No to wróciłam. Czasem było słońce, czasem deszcz, zimna woda, straszny wiatr, ale i tak cieszyłam się jak dziecko, że mogę znowu zobaczyć morze. Aha, żeby nie było - nie opaliłam się, czyli wszystko w normie.
Jeśli chodzi o modowo-zakupowe doświadczenia, to ciucholandów brak (wszędzie te sklepy pamiątkarskie), a moje "paris-hiltonki" zostały kilka razy bezczelnie obśmiane przez autochtonów. Ignoranci.
Na zdjęciu sukienka w białe kropki, wiązana na ramionach. Jakiś śliski, sztuczny materiał, ale idealny na wyjazdy, bo można wepchnąć w najmniejszą szparę w walizce i w ogóle się nie gniecie. No i pięknie układa się na wietrze, kiedy Sztywniara wyłania się z morskiej piany...
paris-hiltonki niedocenione przez autochtonów - American Eagle
