23 marca 2014

The Pirate Bay

Nie kupuję zbyt często nowych rzeczy, ale, rzecz jasna, jak tylko postanowiłam jeszcze bardziej ograniczyć wydatki (mając w perspektywie totalną rujnację, jaka mnie czeka za kilka miesięcy w związku z urządzaniem mieszkania), jak na złość, nagle z każdej strony zaczęły mnie atakować fajne ciuchy. Jak ta koszula. Próbowałam się opierać, ale - nie czarujmy się - wobec skojarzenia pt. "Piraci z Karaibów" nie miałam większych szans. Przez ten lejący się materiał, koronkowy żabot i szerokie, marszczone rękawy z falbankami (czy to normalne, że nie mogę przestać myśleć o tym, jak pięknie układałyby się podczas pojedynku na szpady?) czuję się trochę jak (KAPITAN!) Jack Sparrow. Chociaż on preferował zdecydowanie mocniejszy makijaż. I mocniejsze drinki.

No dobra, to wiecie już, skąd w mojej szafie ta koszula, ale, do stu tysięcy beczek rumu, o co chodzi z MAŁĄ torebką? Jeśli nie jesteście tu pierwszy raz, to pewnie zauważyliście, że lubię duże torby - im większe, tym lepiej. Do tej pory miałam w szafie tylko jedną małą kopertówkę, której używałam średnio raz na rok. I wcale nie myślałam o powiększeniu kolekcji, dopóki nie napisała do mnie Mariola z misDesign. Co mnie przekonało? Moje dwa absolutnie ulubione materiały to skóra i dżins. A zgadnijcie, co misDesign ma w swojej ofercie. Otóż torebki ze skóry wyglądającej jak dżins. Tak więc moja odpowiedź mogła być tylko jedna: Arrr!!!

koszula - H&M
spodnie - Zara
torebka ze skóry o fakturze dżinsu - misDesign (prezent) 
botki - Vagabond (model Grace) / paradopary.pl

9 marca 2014

Leather works (for me)

Dzisiejszemu zestawowi nadałam roboczą nazwę "Minionek sado-maso". Jest to klasyczny przykład stroju na każdą okazję: nadaje się i do pracy, i na Folsom Street Fair w San Francisco. Uwielbiam takie wielofunkcyjne ubrania.

Spodnie na szelkach to zdecydowanie moje modowe objawienie minionego roku (dowody tutaj, tutaj i tutaj). Nie nosiłam ich przez dobrych kilkanaście lat, a jak mnie wzięło, tak w tej chwili właśnie idzie do mnie para numer 5. Dziś przedstawiam parę numer 4: skórzane ogrodniczki Zara Studio. Kupiłam je (a właściwie odkupiłam od pewnej dobrej duszy) prawie rok temu, ale do tej pory leżały w szafie, bo albo było na nie za gorąco, albo za zimno (ta długość 3/4!), albo nie miałam do nich odpowiednich butów... Dzisiaj cierpliwość mi się wyczerpała. Uprzedzając krytykę: tak, wiem, że lepiej wyglądałyby bez rajstop i tak też planuję je nosić, kiedy zrobi się cieplej. A póki co klapsy przyjmuję w komentarzach.

ogrodniczki ze skóry naturalnej - Zara Studio (przecenione z 1000 zł na 150 zł!)
koszula - ciucholand
botki - Vagabond (model Grace) / paradopary.pl