baleriny bez zlewu*, a spotkać takie w sklepie - niemożliwość. Całe szczęście, że jest jeszcze e-bay. Tam znalazłam buty spełniające wszystkie moje kryteria, a w dodatku z bonusem w postaci kolibra wyżłobionego na prawej podeszwie i jaskółki - na lewej. Pełnia szczęścia.

* zlew - swobodna wariacja na temat everything but the kitchen sink; w języku moim i mojej siostry to synonim wszelkiej przesady, nagromadzenia (niepotrzebnych) bajerów i ozdobników


bluzka z falbankami - Coupé (TJ Maxx)
torba - Reserved
dzwony - Zara
pleciony pasek - ciucholand

skórzane baleriny - Topshop (e-bay)

piątek, 30 maja 2008

Frau Sztywniaren u sąsiadów

Achtung, Achtung! Napisali o mnie w PolenPlus - niemieckim magazynie o Polsce i Polakach. Artykuł, w którym niżej podpisana pojawia się jako Ryfka - Lumpex-Königin (królowa lumpeksów, a jakże), dotyczy podobno fenomenu ciucholandów w naszym kraju. Podobno, bo ja po niemiecku niestety ni w ząb. Bardziej niż treść nurtuje mnie chyba jednak kwestia tych żółtych pasków w tekście: to tak specjalnie, czy coś się z plikiem porobiło? Dowiem się w przyszłym tygodniu, kiedy dostanę egzemplarz papierowy.

W ogóle ostatnio wokół szafiarek zrobiło się sporo (przynajmniej według mojej skali) medialnego szumu. Uczucia na ten temat miewam mieszane - czasem "hura!", a czasem "ja chcę do domu". Ale z jednego na pewno jestem dumna: wygląda na to, że określenie szafiarki, którego użyłam kiedyś w swoich zakładkach, na dobre weszło do języka internetu. Ciekawe, czy trafi kiedyś do słownika...


Aktualizacja 1: Bardzo dziękuję Ciuchartce za przetłumaczenie artykułu na polski! Tłumaczenie (w formacie doc) można ściągnąć stąd.

Aktualizacja 2: Tajemnica żółtych pasków wyjaśniona: to celowy zabieg. Jako że Niemcy o Polsce wiedzą niewiele, ma on graficznie pokazać "puste miejsca" w ich głowach.


czwartek, 15 maja 2008

Takie buty!

Odkąd zajęłam się szafowaniem, moja wiedza na temat mody poszerzyła się, że ho, ho. Na przykład teraz wiem, że prezentowane poniżej buty są nie tylko absolutnie przecudowne (poziom podstawowy), ale na dodatek nawiązują do tych wspaniałości z wiosennej kolekcji Prady (poziom zaawansowany). No dobra, tak naprawdę to uświadomiła mi to dopiero Pyza. Ale do tego, że Balenciaga to nie marka samochodu, doszłam zupełnie sama!

Dzisiejszy (a właściwie sobotni) strój to - nie licząc bajecznych butów - właściwie nic nowego. A już moja worko-torba pewnie wielu osobom wychodzi bokiem. Rzeczywiście, noszę ją non stop. Pasuje mi do wszystkiego, jest lekka jak piórko i z powodzeniem mieści się w niej przysłowiowy zlew. Ale żeby nie było tak różowo, to mimo że mam ją dopiero dwa miesiące, przy uszach już zaczyna pękać. Wnioski: nie kupować nieskórzanych toreb, a zwłaszcza nie kupować ich w przybytkach typu Reserved. Jeśli nie znajdę niczego fajnego w lumpeksach, to następnym razem zaparzę sobie melisy i szarpnę się na coś naprawdę porządnego. Jestem tego warta, kurde.


kraciasty żakiet Rinascimento - Allegro
szara koszulka - Target
ruda torba - Reserved
spodnie - Arizona
kolorowe buty ze skóry - Office (e-bay)

piątek, 9 maja 2008

Zdolna jestem niesłychanie, najmodniejsze mam ubranie...

W moim przypadku to nie potrzeba, a zazdrość okazała się matką wynalazku. Kiedy zobaczyłam tę spódnicę u Harel, wiedziałam, że muszę uszyć sobie podobną. Potrzebowałam tylko jakiegoś fajnego materiału.

Parę dni temu objawiła mi się w ciucholandzie chusta o wzorze przypominającym HaMową kolekcję Marimekko. Kolekcję - dodajmy - którą zjechałam chyba na wszystkich możliwych blogach, trąbiąc wszem i wobec, jak to nie cierpię geometrycznych wzorów. Sama nie wiem, czemu ten kawałek materiału tak mi się spodobał - czy dlatego, że leżał sobie sam, jeden, a nie, jak w sklepie, wśród mnóstwa podobnych maziajów; czy dlatego, że wzorzystość nie bije tak po oczach ze względu na małą powierzchnię ciucha; czy po prostu dlatego, że przed trendami nie ma ucieczki i prędzej czy później dopadną każdego. Jak by na to jednak nie patrzeć, przychodzi mi teraz moje wcześniejsze deklaracje odszczekać.

Z butami sytuacja wyglądała podobnie. Przy pierwszym spotkaniu jakiegoś szczególnego wrażenia na mnie nie zrobiły. W ciągu roku moja obojętność zmieniła się jednak w prawdziwe opętanie. Musiałam je mieć. Na razie trochę dziwnie mi się w nich chodzi i to bynajmniej nie za sprawą 12-centymetrowego koturna, ale drewnianej - ergo nieuginającej się - podeszwy. Skoro jednak po ćwierćwieczu chodzenia w płaskich butach umiałam się przestawić na obcasy, to nie dam się tak łatwo pokonać prostym drewniakom.

czarna bluzka - TJ Maxx
torebka - Reserved
spódnica - własnoręcznie uszyta z chusty z ciucholandu (tutaj instrukcja)
czarne rajstopy - Calzedonia
skórzane sandały na koturnie - Topshop (e-bay)


niedziela, 4 maja 2008

Z pamiętnika prymuski - odcinek 2

Miałam się dziś pochwalić moją nową, własnoręcznie uszytą spódnicą, ale oczywiście jest na nią za zimno. Tak więc zamiast tego angielska uczennica, podejście drugie. Wiem, to się powoli zaczyna robić nudne, zwłaszcza że w zanadrzu mam jeszcze zestaw a la pensjonarka. Ale cóż poradzę - kujoństwo naprawdę trudno wykorzenić.

marynarka Kaunotar Finn Fashion - ciucholand
emblemat - prezent od Agi.Pier :)
koszula z okrągłym kołnierzykiem (męska/chłopięca) - ciucholand
spódnica - ciucholand
granatowe rajstopy - kupione 100 lat temu, pewnie w jakimś małym sklepiku
trzewiki - Benetton

poniedziałek, 28 kwietnia 2008

Tzw. sportowa elegancja

Tę koszulę kupiłam rok temu i pluję sobie w brodę, że nie zaczęłam w niej chodzić od razu. Byłabym, kurde, trendsetterką, a tak jestem co najwyżej ofiarą mody, bo cienkie paski i białe kołnierzyki są teraz w każdej sieciówce. Życie czasem bywa okrutne.

Na tym jednak nie koniec. Od jakiegoś czasu chodziły za mną czerwone okulary przeciwsłoneczne. Stwierdziłam, że nic tak nie będzie pasować do moich biało-granatowych bluzek jak para czerwonych bryli. Oczywiście zanim udało mi się upolować takie, jak chciałam, na "mój" pomysł wpadła już Giovanna z Sartorialisty oraz królowa koszul w prążki - Harel (jeszcze w czasach nieodżałowanego Lookbooka). No i znowu klops.

Ale nie dam tak łatwo za wygraną. Wzięłam się na sposób. Popularny koszulowo-okularowy zestaw urozmaiciłam jakże niebanalnym wiosennym dodatkiem w postaci mojego nowego roweru (zwanego pieszczotliwie Rumburakiem). Czerń, wiadomo - klasyka, zawsze w modzie, a złote błotniki i ochraniacz na łańcuch dodają całości efektu glamour ;)

PS
Wszystkim "skołowanym" polecam niedawno odkryty przeze mnie blog Copenhagen Cycle Chic - totalny odjazd gwarantowany.


okulary - e-bay UK
koszula - ciucholand
pasek - ciucholand (musiałam go kupić w pakiecie z za dużymi spodenkami)
dżinsowe rurki Arizona
skórzane mokasyny - Born (jakie są, takie są - na rower w sam raz)
rower Villiger - bezcenny :)

czwartek, 24 kwietnia 2008

Prada dla ubogich

Mimo że jestem modowym lajkonikiem, nie znam się na projektantach i na ogół nie mam pojęcia, z jakiego pokazu pochodzą oglądane przeze mnie w prasie czy internecie zdjęcia, to nawet ja od czasu do czasu dostaję hopla na punkcie czegoś podpatrzonego na wybiegu. Tak właśnie było z tą kolekcją.

Kiedy więc wykopałam w lumpeksie tę czerwoną kiecę, aż podskoczyłam z radości. Nie dość, że superzamaszysta i w tłoczone paski, to jeszcze pięknie ożywa podczas chodzenia. Do tej pory takie spódnice uznawałam wyłącznie w wersji "w kolanko", ale teraz przeszłam wewnętrzną przemianę i nawet wydaje mi się, że ta mogłaby być trochę dłuższa.

Wcześniej udało mi się upolować cudną bluzkę w malowane kwiaty. Ponieważ jednak ciągle było na nią za zimno (jest bez rękawów), a ja nie mogłam się doczekać, żeby ją założyć, dokupiłam do niej to dziwne coś na ręce.

Szpilki znalazłam w lumpeksie kilka dni po tym, jak przyszły moje czarne buty z ebaya, które okazały się o numer za duże (angielska 39 to niekoniecznie nasza 39). Tym samym po długich poszukiwaniach mam wreszcie zwykłe, klasyczne czółenka do wszystkiego. Hura, hura.

Update (15.05.2008): Jak się okazuje, zupełnie nieświadomie udało mi się skopiować tę kreację z wiosennej kolekcji Blugirl. Szkoda, że nie założyłam moich czerwonych okularów - byłby już pełny pakiet ;) Styledigger, dzięki za czujność!


bluzka w kwiaty Tricot - ciucholand
bolerko/rękaw - New Yorker
czerwona spódnica - ciucholand
skórzane buty New Look - ciucholand

sobota, 19 kwietnia 2008

Deszczochron

Nad tym parasolem zastanawiałam się dość długo i w końcu, kiedy uznałam, że jest to rzecz absolutnie niezbędna mi do życia, oczywiście nie było już po nich śladu. Całe szczęście, że mam w Warszawie wtyki w postaci Dziewczyny_z_szafą, bo inaczej weltszmerc murowany (tu macham do tegorocznych maturzystek).

Chusta to niedawna zdobycz, a spodenki były już prezentowane, ale w wersji niepodwiniętej (ostatnio wyznaję szaloną zasadę: im krócej, tym lepiej). Reszta znana. Buty początkowo miały być tylko po bułki do sklepu i tylko do długich spodni, ale tak mi się dobrze w nich chodzi i tak podobają mi się te kaloszowate cholewki, że noszę je wszędzie i do wszystkiego. A co.


parasol z czerwoną obwódką - H&M
skórzana kurtka Jofama - ciucholand
sweter - Reserved
spodenki - H&M (skrócone)
chusta - pchli targ
granatowe rajstopy - nie pamiętam (!)
skórzane kozaki Saxy - ciucholand

czwartek, 17 kwietnia 2008

Noś, noś, noś długie włosy...

Wczoraj Mer z El Fashionisty napisała w swojej notce, że mój "styl" nawiązuje do lat 70. Choć zawsze twierdzę, że nie mam stylu (a już na pewno jednego), to dziś rzeczywiście wyglądam jak żywe potwierdzenie jej tezy.

Update (3.12.2008): Zdjęcie wylądowało na stronie Glamour.com w notce pt. 6 Ways to Look Cute in a Cardigan. Okazało się, że nie dość, że jestem "cute", to jeszcze "in that '70s ski-bunny way". A od króliczka to już blisko do Playboya, nie? Mówiłam, że to tylko kwestia czasu.


okulary - Reserved
wzorzysty sweter - ciucholand
skórzany pasek - ciucholand
czarny golf - H&M
torba - Reserved
dzwony - Zara
skórzane mokasyny - Born

środa, 9 kwietnia 2008

Kwiecie(ń)

Ta sukienka wpadła mi w oko kilka tygodni temu. Od razu się nią zachwyciłam, przymierzyłam i... nie kupiłam. No bo do czego to podobne, żeby tak brać wszystko, co się tylko człowiekowi spodoba. Spontaniczność jest zdecydowanie przereklamowana. Trzeba odłożyć, zastanowić się kilka dni, rozważyć wszystkie za i przeciw, i wtedy ewentualnie wrócić do sklepu (to nic, że w 9 przypadkach na 10 jest już "po ptokach"). Tak też zrobiłam. Tym razem jednak moja wstrzemięźliwość została wynagrodzona, bo akurat tego samego dnia, kiedy po nią wróciłam, przecenili je o 50%. Slow fashion rządzi.


sukienka - H&M
rajstopy - Calzedonia
buty Gabor - ciucholand

sobota, 5 kwietnia 2008

Dziki szał

Ależ jestem nieobliczalna. Do tej pory chyba nigdy nie łączyłam ze sobą ciuchów o różnych wzorach, a tu proszę: kratka i kwiaty. Czyste szaleństwo. I w dodatku mi się podoba.

Buty zapowiadają się na odkrycie sezonu. Znalazłam je jakiś miesiąc temu w trakcie poszukiwań czarnych trzewików i uznałam, że są nawet fajniejsze niż te, które miałam w głowie. Przechodziłam w nich prawie cały ostatni tydzień i wygląda na to, że mam nową ulubioną parę.

Jak widać na załączonym obrazku, faza na torbę z Reserved nadal trwa. Teraz na wszystkich zdjęciach będzie albo ona, albo moje słynne benettonki, albo jedno i drugie. No co poradzę...


żakiet Rinascimento - Allegro
chusta w kwiaty - ciucholand
tweedowa spódnica Hennes - Allegro
czarne grube rajstopy - Galeria Centrum
torba - Reserved
buty Gabor - ciucholand
opaska - od siostry


środa, 2 kwietnia 2008

Schola styka

Odkąd pamiętam, ciągnęło mnie do mundur(k)ów. Jako dziecko uwielbiałam chodzić w szkolnym fartuszku (ku mojej rozpaczy znieśli je w IV klasie), a stroju harcerskiego najchętniej w ogóle bym nie zdejmowała. Najbardziej jednak zawsze zazdrościłam uczniom w Wielkiej Brytanii. Te ich sweterki w serek, krawaty, żakieciki, podkolanówki... Do tej pory żałuję, że nie było mi dane chodzić do takiej sztywniackiej szkoły.

Prezentowany strój to poniekąd rekompensata za nieszczęśliwe dzieciństwo. Emblemat dostałam od Agi.Pier (jeszcze raz wielkie dzięki!). Zadziałał jak amulet, bo zaraz potem znalazłam do niego upragnioną granatową marynarkę ze złotymi guzikami. Swoją drogą, ciekawe, czy wpadłabym na to, żeby połączyć ją z beżowymi spodniami, gdyby nie ta kolekcja. Hmm... raczej wątpię.

A spodnie kupiłam ostatnio w Zarze. Już raz je przymierzałam, ale wtedy marzyły mi się prawdziwe bryczesy z "balonami" na udach. Wystarczyło półtora miesiąca oraz obniżka 40%, żebym uznała, że są boskie i żyć bez nich nie mogę.


marynarka Kaunotar Finn Fashion - ciucholand
emblemat - prezent od Agi.Pier :)
bluzka - TJ Maxx
torba - Reserved
spodnie - Zara
skórzane trzewiki - Benetton

niedziela, 30 marca 2008

Szafiarki i Różowa Wstążeczka

For English click here :)

Zjednoczona siła polskich szafiarek przeciwko rakowi piersi! A wszystko dzięki Latającej Pyzie, która wzięła nas w obroty i uświadomiła, że możemy wykorzystać nasze blogi do zrobienia czegoś pożytecznego. Przywdziałyśmy więc różowe ciuszki, wysłałyśmy zdjęcia do "centrali", a mózg operacji - Pyza po raz kolejny przeszła samą siebie, tworząc ten przepiękny kolaż. Poniżej znajdziecie kilka przydatnych linków z informacjami o profilaktyce, symptomach oraz leczeniu raka piersi. Jeśli choć jedna z Was zrobi z nich użytek i zdecyduje się na (samo)badanie, to naszą akcję będzie chyba można uznać za udaną :)

Pomysł akcji i wykonanie kolażu: Pyza
Modelki (od lewego górnego rogu): ja, Aesthetikophilos, Anio, Pangenialna, Kajakowo, Pyza i Harel

W akcji biorą udział również: FK_K, Dziewczyna z szafą, Bohomazy, Murderous, Agnieszka, Chana_Berg, Anews, Cynamonki, Hortensja, Fashion-addicted, Paulin


wtorek, 25 marca 2008

Łowczyni.B

Skojarzenia z frontmenem tego kabaretu jak najbardziej na miejscu. Szkoda tylko, że nie mogę pochwalić się równie bujnym fryzem (parę lat temu miałam trwałą, ale nawet wtedy wyglądałam co najwyżej jak wokalista Nickelback). A w ogóle to myślę, że Łowcy też powinni założyć internetową szafę, bo widać, że mają chłopaki dryg do buszowania po lumpeksach.

Od razu mówię, że jeśli chodzi o buty, nic mnie nie ruszy. W domu zostały już skrytykowane na wszelkie możliwe sposoby, a ja dalej twierdzę, że są cudowne. Wyginałam się, jak mogłam, żeby zaprezentować tylne sprzączki, ale, niestety, to najlepsze ujęcie, jakie udało się uzyskać.

Torba świeżo złowiona. Zobaczymy, jak się będzie spisywać. Na razie jestem nią zachwycona. Jest niesamowicie lekka i wydaje się nie mieć dna.

A zdjęcie wyszło takie wiosenne, że aż się sama zastanawiam, czy ta burza śnieżna, która rozpętała się podczas dzisiejszej sesji, to przypadkiem nie wymysł mojej (chorej) wyobraźni.


żółty sweter - ciucholand
skórzane kozaki bliżej niezidentyfikowanej marki Saxy - ciucholand
zegarek kieszonkowy Serkisof - Pana Fotografa:)
dżinsowe rurki - Arizona
torba - Reserved


środa, 19 marca 2008

Strzelanina

Zostałam postrzelona. Przez Hanę.dorotę. Tak, chodzi o kolejny łańcuszek, ale fajny jest, więc z przyjemnością się przyłączam.

Aby wziąć udział w zabawie, należy:
1. podać linka do bloga osoby, która nas ustrzeliła,

2. zacytować na swoim blogu zasady zabawy,

3. wpisać 6 nieważnych, śmiesznych rzeczy na swój temat,

4. "strzelić" do następnych 6 osób
,
5.
uprzedzić wybrane osoby, zamieszczając komentarz na ich blogu.

Oto sześć rzeczy o mnie, może niekoniecznie śmiesznych, ale na pewno trochę dziwnych:

1. Jako dziecko znałam na pamięć całe książki i płyty z bajkami (np. Plastusiowy pamiętnik). Możecie sobie wyobrazić, co się działo, kiedy ktoś poprosił, żebym powiedziała "wierszyk" :)

2. Uwielbiam liczby parzyste. Czasem liczę litery w usłyszanych wyrazach i jeśli wynik jest nieparzysty, jestem jakoś niepocieszona (kurczę, brzmi to jeszcze bardziej idiotycznie, kiedy się to napisze).

3. W najmniejszym nawet stopniu nie mam podzielności uwagi.

4. Przez jakiś czas miałam do rodziców pretensje, że nie dali mi na imię Scholastyka (to by nawet do mnie pasowało, bo w szkole byłam typem kujona ;)

5. Jedno z moich marzeń to nauczyć się stepować.

6. Do niedawna miałam tylko jedną parę butów na obcasie i były to buty z mojej studniówki!

No to teraz strzelam ja. Do Aesthetikophilos, Dziewczyny_z_szafą, Anio, Juny, Kajakowo i Pangenialnej. Pif-paf!