niedziela, 25 września 2016

Houston, mamy jesień!

Sezon grzewczy uroczyście rozpoczęty, botki wyjęte z pudła, śpiochy powoli szykują się do ataku - no jesień, panie, jak w mordę strzelił. Co prawda jeśli popatrzeć na zdjęcia moich "ałtfitów" z ostatnich kilku miesięcy, to po tych długich gaciach trudno się w ogóle domyślić, że kiedykolwiek było lato, no ale tak to już ze mną jest i za to mnie przecież kochacie.

Dzisiaj przybywam z dwiema ciuchowymi nowościami. Po pierwsze primo, koszulka z logo NASA. To chyba oczywiste, że taki fan "Marsjanina" i "Teorii Wielkiego Podrywu" jak ja nie mógł przejść obok niej obojętnie. Tak szybko leciałam z nią do kasy, że nawet nie sprawdziłam składu (oto, jaka bywam czasem szalona i nieodpowiedzialna!) i dopiero w domu okazało się, że Houston, mamy problem, bo materiał to aż 70% poliestru i tylko 30% bawełny. Przez chwilę zastanawiałam się, czy jej nie oddać, ale za bardzo mi się podobała. Nie jest to może najlepszy wybór na upały, ale przy nieco niższej temperaturze jest OK i system się nie przegrzewa.

Po drugie primo, wielkie szare swetrzycho. To dar losu od nowej polskiej marki Tova i tutaj również przeżyłam lekki szok związany z czytaniem metki, tym razem jednak pozytywny. No bo, proszę państwa: 10% kaszmiru, 20% wełny merynosowej, 20% wełny dziewiczej, 30% wiskozy i tylko 20% poliamidu to nie jest coś, co zdarza się w sklepach często, a jak się zdarza, to raczej nie idzie w parze ze znośną ceną (279 zł). Sweter jest ciepły niczym kocyk i doskonale nadaje się do opatulenia "na burrito". Co prawda niespecjalnie się lubi z ciemnymi koszulkami, bo ma dość długie włosie i trochę obłazi, ale z jasnymi jest w pełni kompatybilny. No i powiewa, a ja uwielbiam powiewające ciuchy, bo dodają mi takiej mocy, że wydaje mi się, jakbym kroczyła Aleją Gwiazd, nawet kiedy tylko drepczę do supermarketu po (marsjańskie) ziemniaki.

NASA
NASA
NASA
NASA
NASA
koszulka NASA - Cropp
sweter - Tova (#darylosu)
dżinsy - Lee
sztyblety - Ecco
torba - Bags by MAY

piątek, 16 września 2016

Scena balkonowa (Akt II)

Rok temu pokazywałam Wam, jak wygląda nasz balkon. Od tamtego czasu sporo się na nim pozmieniało. Przede wszystkim przybyło zielska. Ogrodniczka ze mnie raczej średnia: nie mam pojęcia, jak nazywa się większość moich roślin, a na swoim koncie mam więcej ofiar niż Sinobrody, ale obecny skład trzyma się póki co nieźle i mam nadzieję, że za rok jeszcze się powiększy (myślę m.in. o jakiejś kratce z pnączem).

Pamiętacie, jak pisałam o stoliku ze starej maszyny do szycia, który podprowadziłam rodzicom? Strasznie mi się podobał, niestety na stół do jadalni się nie nadawał (za mało miejsca na nogi), a nie bardzo wiedziałam, jak inaczej go wykorzystać. Po długim namyśle postanowiłam przekwalifikować go na balkonowy kwietnik. Tata dorobił mniejszy blat i voila! Nieważne, że przy okazji zabezpieczył go 150 warstwami błyszczącego lakieru, które ja musiałam potem zdzierać papierem ściernym przez dwa dni. Było warto.

Po drugiej stronie balkonu stanął niedawno stary drewniany regał (a właściwie etażerka, jak zostałam pouczona w komentarzach), który przytargałam z targu staroci. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia zaraz po zakupie, bo jego stan był naprawdę opłakany i mogłabym teraz zbierać propsy za to, jak pięknie go odpicowałam. A tak, musicie mi wierzyć na słowo, że był zakurzony, wypłowiały, w kolorze wyschniętej ziemi, do tego upstrzony plamami roztopionego wosku, poobklejany starymi gazetami, wykrzywiony i z popękanym wybrzuszeniem na górnej półce. Na tę dziurę (na szczęście nie na wylot) nic nie poradziłam (ale stoi na niej kwiatek, więc luz), za to regał umyłam, obskrobałam z wosku, wyszlifowałam, pomalowałam lakierobejcą i własnymi rękami urżnęłam spróchniałe końcówki nóg, żeby go wypoziomować. Jestem z siebie naprawdę dumna. Całość prezentuje się chyba nie najgorzej?


PS
W pierwszym odruchu chciałam schować suszarkę na czas robienia zdjęć, ale stwierdziłam, że nie ma co zakrzywiać rzeczywistości. Aż tak. Ona tam po prostu jest. Stale. I wy, i ja musimy z tym handlować.

My balcony
kamionkowy garnek - vintage, od rodziców
My balcony
kuleczkowy pięknioch - Starzec Rowleya albo string of pearls / Lila kocha róż (prezent)
My balcony
stolik / kwietnik z maszyny do szycia Singer - od Rodziców
suszarka do ubrań - IKEA
My balcony
My balcony
skrzynka po winie - Lidl
kamionkowa miska - vintage, od Rodziców
My balcony
butelka - IKEA
My balcony
stolik i krzesła ogrodowe - IKEA
My balcony
regał / etażerka - vintage, z targu staroci
My balcony
torba z papieru, który można prać - Uashmama / Lila kocha róż (prezent) 
kubek - prezent od koleżanki
betonowa doniczka - GrowRaw
My balcony
konewka - IKEA
lampa naftowa - targ staroci
bańka na mleko - targ staroci (trzymam w niej nawóz do kwiatków)
My balcony
wiklinowy koszyk - targ staroci
My balcony

poniedziałek, 5 września 2016

Mug Hug, misiek i inne michałki

Dzisiaj trochę mieszkaniowych michałków. Każda nowa pierdółka strasznie mnie cieszy, bo czuję, że w naszym siedlisku coraz bardziej wszystko zaczyna ze sobą grać i to nawet na mikropoziomach. Takich jak na przykład wnętrze szuflady z gadżetami kuchennymi. Albo pudełko z przyborami do czyszczenia butów. Czy może być piękniejsze uczucie? Pytanie retoryczne, wiadomo, że nie może.

No dobra, to co tam u mnie nowego? A ostatnio kupiłam dwa kubki ze zwierzakami, wygodny pojemnik na miód, kilka drewnianych szpatułek, ładny otwieracz do butelek (wreszcie!) oraz nożyczki w kształcie żurawia, na które chorowałam, od kiedy zobaczyłam ja na czyimś Instagramie. 

Jednak największą gwiazdą dzisiejszego posta jest zdecydowanie Mug Hug, czyli dębowa podstawko-tacka. Jak się dowiedziałam od "rodziców" Mug Huga - Martyny i Andrzeja, pomysł powstał, kiedy Andrzej (studiujący projektowanie wnętrz) szukał natchnienia do nowego projektu na zajęcia. Zadanie polegało na stworzeniu nowej wersji przedmiotu codziennego użytku. Z pomocą przyszła Martyna, która, pracując w łóżku... zalała swojego laptopa kawą. Tak zrodził się pomysł stabilizującej podstawki, która zapobiegnie takim katastrofom w przyszłości. Mug Hug jest z jednej strony wypukły, dzięki czemu idealnie daje się zagnieździć w miękkiej pościeli, a z drugiej płaski - w sam raz na twardsze powierzchnie, na przykład kanapę. Spędziliśmy razem w łóżku trochę czasu (tzn. z Mug Hugiem, nie z Andrzejem i Martyną!) i mogę potwierdzić, że faktycznie sprawdza się doskonale. Oraz jest taki milutki i okrąglutki, że cały czas mam ochotę go głaskać. I obczajcie to: każdy egzemplarz ma numer, który można wpisać na stronie i sprawdzić, gdzie rosło drzewo, z którego został wyprodukowany. Po wpisaniu mojego numeru o mało nie spadłam z krzesła: moja podstawka pochodzi z MOJEJ RODZINNEJ MIEJSCOWOŚCI! To musiało być przeznaczenie.

Mug Hug wooden coaster
drewniana podstawka pod kubek - Mug Hug (prezent) 
kubek z misiem - FOR.REST
kubek z zającem - We Love Home / Bonami.pl

cukierniczka - Bolesławiec / HouseShop.pl
puszka na herbatę "T" - Nicolas Vahe / House Doctor
pojemnik na miód z łyżką - Blomus / Bonami.pl

drewniana tablica z numerem - Czary z Drewna / DaWanda.pl
łyżki, szpatułki i inne gadżety - zbierane latami
szpatułka i pędzelek z silikonową końcówką - Mason Cash / Bonami.pl
podkładki pod kubki - H&M Home
nożyczki - Ib Larsen / AhojHome.pl
otwieracz do butelek - Duka
szczotka do warzyw (miała być do twarzy, ale okazała się za szorstka) - Iris Hantverk / Bonami.pl 

nożyczki żuraw - Tiger (10 zł!)