sobota, 31 maja 2008

Ja Tarzan, ty Jane

O mamusiu... Co my się dzisiaj namordowaliśmy z tymi zdjęciami. Wszystko przez bluzkę, która strasznie odbija światło. Na wszystkich fotkach wychodziła w jej miejscu biała plama. A tu przecież trzeba falbanki pokazać! Zdjęcie poniżej to najlepsze, co nam się udało uzyskać, więc już nawet przeboleję tę głupią minę. Aha, wcale nie chciałam tam wchodzić. Fotograf mi kazał.

Ale ja nie o tym. Ciekawa jestem, czy jest jeszcze ktoś, kto nie ma balerin? Ręka w górę. Czy też słusznie domniemywam, że ostatnia byłam ja i teraz są one w absolutnie każdej babskiej szafie?

Dojrzewałam do nich dwa (trzy?) lata. Na początku w ogóle mnie nie kręciły, potem zafascynowałam się obcasami, aż w końcu niedawno obudziłam się z ręką w 10-centymetrowym trzewiku i odkryłam, że nie mam żadnych zgrabnych butów na płaskim obcasie. Wszczęłam więc poszukiwania.

Buty chciałam płaskie, ale wymagania miałam chyba bardzo wysokie, bo ni cholery nie mogłam znaleźć idealnych. Idealnych, tzn. czarnych, ze skóry, z zaokrąglonymi noskami, niezbyt wyciętych (szczeliny między paluchami - a fe!), bez jakichkolwiek ozdób i z gumką dookoła (ubzdurałam sobie, że bez niej na pewno się rozczłapią). Niby najzwyklejsze baleriny bez zlewu*, a spotkać takie w sklepie - niemożliwość. Całe szczęście, że jest jeszcze e-bay. Tam znalazłam buty spełniające wszystkie moje kryteria, a w dodatku z bonusem w postaci kolibra wyżłobionego na prawej podeszwie i jaskółki - na lewej. Pełnia szczęścia.

* zlew - swobodna wariacja na temat everything but the kitchen sink; w języku moim i mojej siostry to synonim wszelkiej przesady, nagromadzenia (niepotrzebnych) bajerów i ozdobników


bluzka z falbankami - Coupé (TJ Maxx)
torba - Reserved
dzwony - Zara
pleciony pasek - ciucholand

skórzane baleriny - Topshop (e-bay)

piątek, 30 maja 2008

Frau Sztywniaren u sąsiadów

Achtung, Achtung! Napisali o mnie w PolenPlus - niemieckim magazynie o Polsce i Polakach. Artykuł, w którym niżej podpisana pojawia się jako Ryfka - Lumpex-Königin (królowa lumpeksów, a jakże), dotyczy podobno fenomenu ciucholandów w naszym kraju. Podobno, bo ja po niemiecku niestety ni w ząb. Bardziej niż treść nurtuje mnie chyba jednak kwestia tych żółtych pasków w tekście: to tak specjalnie, czy coś się z plikiem porobiło? Dowiem się w przyszłym tygodniu, kiedy dostanę egzemplarz papierowy.

W ogóle ostatnio wokół szafiarek zrobiło się sporo (przynajmniej według mojej skali) medialnego szumu. Uczucia na ten temat miewam mieszane - czasem "hura!", a czasem "ja chcę do domu". Ale z jednego na pewno jestem dumna: wygląda na to, że określenie szafiarki, którego użyłam kiedyś w swoich zakładkach, na dobre weszło do języka internetu. Ciekawe, czy trafi kiedyś do słownika...


Aktualizacja 1: Bardzo dziękuję Ciuchartce za przetłumaczenie artykułu na polski! Tłumaczenie (w formacie doc) można ściągnąć stąd.

Aktualizacja 2: Tajemnica żółtych pasków wyjaśniona: to celowy zabieg. Jako że Niemcy o Polsce wiedzą niewiele, ma on graficznie pokazać "puste miejsca" w ich głowach.


czwartek, 15 maja 2008

Takie buty!

Odkąd zajęłam się szafowaniem, moja wiedza na temat mody poszerzyła się, że ho, ho. Na przykład teraz wiem, że prezentowane poniżej buty są nie tylko absolutnie przecudowne (poziom podstawowy), ale na dodatek nawiązują do tych wspaniałości z wiosennej kolekcji Prady (poziom zaawansowany). No dobra, tak naprawdę to uświadomiła mi to dopiero Pyza. Ale do tego, że Balenciaga to nie marka samochodu, doszłam zupełnie sama!

Dzisiejszy (a właściwie sobotni) strój to - nie licząc bajecznych butów - właściwie nic nowego. A już moja worko-torba pewnie wielu osobom wychodzi bokiem. Rzeczywiście, noszę ją non stop. Pasuje mi do wszystkiego, jest lekka jak piórko i z powodzeniem mieści się w niej przysłowiowy zlew. Ale żeby nie było tak różowo, to mimo że mam ją dopiero dwa miesiące, przy uszach już zaczyna pękać. Wnioski: nie kupować nieskórzanych toreb, a zwłaszcza nie kupować ich w przybytkach typu Reserved. Jeśli nie znajdę niczego fajnego w lumpeksach, to następnym razem zaparzę sobie melisy i szarpnę się na coś naprawdę porządnego. Jestem tego warta, kurde.


kraciasty żakiet Rinascimento - Allegro
szara koszulka - Target
ruda torba - Reserved
spodnie - Arizona
kolorowe buty ze skóry - Office (e-bay)

piątek, 9 maja 2008

Zdolna jestem niesłychanie, najmodniejsze mam ubranie...

W moim przypadku to nie potrzeba, a zazdrość okazała się matką wynalazku. Kiedy zobaczyłam tę spódnicę u Harel, wiedziałam, że muszę uszyć sobie podobną. Potrzebowałam tylko jakiegoś fajnego materiału.

Parę dni temu objawiła mi się w ciucholandzie chusta o wzorze przypominającym HaMową kolekcję Marimekko. Kolekcję - dodajmy - którą zjechałam chyba na wszystkich możliwych blogach, trąbiąc wszem i wobec, jak to nie cierpię geometrycznych wzorów. Sama nie wiem, czemu ten kawałek materiału tak mi się spodobał - czy dlatego, że leżał sobie sam, jeden, a nie, jak w sklepie, wśród mnóstwa podobnych maziajów; czy dlatego, że wzorzystość nie bije tak po oczach ze względu na małą powierzchnię ciucha; czy po prostu dlatego, że przed trendami nie ma ucieczki i prędzej czy później dopadną każdego. Jak by na to jednak nie patrzeć, przychodzi mi teraz moje wcześniejsze deklaracje odszczekać.

Z butami sytuacja wyglądała podobnie. Przy pierwszym spotkaniu jakiegoś szczególnego wrażenia na mnie nie zrobiły. W ciągu roku moja obojętność zmieniła się jednak w prawdziwe opętanie. Musiałam je mieć. Na razie trochę dziwnie mi się w nich chodzi i to bynajmniej nie za sprawą 12-centymetrowego koturna, ale drewnianej - ergo nieuginającej się - podeszwy. Skoro jednak po ćwierćwieczu chodzenia w płaskich butach umiałam się przestawić na obcasy, to nie dam się tak łatwo pokonać prostym drewniakom.

czarna bluzka - TJ Maxx
torebka - Reserved
spódnica - własnoręcznie uszyta z chusty z ciucholandu (tutaj instrukcja)
czarne rajstopy - Calzedonia
skórzane sandały na koturnie - Topshop (e-bay)


niedziela, 4 maja 2008

Z pamiętnika prymuski - odcinek 2

Miałam się dziś pochwalić moją nową, własnoręcznie uszytą spódnicą, ale oczywiście jest na nią za zimno. Tak więc zamiast tego angielska uczennica, podejście drugie. Wiem, to się powoli zaczyna robić nudne, zwłaszcza że w zanadrzu mam jeszcze zestaw a la pensjonarka. Ale cóż poradzę - kujoństwo naprawdę trudno wykorzenić.

marynarka Kaunotar Finn Fashion - ciucholand
emblemat - prezent od Agi.Pier :)
koszula z okrągłym kołnierzykiem (męska/chłopięca) - ciucholand
spódnica - ciucholand
granatowe rajstopy - kupione 100 lat temu, pewnie w jakimś małym sklepiku
trzewiki - Benetton