14 czerwca 2016

Majteczki w kropeczki, łohohoho

Wiesz, że twoja weselna stylówka była bezbłędna, kiedy po imprezie teściowa mówi ci, że bardzo jej się podobała... sukienka kuzynki X i że szkoda, że ty takiej nie założyłaś, bo na pewno świetnie byś wyglądała. A nie, czekajcie, nie ten argument. O czym to ja miałam? A, już wiem. O tym, że najlepszym dowodem na bezbłędność mojej stylówki jest to, jak rewelacyjnie się w niej czułam. Trochę odświętnie, trochę zawadiacko, a przede wszystkim pewnie, wygodnie i totalnie jak ja. W dodatku zarówno koszula, jak i spodnie mają szansę przydać mi się jeszcze do wielu innych zestawów, w przeciwieństwie do "typowo weselnych" kiecek, które posiadałam w przeszłości i które po założeniu raz wisiały potem w szafie, czekając (czasem bardzo długo) do następnego wesela (kiedy to zwykle już mi się nie podobały i trzeba było kupić coś nowego). Tak więc gratuluję sobie tego doskonałego wyboru.

Co ciekawe, moją "kreację" zawdzięczam dwóm zupełnie nieznajomym kobietom. Koszulę zauważyłam ze 2 tygodnie temu na ulicy i tak mi się spodobała, że mało brakowało, a zaczepiłabym jej nosicielkę, skomplementowała i zapytała, gdzie ją kupiła. Oczywiście tego nie zrobiłam, bo jak na introwertyka przystało, wolałam przeszukać cały internet i znaleźć ją sama niż zagadać do obcej osoby. Spodnie z kolei przyfilowałam na jednej z ekspedientek w Zarze. Tutaj już byłam odważniejsza (albo zdesperowana po przymierzeniu kilkunastu niepasujących par) i po prostu zapytałam, czy ten model jest z aktualnej kolekcji (był). Tak więc jeśli komuś coś się nie podoba, to one temu winne, one temu winne...








koszula - Zara
spodnie - Zara
buty - Vagabond (model Amina)

6 czerwca 2016

Welcome to the jungle

Jestem tak zadowolona z dzisiejszych zdjęć (serio, moim zdaniem to najładniejsze foty w historii całego bloga), że z okazji Światowego Dnia Pocałunku Dzióbek zostanie chyba zadziobany na śmierć. Spontanicznie wybraliśmy się do Ogrodu Botanicznego UJ, a tam taka fotogeniczna dżungla! Kiedyś rośliny nie robiły na mnie większego wrażenia, a teraz najchętniej wykopałabym część tych pięknych krzaczorów i wsadziła sobie na balkonie.

Jeśli chodzi o element szafiarski naszej "sesji", to nowych rzeczy, a właściwie nie tyle nowych, co po prostu niepokazywanych do tej pory na blogu, dzisiejszy zestaw zawiera sztuk dwie. Oczywiście żaden szanujący się globtroter nie zapuszcza się w puszczę bez plecaka. Tę czarną baryłeczkę dostałam przy okazji otwarcia nowego salonu ECCO Leather Goods w Galerii Krakowskiej w październiku zeszłego roku. Ogólnie nie jestem wielką fanką plecaków, bo mam złodziejofobię i bezpieczniej się czuję, trzymając torbę pod pachą, ale ten model jest tak zgrabny i wygodny, że czasem jestem skłonna trochę się postresować. Trenczo-narzutkę z Bershki kupiłam jakoś w zeszłe wakacje. Nie jest to chyba do końca mój odcień beżu (wydaje mi się, że jest za zimny do mojej cery), ale była przeceniona o 50%, a ten luźny fason i powiewający materiał jest bardzo spoko, więc póki nie wpadnie mi w ręce coś lepszego, może być.

Welcome to the jungle!
Welcome to the jungle!
Welcome to the jungle!
Welcome to the jungle!
Welcome to the jungle!
Welcome to the jungle!
Welcome to the jungle!
Welcome to the jungle!
Welcome to the jungle!
Welcome to the jungle!
Welcome to the jungle!
koszula - ciucholand
cienki trencz - Bershka
skórzany plecak - ECCO (prezent od marki)
dżinsy - Lee
skarpetki w paski - H&M Kids (pięciopak różnych biało-czarnych wzorów)
półbuty - Vagabond (model Amina)