niedziela, 3 lipca 2016

Życie po aparacie

Dzisiaj ostatnia część mojej szczękowej telenoweli. W kwietniu nastąpił happy end i po prawie 3 latach w końcu zdjęłam aparat ortodontyczny. Początkowo miałam go nosić przez 2 lata, ale sprawa się trochę przeciągnęła. Zupełnie mi to jednak nie przeszkadzało, bo wychodziłam z założenia, że lepiej nosić za długo niż za krótko. Znam wiele dziewczyn, które nosiły aparaty, i praktycznie wszystkie wymusiły na ortodontach jak najwcześniejsze rozdrutowanie, bo albo planowały ślub i chciały mieć na zdjęciach uśmiech bez żelastwa, albo po prostu miały już dość. Mnie się nigdzie nie spieszyło, aparat w niczym mi nie przeszkadzał i mimo że normalnie jestem osobą strasznie niecierpliwą, nosiłam go z iście stoickim spokojem. Po prostu stawka była zbyt wysoka.

Kiedy w końcu moja ortodontka stwierdziła, że możemy ściągać, byłam zaskoczona (jak to?! już!?) i zrobiło mi się nawet trochę smutno. Samo zdejmowanie trwało tyle co zakładanie nowego drutu, czyli jakąś minutę. Ciach, ciach i po robocie. Nieco dłużej (kilka minut) trwało usunięcie (zeszlifowanie) kleju po metalowych zamkach.

"O rany, jakby ktoś mi zupełnie zmienił twarz!" - taka była moja pierwsza reakcja na widok nowych zębów. Ponieważ ortodontka wyglądała na nieco skonsternowaną, szybko uściśliłam: "Na lepsze!" Serio, szok był ogromny i jeszcze przez kilka dni byłam zaskoczona za każdym razem, kiedy zamiast moich krzywusów widziałam w lustrze normalne, proste zęby. Jedna z czytelniczek napisała na Fejsie, że kiedy zdjęła aparat, jej chłopak stwierdził, że wygląda jak pies z reklamy sztucznych szczęk dla czworonogów. Mój Dzióbek najpierw niczego nie zauważył, a potem stwierdził, że faktycznie wyglądam dokładnie jak te psiaki. Warto było poświęcić 3 lata, żeby doczekać się takiego komplementu.

Jeśli jednak ktoś myśli, że wystarczy się przemęczyć z aparatem rok, dwa czy trzy i potem ma się już wszystko z głowy, to niniejszym chciałam go wyprowadzić z błędu. Teraz zabawa dopiero się zaczyna i, jak dla mnie, zamieszanie związane z retencją jest dużo bardziej uciążliwe niż samo noszenie aparatu. O co chodzi?

Otóż po zdjęciu aparatu dostałam taki przezroczysty plastikowy stabilizator (przypominający nieco ochraniacz na zęby, który bokserzy zakładają przed walką). Muszę go nosić przez rok, przez - uwaga - 16 GODZIN DZIENNIE! Codziennie. Na szczęście potem będzie już luz, bo przez kolejne kilka lat będę go musiała zakładać tylko na noc. Pikuś.

Po co to? Ano po to, żeby zęby się z powrotem nie wykrzywiły. Włókna kolagenowe otaczające zęby mają niesamowitą "pamięć" i po zdjęciu aparatu robią wszystko, żeby wrócić do swojego dawnego ustawienia. Im człowiek starszy, tym włókna kolagenowe są bardziej uparte, dlatego noszenie stabilizatora jest tak ważne. Moim koleżankom ortodonta dodatkowo przykleił od spodu zębów taki cienki drucik, który pomagał trzymać zęby na baczność. U mnie nie było to możliwe, bo ponoć przy moim zgryzie szybko odkleiłabym go dolnymi zębami.

Mimo że stabilizator jest mało widoczny, praktycznie nieodczuwalny i można w nim normalnie mówić, to niestety trochę zamieszania z nim jest. Po pierwsze, nie można w nim nic jeść ani pić (oprócz wody). Po drugie, trzeba codziennie pamiętać, żeby wyrobić tę 16-godzinną normę. A to nie jest takie proste, bo w ciągu dnia robi się kilka przerw na jedzenie. Ja zapisuję sobie międzyczasy na tablicy, inaczej bym się w tym wszystkim pogubiła. Ogólnie mam wrażenie, że moje życie składa się teraz głównie z zakładania i zdejmowania stabilizatora, mycia zębów, mycia stabilizatora oraz liczenia godzin. Myślę, że mogłoby to być całkiem korzystne dla osób na diecie, bo człowiekowi naprawdę odechciewa się tego ciastka czy loda, kiedy ma przed sobą wizję wyjmowania stabilizatora, a potem mycia go, szczotkowania zębów i robienia obliczeń, natomiast dla ludzi funkcjonujących, tak jak ja, w trybie Wieczna Przegryzka jest to fatalna sprawa i bardzo poważne zaburzenie lajfstajlu.

Tak więc łatwo nie jest, jednak widok prostych zębów (którym napawam się teraz przy styczności z absolutnie KAŻDĄ lustrzaną powierzchnią - w windzie, w sklepie, nawet pod prysznicem w odbiciu armatury), rekompensuje mi wszelkie niedogodności. Bardzo się pilnuję, a oprócz tego co kilka miesięcy mam się stawiać na kontrolę, więc liczę, że zęby mi się z powrotem nie wykoleją. Jako pacjent z gatunku dociekliwych, zapytałam ortodontkę, czy zdarzyło jej się, żeby zgryz któregoś z jej podopiecznych wrócił do stanu sprzed aparatu. Powiedziała, że tylko raz. Był to przypadek nastolatki, która zaraz po zdjęciu aparatu wyjechała do szkoły z internatem. Nikt jej tam nie pilnował, więc olała tę całą zabawę ze stabilizatorem. Kiedy potem wróciła do Krakowa, jej zęby wyglądały ponoć dokładnie tak samo jak przed założeniem aparatu i musiała zacząć leczenie od początku. Co za koszmar. Załamałbym się, gdyby tyle mojego czasu i kasy poszło na marne.

Jeśli sami nosiliście lub nosicie aparat, dajcie znać, jak to wszystko przebiega(ło) u Was. A jeśli dopiero się zastanawiacie i chcielibyście poczytać więcej na ten temat, to wrażenia zaraz po założeniu aparatu opisałam tutaj, natomiast moje doświadczenia po 2 latach noszenia zebrałam tutaj. Oczywiście jeśli macie jakieś pytana, walcie śmiało - chętnie odpowiem.

Braces - BEFORE and AFTER
Odlew mojej szczęki PRZED i mój hollywoodzki uśmiech PO.

58 komentarzy:

  1. Ciekawe... choć nosząc aparat nastolatką już dawno nie byłam, sytuację przed założeniem aparatu miałam bardzo skomplikowaną, to nosić stabilizator miałam w nocy i jeśli będzie okazja to kilka godzin w ciągu dnia. Bawiłam się z tą paskudą chyba przez rok. Teraz po wielu latach widzę że minimalne zmiany nastąpiły ale naprawdę nieznaczne. Może wynikają one z mojej natury a nie chęci powrotu zębów na poprzednie miejsce?
    A ta radość że w końcu wyglądają po ludzku zostaje na długo.
    Ja wciąż mam tę radochę :D

    OdpowiedzUsuń
  2. ładnie :) ja niestety nie jest zadowolonym klientem ortodoncji :'( dość powiedzieć, że w sumie nosiłam 2 aparaty w sumie...7 lat....i....nie jestem zadowolona jak rok temu w końcu zdjęłam drugi raz :( [mega załamka]...
    mam teraz drucik od wewnętrznej strony i...i już 3 razy sobie go 'odgryzłam' ...
    nie mam linii środka (czyli tego że linia między górnymi jedynkami jest równa z linia między jedynkami dolnymi)- u Ciebie udało się tą linie zachować? mam szpary między trójkami a czwórkami...załamka...taka historia. najgorsze jest to, że myślę (o zgrozo! o 3cim założeniu...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż poszłam do lustra sprawdzić, jak to u mnie z tą linią środka jest. No i u mnie też nie jest zachowana. Ale ja miałam aparat tylko na górnych zębach. Ortodontka proponowała mi też na dół, żeby szczęki lepiej do siebie pasowały, ale nie chciałam, bo dół mam prosty (może nie co do milimetra, ale nie widzę potrzeby, żeby go ruszać).

      A co Twój ortodonta mówi na wizytach kontrolnych na te szpary? Bo chyba powinien jakoś zareagować, jeśli coś się z powrotem knoci?

      Usuń
    2. powiedziała: triady są zachowane (czyli układ dwa na górze jeden na dole)- chociaż wg mnie nie- wiec teoretycznie jest okej a te szpary to będą bo taką mam budowę (??! kosmiczne tłumaczenie)

      Usuń
    3. Kurde, to może na wszelki wypadek idź na konsultację do innego ortodonty? Ja bym tak zrobiła.

      Usuń
  3. Ja po zdjęciu aparatu jeszcze tego samego dnia chciałam jechać żeby mi go ponownie założyła tak mi było jakoś... łyso bez niego. Mineło już 6 lat a ja nadal śpię w ochraniaczu. Jakoś tak mi lepiej na psychice ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nosiłam jako 14-15 latka (było to dawno temu,pierwsza połowa lat 90) przez rok.nie donosiłam do końca,miało być dłużej.Ale zęby mam proste.zostały ciut wystające górne jedynki,które akurat lubię,i bardzo gęste ułożenie zębów -co sprawia że bez nici ani rusz.
    To były zapewne aparaty innego typu niż teraz.wtedy kosztowało mnie to sporo,nosić żelastwo w czasach gdy nikt nie nosił,zwłaszcza w małym miasteczku.dziś jestem wdzięczna rodzicom.
    Najgorzej zapamiętałam moment tuż po założeniu i zdjęciu-przez parę dni nie byłam w stanie normalnie mówić.język musiał przyzwyczaić się do "innego" podniebienia. To było niefajne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też znam to uczucie kiedy wszyscy pytają "co mam na zębach". W liceum tylko ja i jeszcze jedna osoba mieliśmy aparaty, na NFZ :).Nie miałam potem żadnych stabilizatorów, a zęby pozostały na swoim miejscu.

      Usuń
    2. Może dlatego,że te zęby były "młodsze" i wtedy organizm inaczej reaguje? A może aparaty lepsze;)

      Usuń
  5. Ja aparat ortodontyczny nosiłam niemal całe życie. Najpierw ściągany jako dziecko w sumie. Potem w moim ładnym uzębieniu wyrosły mi ósemki, wszystkie cztery normalnej wielkości, i całkowicie poprzestawiały mi zgryz, także miałam dolną szczękę wysuniętą nieco w przód i na bok. Trafiłam do bardzo dobrej ortodontki, która się mną zajęła - 4-letnie leczenie aparatem Damon i innymi cudami, łącznie z operacją zgryzu! Zaczełam w 2011, a dopiero od roku mam święty spokój. Po zdjęciu aparatu mam na dole podklejone zęby, a na górę ten plastik retencyjny, który muszę zakładać tylko na noc. Czasami zapominam o nim na noc i też nic się nie dzieje, ale staram się raczej nosić, ze strachu że zęby mi się znowu skrzywią, szczególnie jedynki. Mimo że pochłonęło to dużo czasu i pieniędzy, także na dojazdy do lekarzy, których nie ma w moim mieście, mimo że miałam przez 6 tygodni "związaną" szczękę po operacji i nic nie jadłam, mogłam tylko pić przez brak jednego zęba, który uzupełniłam na dobry koniec implantem - nie żałuję! Żaden makijaż, najlepszy fryzjer, ubranie, nic nie jest w stanie zastąpić ładnego uśmiechu! Nie wydawajcie pieniędzy na szmatki w H&M, wydajcie na ortodontę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się całkowicie. Mnie długo powstrzymywała wizja jednorazowego wydania wielkiego worka kasy. Ale tak naprawdę ten wydatek nie jest aż tak odczuwalny, bo w większości gabinetów można płacić w ratach. Z kolei koszt wizyt kontrolnych co 1-1,5 miesiąca to 100-150 zł, czyli tyle co byle jaka kiecka z H&M. A żadna kiecka nie doda Ci tyle pewności siebie co proste zęby ;)

      Usuń
  6. Dolaczam do grona teskniacych za aparatem! Jak mi bylo lyso bez niego, a po dwoch latach noszenia buzia mnie bolala od ciaglego szczerzenia sie :) niestety za krotko nosilam nakladke i zgryz sie nieco skrzywil (polecam nosic dluzej niz krocej nawet jak zalecenie ortodonty jest inne), dostalam nowa, ale smutek po idealnym efekcie zostal.a druciany wezyk za przednimi zebami to juz 3lata, chyba nigdy go nie zdejme. I na koniec- jak wam jeden ortodonta powie, ze sie nie da, ze nie warto to idzcie do inmego, nie chodzi o to, aby robic cos na sile, ale ja wiele lat zwlekalam z zalozeniem aparatu wlasnie dlatego, ze mowiono mi, ze przy tak skomplikowanej wadzie sie nie da, a dalo sie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nosiłam aparat prawie 3lata. Potem ochraniacz jakieś 2. Nie miałam drutu od wewnętrznej strony i niestety niektóre z dolnych zębów wróciły do poprzedniego stanu. Trafiłam na słabego ortodontę. Rownież nie mam linii środka, a do tego wszystkiego po aparacie nastąpiła u mnie recesja dziąseł...inny ortodonta zalecił kolejny aparat, ale najpierw powinnam uporać się z dziąsłami i zrobić przeszczepy tkanki. Tak więc średnio to wszystko wyszło, no ale moim zdaniem po prostu źle trafiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurde, współczuję :( Brzmi to naprawdę poważnie. Trzymam kciuki, żeby w końcu wszystko się naprostowało.

      Usuń
  8. Cześć ! Założyłam aparat u dr. Tusiewicz, jakieś 5 miesięcy po Tobie, dół nadal noszę, bo ustawianie ósemek to jakiś koszmar, natomiast górę Pani Doktor zdjęła mi w maju. Również noszę przeźroczystą sztuczną szczękę :) z tą różnicą, że tylko na noc i jakieś 4-5h w ciągu dnia, tak żeby te 12h było. Nie świruję, bo widzę, że zęby się trzymają na miejscu.
    Uwielbiałam robić znajomym numery, np. zdejmować ten aparat przy tych osobach, które nawet nie zauważyły, że go w ogóle posiadam, najlepiej tuż przed posiłkiem. Ich miny były bezcenne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ja w miejscach publicznych staram się wyjmować "zęby" dyskretnie (czasem nawet specjalnie uciekam do łazienki), ale pewnie niejednego przypadkowego świadka takiej operacji wprowadziłam już w konsternację ;)

      Usuń
  9. Hej! Jeżeli dobrze liczę,u mnie mineło z 10 lat od zdjecia aparatu. Stabilizator zakładałam sumiennie może przez rok, później rzadziej, aż w końcu wcale, bo niesety go zgubiłam. Podobno stabilizatory lubią się gubić, zatem uważaj!;) Za dolnymi jedynkami miałam drucik i był ze mną baaaardzo długo, chyba z 7 lat. Każdy dentysta, u którego pojawiałam się stwierdzał, że skoro nic się nie dzieje wokół tego druciku (chodziło im o próchnicę), nie ma potrzeby go ściągać. Z moich zębów jestem zadowolona, chociaż górne jedynki lekko pochyliły się w jedną stronę. Na szczęście reszta ładnie stoi na baczność. Generalnie porównując moje zęby przed i po stwierdzam, że moja ortodontka odwaliła kawał dobrej roboty. Moja przygoda z aparatem to także rozszerzanie górnego podniebienia, sztuczny ząb...jestem jej bardzo wdzięczna, bo w końcu mogę się szeroko uśmiechać!:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też słyszałam, że ten drucik nosi się dożywotnio, tzn. dopóki sam nie odpadnie. Moje znajome nadal go mają, a zdejmowały aparat pewnie z 7 lat temu.

      Usuń
  10. To i ja dorzucę coś od siebie. Obecnie mam 26 lat, a aparacik miałam założony gdzieś pod koniec 1 gimnazjum. Miałam ogólnie krzywe zęby, dużą przerwę między jedynkami a trójka zbyt wysoko z dziąsła mi wyrastała (taki kiełek). Aparat nosiłam jakieś 1,5 roku, co mnie strasznie zdziwiło, ale ortodontka się upierala że już można zdejmować. W 3 gimnazjum już na pewno go nie miałam, no i żałuję, że tak szybko został zdjęty.. ząbki były baardzo długo proste, dopiero na studiach czyli jakieś 5-6 lat później jedynki znowu zaczęły mi się rozjeżdżać ponownie tworząc przerwę, póki co nadal jest maleńka (jakieś 1,5mm) no ale jest. Obserwuję je i wiem, że jeśli będzie konieczność to założę drugi aparat. Coś mi świta, że po zdjęciu aparatu dostałam taką ruchomą płytkę do noszenia na noc (na pewno nie wyglądała jak obecny wasz stabilizator). Ponosiłam jeszcze z rok i tyle.. wtedy chyba jakoś inaczej się prostowało zęby niż teraz :( ogólnie jestem zadowolona z efektu, bo zęby nadal są proste, ale myślę, że mogłam dłużej ten aparat ponosić. Linii środka tez nie mam xD a wiem, że przed aparatem stałym nosiłam ruchomy na skorygowanie wady zgryzu, dopiero po jej skorygowaniu ortodontka zdecydowała założyć aparat stały. Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  11. Aparat nosiłam 3 lata - z przebojami. Zamki moich ząbków nie chciały się trzymać - odpadały i pękały. Wiec wizyty były u mnie częściej niż raz na miesiąc co wiązało się z większymi kosztami. Po zdjęciu aparatu płakałam w domu tak samo jak po jego założeniu- coś mi nie pasowało ! Jednak ząbki mam piękne :). Aparat retencyjny miałam wkładany na górną szczękę a na dół przyklejony drucik. Nakładkę na górną szczękę nosiłam przez 1.5 roku ściągając go tylko na czas posiłku. Potem przez około rok nosiłam go w ciągu dnia wtedy kiedy sobie przypomniałam lub wiedziałam że nie sprawi mi kłopotu oraz zawsze na całą noc. Od czasu zdjęcia mojego aparatu minęło już prawie 6 lat!. Bez retencyjnego nie potrafię zasnąć. Zdarza mi się smacznie zasnąć na kanapie w środku dnia jednak gdy się zorientuje że go nie mam, nie ma szans że znów usnę. ,,Drucik" zdemontowano mi około rok temu. Moja dentystka zwróciła mi uwagę że przez niego zbiera mi się za dużo kamienia. Z kolei przez błąd protetyczki xd dostałam razem z retainerem aparacik utrzymujący zgryz na dolnej szczęce (którego wtedy nie potrzebowałam) teraz noszę go 2-3 razy w tygodniu na noc dla bezpieczeństwa. Dodatkowo nakładka na górne zęby ma u mnie zbawienny wpływ na ,,zawiasy". Nacisk jest wtedy mniejszy a przy mojej podwichniętej szczęce (nastepstwo wyrwania jednej z 8-ek) i 1.5 rocznej terapii manualnej jest konieczne. POZDRAWIAM:] Ola Zygan

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jestem przed założeniem aparatu i się zastanawiam czy na górę założyć zwykły metalowy czy kosmetyczny? Nie miałaś takiego dylematu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam takiego dylematu, bo kosmetyczny był dla mnie po prostu za drogi (prawie 2 razy droższy od metalowego) :) Kosmetyczny jest mniej widoczny, ale ja, szczerze mówiąc, nie miałam jakiejś potrzeby ukrywania faktu, że noszę aparat, i żelastwo w buzi a la Brzydula Betty jakoś mi nie przeszkadzało. No ale ja jestem trochę dziwna ;)

      Usuń
    2. Ja mam metalowy aparat, do tego różowe pastelowe gumeczki i nie jest to bardzo widoczne, osoby które widzą mnie na co dzień mówią, że nie zwracają na to już uwagi, ostatnio przyjaciółka (opowiadałam jej coś o aparacie) powiedziała, że zapomniała, że mam w ogóle aparat :) Plus wolę aparat (nawet widoczny) niż krzywe zęby, choć u mnie to też była sprawa finansów-kosmetyczny był dla mnie z drogi :)

      Usuń
    3. Aga Miałam porcelanowy był droższy o 300 zł. Nie było go wcale widac. polecam Ola Zygan

      Usuń
  13. Tak ! Najpierw aparat, dopiero potem botoks ;) Nigdy odwrotnie ! Jaja sobie robię, ale serio przeczytałam to kiedyś w jakimś profesjonalnym periodyku. Zęby "robią" buzię. Ładne ząbki fajna sprawa. #Dziubek #mistrzkomplementów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no pewnie, teraz jeszcze tylko botoks, pompowanko ust, sztuczne rzęsy, żelowe szpony, doczepy włosów, powiększanie biustu i ewentualnie pośladków, i wreszcie będę wyglądać jak człowiek!

      Usuń
    2. Do kompletu musisz jeszcze odessać sobie skądś tłuszcz; )

      Usuń
    3. Kurde, tylko skąd?

      Usuń
  14. Też miałam aparat. :) Wszyscy dookoła mnie wydawali osiemnastkowe hajsy na prawo jazdy, ja własnie na aparat (prawa jazdy do tej pory nie mam ;)). Moje zęby przed erą zadrutowania nie były jakoś specjalnie powykrzywiane, nachodzące na siebie czy coś, ale za to były mocno wysunięte, tak "końsko". Aparat dostałam na górną i dolną szczękę, z górnej musiałam jeszcze usunąć zdrowiuśkie czwórki (przeboje z gojeniem dziur po czwórach zasługują na rozprawkę). Nosiłam go dwa lata z kawałkiem, a po zdjęciu obie szczęki zostały podklejone drutem. Nie do końca podoba mi się efekt, zęby u góry nieznacznie rozsunęły się tuż za podklejeniem (podklejone są do trójek, dalej między trójką i piątkę zrobiła się ok. milimetrowa szczelina). Generalnie młoda, głupia nie ogarniałam dobrze co i jak powinno być zrobione i trafiłam na kiepską ortodontkę. Teraz wiem że powinnam mieć "rozepchnięte" tylne zęby bardziej na boki (żeby uśmiech był pełny, taki "holiłódzki", bo teraz zęby widać tylko do trójek/piątek przy uśmiechu), nie dostałam też stabilizatora, nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje.
    Także trochę moja wina - zapomniałam że w dzisiejszych czasach trzeba się najpierw samemu dowiedzieć wszystkiego. No a trochę mam żal do ortodontki. Niemniej wyglądają lepiej niż przed aparatem. Poza tymi niewielkimi szczelinkami trzymają się na swoim miejscu. Efekt jednak nie zadowala w stu procentach, więc bardzo możliwe, że kiedyś założę jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauka idzie do przodu, teraz pewnie są lepsze metody leczenia i retencji niż 10-20 lat temu. Ponoć właśnie dawniej bardzo często praktykowało się usuwanie zębów przed założeniem aparatu, a teraz raczej się tego unika (chyba że naprawdę nie ma innego wyjścia). Teraz jest też trend, żeby zęby ustawiać nie całkiem prosto (pionowo), tylko tak trochę pod kątem, lekko skierowane do przodu, żeby uśmiech był szerszy i właśnie taki bardziej hollywoodzki (ja tak niestety nie mam, bo prostowałam tylko górę, a nie dało się tak zrobić bez "sformatowania" obu szczęk, więc mój uśmiech jest raczej "ciasny", tak jak Twój).

      Usuń
    2. Ja miałam usuwaną jedną 4-kę do aparatu bo nie miałam zupełnie miejsca. Mam znajomą której nie usunięto żadnego zęba- i uważam że to wielki błąd. Jak się patrzy na jej równy lecz zdecydowanie za szeroki uśmiech aż samemu ma się ochotę jej wyrwać minimum 2 zęby. Ola Zygan

      Usuń
    3. matuś.... mi usunęli 6 zębów. i teoretycznie powinnam jeszcze dwa zlikwidować ale ponieważ nie rozrabiają i nie psują tego co mi w szczęce poukładano to na razie ich nie ruszam.

      Usuń
  15. A ja właśnie zaczęłam nosić aparat - ten ściągany to jedzenia - i jest to dużo łatwiejsze niż się obawiałam. Owszem, zdejmowanie go do każdego posiłku, kontrolowanie czasu jedzenia plus to ciągłe mycie zębów i aparatu jest ciut uciążliwe, ale o dziwo przestawienie się na trzy posiłki dziennie bez konieczności przegryzania poszło gładko. Innymi słowy, czekam teraz na kryzys w tej gładkości ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. ja nosilam aparat jakies poltora roku albo dwa lata. nie pamiętam dokładnie. ale dla mnie to było super doświadczenie i było mi bardzo żal, że muszę go ściągnąć. uwielbiałam kontrole i wybieranie kolorów gumek <3 ja ściągałam aparat nieco wcześniej ze względu na to, że wyjeżdżałam za granicę i nie miałam możliwości, aby przyjeżdzać na kontrole co 6 tygodni. również nosiłam aparat tylko na górnej szczęce. dostałam stabilizator, a w zasadzie bardziej aparat ruchomy, ale noszę go tylko w nocy i póki co moja ortodontka nie zapowiada końca, gdyż ząbki mam uparte. Od spodu mam przyklejony drucik, podobno na 5 lat. ale zobaczymy. Przyzwyczaiłam się już do niego, choć z początku było ciężko... I przez 3 lata tylko raz mi pękł. Także moje doświadczenia ortodontyczne uznaję za bardzo pozytywne. :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja nosiłam aparat jako nastolatka, o ile dobrze pamiętam miałam 12-13 lat jak mi go zakładali, dziś mam 28 i moja buzia wciąż pamięta to metalowe uczucie ;) Jestem bardzo wdzięczna rodzicom, bo nawet nie zdążyłam mieć kompleksu krzywych zębów, a zdaje się, że były dość nieładnie krzywe. Wyrwali mi 4 zdrowe zęby, zostawili też miejsce na ósemki, które wyrosły po kilku latach od zdjęcia i delikatnie wysunęły dolną jedynkę, ale moja siostra, która jest dentystką, uważa, że to urocze i przez to widać, że to prawdziwe zęby a nie sztuczna szczęka :) więc nie mam z tym najmniejszych problemów. Koszmarne było za to noszenie tego aparaciku po zdjęciu drutów, nie wiem, czy w tamtych czasach nie było lepszych czy moja ortodontka o takowych nie wiedziała, ale ja miałam taki dosyć duży, który uniemożliwiał (normalne) mówienie, a na samym początku miałam go nosić cały czas, więc było to dość krępujące.

    Poza tym dla każdego kto się zastanawia dołączam się do apelujących: robić, to dobrze zainwestowane pieniądze! (wtedy rodzice mówili, że mogli kupić za to samochód, ale co tam po samochodzie, jak można mieć wdzięczność córki bez kompleksów!)

    OdpowiedzUsuń
  18. To teraz czas bym i ja podzieliła się moim doświadczeniem. Mój aparat górny zdjęłam miesiąc temu i faktycznie trochę tak dziwnie bez niego, zwłaszcza że nosiłam go ponad 4 lata. Moja pierwsza reakcja to " Boże jakie te moje zęby duże" Co do retencji to również mam nakładkę, którą powinnam nosić 20 godzin na dobę, ogólnie to tylko do jedzenia mam ściągać, z czasem ten czas noszenia ma się zmniejszać. Fakt, że noszenie nakładki bywa trochę uciążliwe, ktoś proponuje gumę do żucia, cukiereczka, czekoladkę, a tu zong nie możesz. Tak naprawdę to nawet przeważnie mi się nie chce, za dużo z tym zachodu :) Ogólnie mam bzika i pilnuję strasznie, aby szybko zjeść i założyć to cudeńko. Za dużo mnie kosztował ten czas z aparatem, dlatego nie chcę tego zmarnować, zwłaszcza, że efekt jest naprawdę fantastyczny. Oglądając zdjęcia z moimi starymi zębami nie do uwierzenia, że takie były :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja nosiłam na przełomie gimnazjum i liceum, z tym że u mnie była skomplikowana sprawa, bo miałam zamieniony zgryz i zamiast górne na dolne to mi zachodziły dolne na górne więc u mnie była cała zabawa z zewnętrzną "przyłbicą" i naciąganiem szczęki na właściwe miejsce - udało się (:
    Za to moja szczęka była bardzo uparta, zaraz po ściągnięciu nosiłam sumiennie ten stabilizator, ale dosyć szybko mi pękł, a nie uśmiechało mi się wydawanie kolejnych 200zł więc jedna trójka w górnej szczęce mi się delikatnie cofnęła, ale poza tym ogólnie wszystko jest proste i ładne (:
    A po ściągnięciu też patrzyłam w każde możliwe "lusterko" czyli cokolwiek co odbijało moje odbicie :D I pamiętam, że zaraz po ściągnięciu poszłam sobie kupić batona Kitkat bo w aparacie nie byłam w stanie go ugryźć i to była taaaka satysfakcja :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja nosilam aparat na początku liceum jakies dwa lata.hmm bylo to jakies 15 lat temu (to straszne :)) .mialam i diasteme i krzywy zgryz (zęby gorne nie stykaly sie z dolnymi )i powiem ci ze ja nir nosilam zadnego stabilizatora. Nic a nic.nawet nie pamiętam zeby mi lekarZ kazal nosic.po tym czasie jak zdjelam aparat moj zgryz nadal jest taki jak po naprawie ;)to pisalam ja baglady ( nie wiem czy dobre konto mam zalogowane )

    OdpowiedzUsuń
  21. Chcialam napisac, ze mialam aparat 10 lat temu, ale gdy policzylam dokladniej, to az 18 lat temu :) Nigdy nie mialam okropnie krzywych zebow ani zadnych kompleksow z tym zwiazanych i do noszenia zmusila mnie mama :) nosilam aparat tylko przez rok, a zeby wyprostowaly sie za tydzien (!) - kto nosil aparat wie, jaki to bol :S Pozniej jeszcze na noc przez rok zakladalam stabilizator. Musze przyznac, ze jedna dolna jedynka troche wyjechala do przodu, ale jest to zauwazalne tylko wtedy, jezeli ktos specjalnie zaglada mi do geby w poszukiwaniu krzywizny :)
    Czesto zastanawiam sie, czy jest lepiej, ze mialam aparat w dziecinstwie, czy lepiej bylo poczekac i zrobic swiadoma decyzje pozniej i nie mam dokladnej odpowiedzi. Oczywiscie, fajnie jest miec ten problem z glowy, ale dlatego, ze 18 lat temu dla wielu aparat to bylo wow, troche sie nacierpialam jako wrazliwe i wstydliwe dziecko, np. chowalam sie w ubikacji czyszczac zeby po posilku :) a najgorsza wpadka wydarzyla sie podczas deklamowania wiersza przed klasa, kiedy metal zaczepil sie za wewnatrz policzka i oblana rumiencem musialam publicznie grzebac sobie w ustach... No i ciagle informowanie ciekawskich, ze nie, nie moglam zdjac aparatu do zdjecia klasowego.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nosiłam aparat prawie całe swoje życie. Najpierw wyjmowany. Później w wieku 16 lat założyłam na stałe. Tylko góra bo ortodonta stwierdziła że dołu nie trzeba. Po ok roku stwierdziła że zdejmujemy. Byłam przeciwna bo efekt mnie nie zadowalal ale powiedziała że inaczej zeby sie pokrzywia:/. Posłuchałam jej! Dała mi wyjmowany retainer. Bardzo systematycznie wszystkiego przestrzegalam. Zeby sie nie pokrzywily ale nie byly do konca wyprostowane a patrzac ze wada nie byla duza to juz w ogole marny efekt :(:(
    Straciłam u niej mnóstwo pieniędzy moich rodzicow i czasu nas wszystkich. Teraz postanowiłam założyć znów aparat. Nota bene u tej samej ortodontki co Ty:D. Jestem pełna nadziei i póki co jest rewelacyjnie!!!

    OdpowiedzUsuń
  23. Super są te Wasze aparatowe opowieści! Oczywiście te pozytywne, bo czytając te z ortodontami - partaczami w roli głównej, trudno się nie wściec. Sama strasznie się stresowałam wyborem ortodonty i zwlekałam z rozpoczęciem leczenia, bo bałam się, że mogę trafić na jakiegoś patałacha. Miałam szczęście, bo koleżanka z pracy poleciła mi ortodontkę, u której sama się leczyła, a że koleżanka ma uśmiech jak z reklamy, a do tego jest osobą megawymagającą, wiedziałam, że się nie przejadę.

    Dlatego radzę wszystkim osobom, które planują zakładanie aparatu: zanim wybierzecie gabinet, popytajcie wśród znajomych, nie decydujcie się w ciemno! Wiadomo, że i tak nigdy nie ma 100% pewności, że wszystko przebiegnie bez problemów, ale rekomendacja kogoś zaufanego na pewno zmniejsza ryzyko.

    OdpowiedzUsuń
  24. Mój mąż miał aparat zakładany i prowadzony przez pewną krakowską ortodontkę znaną z bycia siostrą Joli. Teściowie wydali majątek, on się męczył kilka lat. Efekt? Ostatnio na wizycie u lekarza powiedziano mu, ze jedyną szansą na to, żeby nie stracił w przyszłości swoich zębów, jest operacja polegająca na złamaniu mu dolnej szczęki, wycięcia kawałków kości i ponownego złożenia jej. Oczywiście nie da się takiej operacji zrobić na NFZ, chyba nie muszę tego dodawać. U nas więc doświadczenia "aparatowe" traumatyczne :(

    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to znaczy "znana z bycia siostrą Joli"?

      Usuń
    2. Właśnie się zastanawiam, czy znam jakąś słynną Jolę. Chyba tylko Kwaśniewską i Rutowicz :|

      Usuń
    3. No to siostra tej pierwszej ma/ miała w Krk gabinet ortodontyczny.

      Usuń
    4. Owszem, taką operację da się zrobić na NFZ - wiem, bo sama miałam robiony dokładnie taki zabieg, w Poznaniu. Może w zależności od miasta/lekarza co innego się słyszy, w Poznaniu nie było z niczym najmniejszego problemu.

      Usuń
  25. A ja mam pytanie jak to u Was jest, gdy odpadnie Wam zamek? Bo mi odpadł 2 razy- raz nie płaciłam, ale ostatnio już tak-50 zł, choć nie był uszkodzony, po prostu się trochę odkleił, ale nadal był przyczepiony do zęba. Nie wiem czy to moja ortodontka tak naciąga na kasę (płacę 200 zł za wizytę) czy to jest normalne, bo wcześniej nie wspominała, że za każdy zamek, który odpadnie trzeba płacić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie przez 3 lata nie odpadł ani jeden zamek (mimo że jadłam wszystko, nawet jabłka), ale jeden (na jedynce) miałam przeklejany, bo po kilku miesiącach, kiedy zęby zaczęły się prostować, okazało się, że jednak jest minimalnie nierówno (ortodontka sama to zauważyła). Nic nie musiałam za to płacić.

      Usuń
  26. Dokladnie rozumiem co masz na mysli, moje zycie od roku wyglada tak samo. Roznica tylko polega na tym, ze ja nie nosze stabilizatora a aparat ktory nazywa sie invisiline (choc cala procedura z liczeniem godzin i zdjemowaniem wyglada tak samo :)) Trzymam kciuki za dalsza motywacje i gratuluje pieknego usmiechu!:)

    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  27. Cześć! Ja mam średnie doświadczenie z retainerem o którym piszesz, miałam taki sam i uzupełnie się to u mnie nie sprawdziło w nocy. Śpiący człowiek nie jest w stanie kontrolować tego czy ma zamknięta czy uchylona buzię. Próbowałam nawet podwiazywania chustka żuchwy ale nie było to idealne rozwiązanie, dolne zęby trochę zaczęły się rozjezdzac wiec teraz mam na noc zwykły aparat druciano-akrylowy. Trzyma się jak szalony;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co to za różnica, czy ktoś, śpiąc ze stabilizatorem, ma otwartą, czy zamkniętą buzię, bo nie rozumiem?

      Usuń
  28. A ja,majac 32 lata udalam sie do ortodontki,ktora powiedziala...że juz nie warto!
    staruszka Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No chyba żartujesz! :D Ja miałam dokładnie tyle samo, jak zakładałam. Fakt, większość pacjentów w poczekalni była ode mnie młodsza o jakieś 20 lat, ale kto by się tym przejmował ;)

      Usuń
    2. What!!??? Staruszko😊 szukaj szybko lepszego ortodonty!! Moj maz zalozyl aparat w wieku lat 44 i nikt nawet nie wspomnial nic o wieku.Nosil cudo przez ok.2,5 roku i teraz ma super zgryz!😁
      Takze nie poddawaj sie!
      Pozdrawiam
      Staruszka Dorota lat 31😊

      Usuń
    3. Joanno, właśnie wróciłam ze spotkania z 48-latką z aparatem :) Tak więc zdecydowanie powinnaś się wybrać do innego ortodonty :)

      Usuń
  29. Ryfko,nie zartuję! Za to gardze sobą,że uwierzyłam oszołomce.A może ona dostrzegła,że mam deficyt intelektualny?Tak,tak pewnie było.
    Ale co ja czuję teraz,gdy to wszystko czytam:(
    kretynek Joanna

    Bog zapłać za dobre słowo;)




    OdpowiedzUsuń
  30. Skąd takie piękne zdjęcia? Jest jakaś fotobudka w forum czy ktoś robł ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest fotobudka! 8 zł, a tyle radości :D A, i jakby co, to krzesełko w środku ma regulowaną wysokość (wystarczy nim pokręcić). Ja, jak widać, zorientowałam się dopiero po zrobieniu zdjęć.

      Usuń

Dzięki za komentarz :)
* Uwaga: Na blogu działa SPAMOWSTRZYMYWACZ. Spam = linki do sklepów, Allegro, zaproszenia do odwiedzenia bloga itp. (jeśli podpiszecie się "Krysia" i podlinkujecie swój nick do sklepu z dachówkami / kosmetykami / karmą dla kota, to nadal jest to spam).