18 marca 2012

"Się wystylizowała!"

Nie lubię mieć świadków podczas "sesji" na bloga (pewnie dlatego, że wiem, jak idiotycznie musi to wyglądać) i zawsze szukam miejsc, gdzie jest jak najmniej ludzi. Wyjątkiem jest Rynek. Na Rynku wszyscy robią zdjęcia, więc mogę udawać, że przyjechałam do Krakowa na wycieczkę, i nikt się nie domyśli, że tak naprawdę jestem egocentrycznym pustostanem, który cyka sobie fotki na blogaska o ciuszkach. Tak przynajmniej mi się wydawało. Dzisiaj jednak zostałam bezbłędnie rozszyfrowana przez dwie (prawdziwe, sądząc po plecakach) turystki, które przechodząc obok mnie mruknęły coś w stylu "Ale się wystylizowała!"

Ano rzeczywiście się wystylizowałam, chociaż ja bym raczej powiedziała, że się "wypindrzyłam". Ze szczęścia się wypindrzyłam, bo naprawdę nie mogłam się już doczekać, kiedy temperatura podskoczy tak, że będę mogła w końcu założyć spódnicę i ubrać się ładnie, a nie ciepło. Po tej zimie (krótkiej, co prawda, bo na moim blogu trwała tylko dwa posty ;) nie mogę już patrzeć na spodnie i w środę utopię je chyba wszystkie w Wiśle zamiast marzanny. Wiosna!



sweter - Ralston Design (chyba vintage) odkupiony od Styledigger
chusta - Vintage-Square.pl
pasek - ciucholand
spódnica - Zara
rajstopy - Calzedonia
torba - Nowińska (Sagana.pl)
buty - Clarks (Echooo.pl)
fryzura - "na skarpetę" - z tym że zamiast prawdziwej skarpety zaopatrzyłam się w profesjonalny "druciak" do mycia garów, czyli tzw. wypełniacz do koka (okropna nazwa)

19 lutego 2012

Sztywniaro-teka

Ostatni miesiąc spędziłam w emu na nogach, kożuchu na grzbiecie i z termosem gorącej herbaty w rękach. Chociaż z takim arsenałem mrozy nie były aż takie straszne, to cieszę się, że temperatura powróciła na dobrą stronę mocy/zera, bo miałam już serdecznie dość tej stylówki na Eskimosa.

Teraz emu zamieniłam na kalosze, a kożuch na lżejszy płaszcz, który kupiłam tuż przed tym, jak Polska została Syberią. Od dawna takiego szukałam. Jak to ja, miałam oczywiście szczegółowo sprecyzowane wymagania: miał być ciepły, luźny, z szerokimi, nisko podkrojonymi rękawami (żebym mogła pod nim nosić wszystkie moje wielkie swetrzyska), no i mieć lekko bombkowaty kształt. I w końcu znalazłam. W dodatku za 35 zł! Płaszcz uszyty jest z mieszanki 70% wełny, 20% nylonu i 10% kaszmiru - obecnie raczej rzadko spotykanej w sieciówkach. Z ciekawości zajrzałam do sklepu Wallis, żeby sprawdzić, co można u nich teraz znaleźć (i upewnić się, jaki świetny interes zrobiłam), i kiedy na metce jednego z płaszczy zobaczyłam napis "70% poliester", a zaraz obok cenę: 469 zł, sama sobie przyznałam tytuł Cwaniaka Roku.

Kolejny mój zakup i jednocześnie Wielka Nieskończona Miłość to ta cudowna karmelowa teczka. Mówiłam, że mam dużo toreb i już żadnej nie kupię? Mówiłam. No, a ostatnio kupiłam dwie. Jak pisał poeta: "Nie wierz nigdy kobiecie". A zwłaszcza szafiarce. Teczka jest przefantastyczna i zdeklasowała wszystkie moje pozostałe torby. Piękna, wygodna w noszeniu (oprócz uchwytu ma też długi pasek) i co najważniejsze, szeroko się otwiera, ma sztywne przegródki i łatwo można w niej wszystko znaleźć. No i idealnie pasuje do mojej nowej stylówki na biznesłumen ;)

czapka - Cubus
płaszcz - Wallis (Decobazaar.com)
 
futrzany (spokojnie, sztuczny) kołnierz - ciucholand
rękawiczki - ciucholand
spodnie - Wrangler
kalosze - Hunter
teczka -
SklepVintage.pl