Jestem raczej oporna, jeśli chodzi o wszelkie nowe gadżety, aplikacje czy portale społecznościowe. Zawsze, kiedy zmieniam telefon, przez pierwszy miesiąc narzekam, że nienawidzę tego nowego i że stary był jednak lepszy. Zanim wciągnęłam się w Facebooka, miałam do niego chyba ze 3 podejścia i za każdym razem stwierdzałam, że jest beznadziejny i że wolę Blipa (nieistniejący już polski odpowiednik Twittera). Z Instagramem było podobnie. Pierwsze podejście miałam w 2012 i jakoś nie zaiskrzyło. Od tamtego czasu używałam go co prawda do obróbki zdjęć, które potem wrzucałam na Facebooka, ale na swoim koncie nic nie publikowałam. Z czasem jednak zaczęłam podglądać instagramowe profile innych blogerek i coraz bardziej miałam wrażenie, że omija mnie jakaś fajna impreza. Pod koniec marca się złamałam i postanowiłam dać Instagramowi jeszcze jedną szansę. No i tym razem zaskoczyło. W tym tempie myślę, że koło 2020 możecie się mnie spodziewać na Snapchacie.
Gdyby ktoś miał ochotę mnie poobserwować, moje konto na Instagramie to @szafasztywniary. Zamieszczam tam dużo więcej zdjęć niż na Facebooku (możecie tam na przykład zobaczyć moją fotorelację z Open'era), więc jeśli komuś mało Sztywniary, to zapraszam. Instasceptykow uspokajam: typowe selfie wrzuciłam jak do tej pory tylko raz, nie atakuję obserwatorów zdjęciami swoich stóp i na pewno nigdy nie pojawi się u mnie hashtag #polishgirl. Poniżej kilka moich ulubionych migawek (kliknięcie w zdjęcie przenosi do jego strony na Instagramie). Powoli się rozkręcam i mam z tej zabawy coraz większą frajdę, ale ciągle jestem świeżakiem, więc jeśli możecie polecić jakieś fajne profile do obserwowania (mile widziane zwłaszcza te prezentujące ładne wnętrza), będę wdzięczna - do kwadratu.
Szafa Sztywniary na Instagramie: @szafasztywniary












Morze! Czyli krótka wizyta na plaży przy okazji Open'era.
A fajnie jest, siedzimy.
Mumford & Sons - najbardziej wyczekiwany przeze mnie openerowy koncert. Ogień!
Pobite Gary Bistro w Gdańsku.










