Nie kupuję zbyt często nowych rzeczy, ale, rzecz jasna, jak tylko postanowiłam jeszcze bardziej ograniczyć wydatki (mając w perspektywie totalną rujnację, jaka mnie czeka za kilka miesięcy w związku z urządzaniem mieszkania), jak na złość, nagle z każdej strony zaczęły mnie atakować fajne ciuchy. Jak ta koszula. Próbowałam się opierać, ale - nie czarujmy się - wobec skojarzenia pt. "Piraci z Karaibów" nie miałam większych szans. Przez ten lejący się materiał, koronkowy żabot i szerokie, marszczone rękawy z falbankami (czy to normalne, że nie mogę przestać myśleć o tym, jak pięknie układałyby się podczas pojedynku na szpady?) czuję się trochę jak (KAPITAN!) Jack Sparrow. Chociaż on preferował zdecydowanie mocniejszy makijaż. I mocniejsze drinki.
No dobra, to wiecie już, skąd w mojej szafie ta koszula, ale, do stu tysięcy beczek rumu, o co chodzi z MAŁĄ torebką? Jeśli nie jesteście tu pierwszy raz, to pewnie zauważyliście, że lubię duże torby - im większe, tym lepiej. Do tej pory miałam w szafie tylko jedną małą kopertówkę, której używałam średnio raz na rok. I wcale nie myślałam o powiększeniu kolekcji, dopóki nie napisała do mnie Mariola z misDesign. Co mnie przekonało? Moje dwa absolutnie ulubione materiały to skóra i dżins. A zgadnijcie, co misDesign ma w swojej ofercie. Otóż torebki ze skóry wyglądającej jak dżins. Tak więc moja odpowiedź mogła być tylko jedna: Arrr!!!
spodnie - Zara
torebka ze skóry o fakturze dżinsu - misDesign (prezent)
botki - Vagabond (model Grace) / paradopary.pl
