21 września 2010

Twoja pupa kupowałaby lewisy

"Darmowe ciuchy" i "darmowe jedzenie" to dwa z moich ulubionych połączeń wyrazowych, dlatego rzecz jasna nie mogło mnie zabraknąć na czwartkowej imprezie w Levi'sie. Oprócz skąpstwa i łakomstwa dodatkową motywacją była oczywiście chęć spotkania się z dziewczynami oraz sprawdzenia, co wyszło z planów, w które zostałyśmy wtajemniczone na spotkaniu rok temu.

A co wyszło? Levi's stworzył nową linię dżinsów Curve ID, która ma lepiej odpowiadać różnym typom kobiecych sylwetek, a dokładniej, różnym kształtom bioder i pośladków. Od teraz można wybierać pomiędzy trzema fasonami: Slight Curve (sylwetka prosta), Demi Curve (sylwetka zaokrąglona) i Bold Curve (sylwetka pełna). Podczas spotkania każda z nas mogła przetestować tę rewolucję na własnej pupie.

Ja byłam przekonana, że z moją figurą a la kołek nieociosany i płaskim jak naleśnik tyłkiem jestem typowym przykładem Slight Curve (tak też wyliczył mi w domu lewisowy kalkulator), ale panu, który mnie mierzył, wyszło Demi, z czym postanowiłam się nie spierać, zwłaszcza że z Demi był większy wybór. Najchętniej przymierzyłabym spodnie z każdego z trzech rodzajów - dla porównania, ale w sklepie panował taki tłok i zamieszanie, że nie było na to czasu. W końcu, obawiając się, że jak będę dłużej deliberować, to nie zdążę na pociąg, bez większego przekonania wybrałam te.

Po czterech dniach testowania stwierdzam, że był to jednak dobry wybór. Spodnie rzeczywiście leżą idealnie, a co najważniejsze, są bardzo wygodne. Nie wiem, co prawda, czy to faktycznie zasługa "rewolucyjnego" kroju, czy po prostu miękkiego materiału ze stretchem, ale fakt faktem, nigdzie nie uciskają. Do tej pory pierwszą rzeczą, jaką zawsze robiłam po powrocie do domu, było ściągnięcie dżinsów i założenie wygodnych legginsów albo dresów, a teraz zdarza mi się "zasiedzieć" w dżinsach, bo po prostu zapominam, że mam je na sobie. Oczywiście wszyscy wiemy, co to oznacza: będą się teraz pojawiać w co drugim poście ;)


pierwsze zdjęcie (i jedyne z całej imprezy, na którym wyszłam jak człowiek) autorstwa Bloo :)

14 września 2010

LOL

Zrobiliśmy wczoraj worek zdjęć, na których się "wczuwam" - próbuję wyglądać romantycznie i tajemniczo, robię poważną minę i patrzę w dal zamyślonym wzrokiem. Oglądam je teraz i, kurde, wszystkie wydają mi się takie sztuczne, że aż mi samej siebie szkoda. Tak więc dziś zamiast standardowej foty szafowej - fota typu błąd w sztuce (znaczy się, "backstage", tudzież "the making of"!). W zasadzie nie wiem, z czego się tak cieszyłam, ale możemy przyjąć, że z tego, że dzięki swetrowi nie muszę w tej sukience wciągać brzucha.

W ogóle dzisiaj zestaw z serii recykling, bo wszystko już na blogu było, i to nie raz (a nawet nie dwa i nie trzy). To chyba trochę dziwne, ale im dłużej prowadzę bloga, tym mniej kupuję ubrań. Znaczy, że stałam się bardziej świadomym konsumentem? Taak... Bo przecież nie może chodzić po prostu o to, że mam teraz dalej do sklepów z ciuchami.


kapelusz - Accessorize (Vintage-Square.pl)
sweter - ciucholand

chusta - s. Oliver (QS)

sukienka - Oysho
torba - Ochnik

buty - Bronx (Butyk.pl)

7 września 2010

Obcasy - reaktywacja

W noszeniu obcasów miałam bardzo długą przerwę, ale teraz, jak już założyłam moje nowe botki, to chyba ich szybko nie zdejmę. I należy to rozumieć jak najbardziej dosłownie, bo zarówno zdejmowanie ich, jak i zakładanie do łatwych nie należy. Akrobacje, jakie przy tym wykonuję, zawstydziłyby najwytrawniejszego jogina. Nie wiem, czemu producent nie pomyślał o zamontowaniu suwaków, ale na pewno miał ku temu jakiś powód (na przykład chciał mi zrobić na złość). Na szczęście, jak już się człowiek w nie wciśnie, są całkiem wygodnie i - co w przypadku obcasów jest dla mnie najważniejsze - bardzo stabilne. Przy okazji chyba trochę "nieryfkowe", ale wyznaję teorię, że od czasu do czasu trzeba się zaopatrzyć w coś dla siebie nietypowego, żeby się samemu z sobą nie zanudzić.

PS
Wiem, że na zdjęciu mam pozę jak pokraka, ale za to minę cwaniaka!

PS 2
Obiecuję, że jeśli kolejny post nie pojawi się tu przed upływem tygodnia, zmieniam nazwę bloga na "Szafa Ślimaka".



sukienka - odkupiona od Styledigger (która przywiozła ją z Tajlandii - ha!)
koszulka - Target

sweter - George (ciucholand)

torba - ciucholand
rajstopy - mają milion lat, a co najmniej 5
botki - Bronx - Butyk.pl (prezent)