Dzisiejszy zestaw to najlepszy dowód na to, jakie pranie mózgu robi ludziom ta cała moda i szafiarskie blogi.
Po pierwsze, kolczyki. Leżały u mnie w szkatułce prawie dwa lata i pewnie leżałyby dalej, gdyby do akcji nie wkroczyły szafiarki: Styledigger - na żywo (nie będę wchodzić w szczegóły, napiszę tylko, że wyglądała jak zwykle fenomenalnie, a ja miałam na sobie dres i góralskie kapcie) i Enso - na blogu (materiał dowodowy tutaj). Może to inspiracja, może zwykła babska zazdrość, fakt faktem, moje pawie oka doczekały się wreszcie premiery.
Po drugie, pas. Podśmiewałam się z mody na ciężkie, "agresywne" paski (zwłaszcza te z ćwiekami, do których nawet Carrie nie zdołała mnie przekonać), a tu proszę. Wystarczyło trafić na odpowiedni, lekko gorsetowy egzemplarz i już mi wszystko pasi.
Po trzecie, buty. Wojownicze sandały i tym podobne wynalazki w stylu sado-maso jakoś do tej pory zupełnie mnie nie kręciły, ale widać, tak jak w przypadku paska, musiałam po prostu znaleźć "swój" model. Okazało się nim skrzyżowanie poczciwych trzewików Mary Poppins z diabelskimi sandałami Karli. Czysta modowa perwersja!
Tak więc póki co w starciu z modą sromotnie przegrywam. A co będzie dalej? Suwaki? Marmurkowy dżins? Sterczące ramionka? Bandicoooot prorokuje, że "dopadną mnie znienacka jak ośmiornicza macka". Naprawdę zaczynam się bać.
męska koszula Seidensticker - ciucholand
dżinsowe rurki - Big Star
sado-maso (Marina Riva) - A&E Vintage Store


