24 lipca 2007

Heidi w wersji light

Wszystko zaczęło się od spódnicy. Kupiłam ją, a potem stwierdziłam, że nie mam chyba żadnej bluzki, która by z nią sensownie wyglądała. Wtedy wyciągnęłam z szafy mojego "parobczaka" numer 159. Okazało się, że materiał i hafty mają identyczny kolor, co spódnica (ha!). Potem doszedł kupiony wcześniej pasek, koszyk Mamy i wszystko razem złożyło się na łagodniejszą (i pewnie tańszą) wersję słynnego Heidi look Carrie Bradshaw. A prawdziwy dirndl i tak sobie kiedyś kupię!


bluzka typu parobczak - H&M
koszyk - od Mamy

spódnica w łączkę - ciucholand
skórzany pasek H&M - ciucholand
skórzane koturny - Nina Romagnoli (bolesne wspomnienia - to moje najdroższe buty)

Pobudka Sztywniary

Może na początek kilka słów o mnie. A więc, z nazwy bloga można by wywnioskować, że jestem sztywniarą. I będzie to założenie jak najbardziej słuszne. Z tym że moje sztywniactwo niekoniecznie dotyczy sposobu ubierania się (choć ciotkowato-babciowate zestawienia są mi również bardzo bliskie). Chodzi bardziej o mój galopujący pedantyzm, uwielbienie symetrii, obsesję na punkcie używania polskich znaków, uporczywe nieprzechodzenie na czerwonym świetle, brak jakichkolwiek talentów krętaczych, umiłowanie własnej bańki i jeszcze kilka(dziesiąt) innych dziwactw.

Od pewnego czasu choruję na zakupoholizm połączony z odzieżowym ekshibicjonizmem i wymyśliłam sobie, że będę tu pokazywać zdjęcia swoich ciuchów. Ten blog będzie więc taką małą kroniką moich modowych zdobyczy i eksperymentów (jako sztywniara uwielbiam mieć wszystko zarchiwizowane!).