niedziela, 28 czerwca 2015

Chimney Cake Bakery, czyli niezłe ciacha

Witajcie w kolejnym odcinku najrzadziej aktualizowanego cyklu w blogosferze, czyli "Kraków według Ryfki". Czemu tak rzadko? (ktoś mógłby zapytać). Po pierwsze, jak wiadomo, ja w ogóle rzadko dodaję nowe wpisy; po drugie, rzadko wychodzę z domu; po trzecie, nie chcę tu pisać o knajpach z kategorii "a, raz tam byłam, całkiem spoko", tylko o takich, do których chodzę regularnie i które uważam za dobro narodowe. Czyli zamiast na mnie nie fukać, należy się cieszyć, że idę w jakość, a nie ilość, o.

Dziś mam dla Was kolejny smakołyk z serii "jedzenie z budy", mianowicie ciastka kominkowe z Chimney Cake Bakery. Co to takiego? Mówiąc najkrócej: niebo w gębie. A mówiąc trochę dłużej: ciasto drożdżowe nawijane na drewniany wałek i opiekane na ruszcie. Kształtem przypomina właśnie komin, tym bardziej że po upieczeniu ze środka wydobywa się gorąca para.

Jedni twierdzą, że ciacha kominowe pochodzą ze Słowacji (tam nazywają się trdelníki), inni, że z Węgier (tam funkcjonują pod nazwą Kürtőskalács, czyli w wersji spolszczonej: kurtosze). Według Wikipedii prawda leży po środku: przepis został w XVIII wieku przywieziony do Słowacji przez węgierskiego generała, który wprowadził do niego własne modyfikacje. 

Ale mniejsza o genezę. Najważniejsze jest to, że ciacha są przepyszne i kupicie je w Krakowie w dwóch miejscach: na Basztowej, pod Dworcem Głównym, oraz na Kazimierzu, na Skwerze Judah (obok Frytek Belgijskich, o których pisałam rok temu). Wyrabiane i pieczone są na miejscu, więc dostajecie je do ręki jeszcze ciepłe, parujące - mięciutkie od wewnątrz, a od zewnątrz otoczone przyrumienioną skórką. Do wyboru jest kilka różnych kremów i posypek. Komin może być wysmarowany od środka Nutellą, białą czekoladą albo kremem krówkowym, posypany cynamonem, orzechami, wiórkami kokosowymi albo płatkami migdałów. Jedno ciastko ma ok. 17 cm wysokości, a po rozwinięciu... ponad metr długości! To naprawdę kawał ciacha i według mnie jedno spokojnie wystarcza na dwie osoby. My zwykle kupujemy dwa: jedno jemy od razu, a drugie wieziemy do domu, wypełniając zapachem cały tramwaj (serio, serio). Polecam gorąco i czekam na otwarcie kolejnych budek (możne by tak na Hucie?).

Aktualizacja 10.09.2016: Od niedawna w ofercie są też Chimney cones, czyli lody w kominkowych rożkach (z nutellą, karmelem oraz sezonowe specjały). Spróbujcie koniecznie!


Chimney Cake Bakery, ul. Basztowa 26a, ul. Wawrzyńca 16, Kraków
Ceny ciastek: 7 - 9 zł
Cena lodów: 12 zł
(Uwaga! W każdą środę promocja dla uczniów i studentów: wanilia, cynamon i kokos za 5 zł)
Smaki: wanilia, cynamon, kokos, Nutella + orzech, krówka + migdał, biała czekolada + kokos,  Nutella + kokos, piernik + powidła śliwkowe

Chimney Cake Bakery, Cracow

33 komentarze:

  1. Łeee, teraz mówisz? Wyglądają mega!

    OdpowiedzUsuń
  2. One są super! Jadłam na Węgrzech i bardzo się ucieszyłam jak w Szczecinie się pojawiły. Tylko szkoda, że teraz ceny znacznie im podskoczyły, jak wyczuli, że popularne się robi. I pierwszy raz widzę smarowane czymś od środka :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jadłam te szczwcińskie zimą i coś mi nie podeszło w smaku ciasta, chyba jakiś sztuczny aromat. Tak się zawiodłam, że w Krakowie nawet nie spróbowałam

      Usuń
    2. madam z.: Te krakowskie reklamują się jako "100% natural" :)

      Usuń
  3. Znam i uwielbiam. Zwłaszcza z cynamonem!

    OdpowiedzUsuń
  4. Warning: nie czytać posta na pusty żołądek... 😉

    OdpowiedzUsuń
  5. Znajoma piecze takie na ogniskach! Ma specjalne , grube kije do nawijania ciasta- na koniec wkładam tam kosteczki czekolady, albo inne dobre rzeczy :D

    OdpowiedzUsuń
  6. O matury! Jestem w 7 miesiącu ciąży i od tygodnia marze o kurtoszu! Pragnę... tylko u mnie nie ma tych z krówka i migdałami :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Mniam, te ciasta wyglądają smakowicie - jak tylko dotrę kiedyś w okolice, to koniecznie muszę spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O matko bosko, jakie to musi być dobre! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. muszę tam zajść! nie ma bata *.*

    OdpowiedzUsuń
  10. Powinni napisać po prostu "najlepsze ciacha w mieście!" :) bardziej chwytliwe ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Naprawdę smakowicie wyglądają :)

    OdpowiedzUsuń
  12. są najlepsze ! kokos plus biała czekolada...połączenie idealne :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja to bym wciągnęła taki komin z jakimś owocowym nadzieniem. Jabłkowym albo wiśniowym.

    OdpowiedzUsuń
  14. są przepyszne! pierwszy raz ujrzałam je w Czechach w Pradze i wtedy funkcjonowały pod nazwą trdelniki :)

    OdpowiedzUsuń
  15. W Hucie.

    (nie mogłam się powstrzymać, przepraszam)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, jak to pisałam, to wiedziałam, że ktoś mnie poprawi :) Ale nie przestawię się - dla mnie Huta to dzielnica, nie osobne miasto. Z tego, co pisze prof. Bańko w Poradni PWN, wynika, że po prostu wyprzedzam pewien proces językowy ;)
      http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/porada-o-Nowej-Hucie;10965.html

      Usuń
  16. Wyglądają pysznie i żałuję, że do Krakowa tak daleko. Czy ktoś wie, czy w Poznaniu jest coś podobnego?

    OdpowiedzUsuń
  17. Jest taki wóz z takim ciachem w Warszawie,jeżdżą na różne wydarzenia duze w miescie.Stalej bazy nie znam.Sa przepyszne i zawsze do wozu jest długa kolejka!:-) Pozdrawiam, Kaska

    OdpowiedzUsuń
  18. Jadłam na Słowacji. Były pyszne. Tych też muszę spróbować:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Z nieco innej beczki, ale może Cię zainteresuje: https://www.youtube.com/watch?v=tQnuhAzvajQ Eko-mural na na zaporze Solina :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. "przepis został w XVIII wieku przywieziony do Słowacji przez węgierskiego generała"
    na tą Słowację co Węgrami była? ;P
    Się czepiam, ale tez nie wiem :) Zawsze to jednak wstępowanie na minę, konwersacje o dawnych granicach/przynależnościach narodowych.

    Ciacha bym spróbowała, ale ech, Kraków mi się nie szykuje w tym roku… (wpisy takie jednakże bardzo lubię, i do wirtualnego kajecika dopisuję miejsca które warto jakby co, bo ja dokładny turysta jestem :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Mmm, ciacha wyglądają naprawdę smakowicie. Muszę się tam wybrać:D

    OdpowiedzUsuń
  22. U nas we Wroclawiu, mamy taką ucztę tylko na jarmarku bożonarodzeniowym. Kolejki do budek tak długie, jak to ciasto po rozwinięciu. U nas znane jako kurtoszkołacze. Rzadko daję radę donieść do domu!

    OdpowiedzUsuń
  23. "W" hucie :) pzdr

    OdpowiedzUsuń
  24. to takim ciachem można się w sumie najeść. :D jak tak zaczęłaś wymieniać, jakie można wybrać te ciacha, tzn. z jakimi dodatkami... ojejku. :D ja dziś przeglądałam bilety Polskiego Busa z Torunia do Krakowa i znalazłam za dyszkę, więc może w końcu odwiedzę Kraków ponownie po tak długim czasie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby co, ciacha czekają akurat przy samym dworcu ;)

      Usuń
  25. idę tam jutro i już się zastanawiam na które się zdecydować :D polecasz jakieś szczególnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze kupuję waniliowe, bo słodkie ciasto ze słodkim smarowidłem to dla mnie jednak za dużo słodkości. No ale ja jestem już stara ;)

      Usuń

Dzięki za komentarz :)
* Uwaga: Na blogu działa SPAMOWSTRZYMYWACZ. Spam = linki do sklepów, Allegro, zaproszenia do odwiedzenia bloga itp. (jeśli podpiszecie się "Krysia" i podlinkujecie swój nick do sklepu z dachówkami / kosmetykami / karmą dla kota, to nadal jest to spam).