Wiesz, że twoja weselna stylówka była bezbłędna, kiedy po imprezie teściowa mówi ci, że bardzo jej się podobała... sukienka kuzynki X i że szkoda, że ty takiej nie założyłaś, bo na pewno świetnie byś wyglądała. A nie, czekajcie, nie ten argument. O czym to ja miałam? A, już wiem. O tym, że najlepszym dowodem na bezbłędność mojej stylówki jest to, jak rewelacyjnie się w niej czułam. Trochę odświętnie, trochę zawadiacko, a przede wszystkim pewnie, wygodnie i totalnie jak ja. W dodatku zarówno koszula, jak i spodnie mają szansę przydać mi się jeszcze do wielu innych zestawów, w przeciwieństwie do "typowo weselnych" kiecek, które posiadałam w przeszłości i które po założeniu raz wisiały potem w szafie, czekając (czasem bardzo długo) do następnego wesela (kiedy to zwykle już mi się nie podobały i trzeba było kupić coś nowego). Tak więc gratuluję sobie tego doskonałego wyboru.
Co ciekawe, moją "kreację" zawdzięczam dwóm zupełnie nieznajomym kobietom. Koszulę zauważyłam ze 2 tygodnie temu na ulicy i tak mi się spodobała, że mało brakowało, a zaczepiłabym jej nosicielkę, skomplementowała i zapytała, gdzie ją kupiła. Oczywiście tego nie zrobiłam, bo jak na introwertyka przystało, wolałam przeszukać cały internet i znaleźć ją sama niż zagadać do obcej osoby. Spodnie z kolei przyfilowałam na jednej z ekspedientek w Zarze. Tutaj już byłam odważniejsza (albo zdesperowana po przymierzeniu kilkunastu niepasujących par) i po prostu zapytałam, czy ten model jest z aktualnej kolekcji (był). Tak więc jeśli komuś coś się nie podoba, to one temu winne, one temu winne...







spodnie - Zara
buty - Vagabond (model Amina)











