4 listopada 2012

I'm blue

Najbardziej lubię chodzić na zakupy w pojedynkę, ale muszę przyznać, że czasem towarzystwo się przydaje. Na przykład wtedy, kiedy wynajduje taki fajny dżinsowy żakiet, po czym stwierdza, że jednak go nie weźmie. Ja sama z początku też miałam mieszane uczucia. Z jednej strony piękny kolor i niesamowicie miękki materiał, a z drugiej, jakiś taki dziwny, workowaty fason. Postanowiłam ponamyślać się w domu, gdzie po kilku przymiarkach doszłam do wniosku, że jednak jest super i żyć bez niego nie mogę. No i że idealnie pasuje do mojej koszuli w ciapy. Oraz dwustronnych dżinsów, które dziś występują w wersji rozważnej. W romantycznej pojawiły się tutaj.

A teraz ding-dong, czas na ogłoszenia parafialne.
Po pierwsze, to, że nic tu się nie dzieje, bynajmniej nie znaczy, że blogowanie mi się znudziło. Znaczy to tylko, że rzeczywistość koliduje mi nieco z gwiazdorzeniem w blogosferze. Codziennie wracam do domu po 18.00, więc zdjęcia mogę robić tylko w weekendy, pod warunkiem, że akurat mam wenę, fotograf nie ma zajęć, nie pada i nie wypada nam coś innego. Tak więc uprzedzam, że blog będzie działał raczej na zwolnionych obrotach. Dziękuję za zrozumienie :)

Po drugie, mam prośbę :) 14 listopada lecimy na tydzień do Rzymu. Nie mogę się doczekać, bo Rzym (obok Paryża) od dawna był na mojej liście miejsc koniecznie do zobaczenia. Będę bardzo wdzięczna za wszelkie rady co do zwiedzania, poruszania się po mieście, jedzenia, zakupów itd. Wszystko, co może się przydać człowiekowi, który odwiedza miasto pierwszy raz. Pomożecie? Odwdzięczę się wypasioną relacją :)

 
żakiet / kurtka - Maison Scotch / TK Maxx
koszula - Reporter 
dwustronne dżinsy - GAS / answear.com (tak wyglądają z drugiej strony)
buty - Russell & Bromley / Plac Nowy
torba - Nowińska / sagana.pl

29 września 2012

Zip it!

Jaka jest pierwsza rzecz, którą robicie po powrocie do domu? Ja włączam komputer. A zaraz potem się przebieram. Ściągam z siebie wszystkie pozadomowe ubrania i inne przeszkadzacze, jak kolczyki czy zegarek, i wskakuję w coś miękkiego i niekrepującego ruchów. Tak więc kiedy napisała do mnie firma Ziperall z pytaniem, czy nie chciałabym przetestować ich śpiochodresów (dresośpiochów?), mimo że "pewnie niezbyt wpisują się w mój styl", szybko wyprowadziłam ich z błędu. Dresośpiochy wręcz idealnie wpisują się w mój styl! Domowy.

Wiem, że za pioniera śpiochów uchodzi Chuck Bass (niezapomniany występ w 19. odcinku 5. sezonu "Gossip Girl"), jednak ja marzyłam o takim wdzianku, odkąd parę lat temu zobaczyłam w nim moje alter ego, czyli JD z "Hożych doktorów". No i w końcu je mam! Chodzę, a właściwie to mieszkam w tych śpiochach od jakichś 2 tygodni i tak jak się spodziewałam: jesteśmy dla siebie stworzeni. Są megawygodne, miękkie, cieplutkie, a w dodatku bardzo przyspieszają proces przebierania się.

Po komentarzach na innych blogach widzę, że wiele osób przeżywa, że są paskudne, tudzież nieseksi. Rzeczywiście, jeśli u kogoś "seksi" znajduje się w czołówce ubraniowych priorytetów, to zdecydowanie nie polecam. Przypuszczam, że u większości (stereo)typowych facetów też raczej punktów Wam nie nabiją. Na szczęście ja mam w domu Edycję Limitowaną, czyli Dzióbka, który takie stroje lubi jak ten, no... koń owies. Do tego stopnia, że kiedy założę mini, nawet nie raczy tego skomentować, a wystarczy, że przebiorę się w czarną koszulkę i legginsy, a on już się cieszy, że wyglądam jak Batman albo Ireneusz Krosny. Dlatego "pokemnonowe" dresośpiochy z miejsca dostały od niego 10/10. Początkowo nie planowałam wychodzić w nich do ludzi, ale czego to człowiek nie zrobi w poszukiwaniu światła do zdjęć (w mieszkaniu mamy ciemno jak w grobie). O dziwo, nie licząc paru zaskoczonych przechodniów (tak jest, to naprawdę śpiochy), obyło się bez większej sensacji.

kombinezon / śpiochodresy / dresośpiochy - Ziperall (jakby co, ja mam na sobie XS - przy 173 cm wzrostu)
koszulka - Vivienne Westwood & Comic Relief / e-bay
buty - Etnies