1 lipca 2012

Klasa pracująca (i plan pięcioletni)

Od pewnego czasu mam tak zwaną fazę na ubrania w stylu odzieży roboczej. Oczy mi się świecą, jak tylko zobaczę gdzieś dżins zestawiony z dżinsem, ogrodniczki, spodnie z szelkami, a nawet kaszkiety, które dawniej uważałam za najpaskudniejsze możliwe nakrycie głowy. Do tego dochodzi obsesja na punkcie wszelkich oznak zużycia, takich jak łaty, dziury czy plamy farb. Nie wiem, skąd ta nowa miłość, być może ma to coś wspólnego z tym, że od stycznia sama jestem ludem pracującym ;)

Spodnie z dzisiejszego zestawu od dłuższego czasu leżały w szafie, ponieważ były w takim stanie, że za bardzo nie nadawały się do noszenia. Pamiętam, że kiedy je po raz pierwszy przymierzyłam, byłam nimi zachwycona: idealny kolor, super miękkość, perfekcyjne dopasowanie (trudno w to dziś uwierzyć, ale przylegały do ciała jak legginsy!). Niestety, już po miesiącu noszenia nie tylko strasznie się rozciągnęły, ale w dodatku "skulkowały" w kroku (zmechaciły jak sweter), co nie zdarzyło mi się wcześniej nigdy, nawet w przypadku supermarketowych dżinsów, kupionych za grosze. O Levi'sie mam ogólnie dobre zdanie i na pozostałe spodnie tej firmy (oprócz tych mam jeszcze 3 inne pary) nie mogę narzekać, więc myślę, że to jakiś wypadek przy pracy.

No więc dżinsy sobie leżały, aż w zeszłym tygodniu postanowiłam trochę się na nich powyżywać (wychodząc z założenia, że jak nic z tego nie wyjdzie, to nie będzie szkoda). Myślałam o spryskaniu ich wybielaczem (tutaj instrukcja), ale w końcu padło na łaty (tutaj więcej pomysłów na dżinsowe przeróbki). Z efektu jestem dość zadowolona. I nawet to rozciągnięcie już mi nie przeszkadza, ba, myślę nawet, że całkiem pasuje do ogólnego klimatu zdezelowania. Na pewno nie jest to ostatnia moja przeróbka i nie ostatni zestaw robotniczy. Teraz intensywnie poszukuję fajnych ogrodniczek albo spodni na szelkach (a najlepiej jednych i drugich).

Na koniec mały komunikat zakładowy: w piątek Szafa Sztywniary wykonała "plan pięcioletni" :) Ciężko mi uwierzyć, że bloguję już 5 lat i że po takim czasie blogowanie nadal sprawa mi frajdę. To głównie Wasza zasługa i bardzo Wam za to dziękuję :)

 
koszula - Marlboro Classics (Żorżeta.pl)
dżinsy - Levi's Curve ID + łaty własne
trzewiki - Benetton (kupione 5 lat temu - pamięta ktoś? :)
torba - Ochnik

9 czerwca 2012

Sorry, Winnetou

Jeśli macie wrażenie, że gdzieś już widzieliście tę sukienkę, to jest to bardzo możliwe, bo tydzień temu pojawiła się na blogu Alice. Ja ją od niej odkupiłam, założyłam tyłem do przodu i myślę, że jestem bardzo cwana i na pewno nikt się nie zorientuje.

Ogólnie nie przepadam za takimi obcisłymi i jednocześnie krótkimi kieckami, bo to typ ubrań, które nie pozwalają o sobie zapomnieć (trzeba wciągać brzuch, poprawiać przy wstawaniu, uważać przy schylaniu się itd.). Zdecydowanie wolę ciuchy, które po założeniu stają się "drugą skórą", ale nie dlatego, że tak ściśle przylegają do ciała, tylko dlatego, że zupełnie nie muszę myśleć o tym, że mam je na sobie. Wszystko to jednak schodzi na dalszy plan w obliczu takich cudnych indiańskich wzorków.

   
sukienka - NastyGal.com (odkupiona od Alice)
koszulka - H&M
torba - Ochnik
buty - Clarks (echooo.pl)