14 września 2015

Denim do kwadratu

Chociaż uwielbiam jeździć na rowerze (o czym pisałam już tutaj), to muszę przyznać, że moja stylówka wyraźnie ucierpiała, odkąd zaczęłam regularnie pedałować do pracy. Niby jeździć można we wszystkim, ale, jako zagorzały pragmatyk, zdecydowanie wolę w wygodnym. Efekt jest taki, że prawie codziennie mam na sobie jakąś bluzę, dżinsy i sportowe buty. Czyżby to ten słynny normcore? Cóż, ja bym powiedziała, że po prostu nuda.

Dlatego cieszę się, kiedy w weekend mogę się trochę bardziej wypindrzyć. "Wypindrzyć", czyli w moim świecie: założyć sukienkę typu worek na ziemniaki i męskie buty. Mrrrau...

"Worek" to projekt polskiej marki A2, o istnieniu której dowiedziałam się z bloga Soie (oba adresy gorąco polecam) i w której (a szczególnie w kolekcji denimowej) zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Ciekawe modele, ubrania szyte w Polsce, a do tego ceny, które nie wywołują zawału (za moją sukienkę dałam, ze zniżką -15% za zapisanie się do newslettera, 169 zł). Jakby to powiedział Joey: What's not to like?

Na półbuty z dzisiejszego zestawu czaiłam się od jakiegoś roku. Skoro przez ten czas mi nie przeszło, to nie było wyjścia: musiałam je w końcu mieć. Był to kolejny ponadprzeciętnie udany zakup, bo nie dość, że idealnie wpisują się w moją kolekcję nieseksownego obuwia, to w dodatku pasują do większości tego, co mam w szafie. Dziś mogę powiedzieć, że czuję się całkowicie spełniona jako szafiarka.

Little blue dress
Little blue dress
Little blue dress
Little blue dress
Little blue dress
kapelusz - Bytom
sukienka - A2
rajstopy - Calzedonia
półbuty - Vagabond (model Amina)

6 września 2015

Dla chorych na dizajn: LoftHotel Przychodnia

Jak widać po tym, co się dzieje na blogu, Facebooku i Instagramie, urządzanie mieszkania to ostatnio mój ulubiony temat. Dzisiaj też będzie o wnętrzach, ale dla odmiany o cudzych. W zeszłym tygodniu moja firma wysłała mnie na dwudniowe szkolenie do Warszawy. Co prawda nie z designu, jednak muszę powiedzieć, że w mistrzowski sposób udało mi się połączyć business z pleasure, bo zarezerwowałam sobie nocleg w wyjątkowo odjechanym hotelu.

Przybytek nazywa się LoftHotel Przychodnia, zajmuje jedno piętro starej kamienicy (nie ma recepcji ani restauracji) i rzeczywiście w środku jest trochę jak w lofcie, a trochę jak w przychodni. Mamy tu więc loftowe przeboje w postaci wielkich, industrialnych lamp, łóżek z palet, stolików z drewnianych szpul, fabrycznych tablic informacyjno-ostrzegawczych czy metalowych skrzyń. Zamiast zwykłych drzwi do pokojów - drzwi od starych wind. Do tego betonowa podłoga, a na ścianach i sufitach widoczne rury i kable. Raj dla każdego hipstera! Już na tym etapie wystrój by mi się spodobał, ale właściciele poszli o krok dalej i elementy fabryczne wymieszali z elementami szpitalnymi. Na korytarzu stoi więc stojak na kroplówkę, w pokoju zamiast typowej toaletki - stolik z miskami na waciki albo jakieś medyczne przyrządy, a zamiast szafy - szklana szafka na lekarstwa (swoją drogą, szkoda, że w tej ostatniej był tylko koc, bo po wejściu do pokoju byłam taka podjarana, że przydałoby mi się coś na uspokojenie). Surową, fabryczną całość rozweselają wściekle żółte akcenty: żeberkowe kaloryfery, nowoczesne krzesła albo - jak w przypadku mojego pokoju - ścienna fontanna / zlew / chrzcielnica (?).

Za wystrój hotel dostaje ode mnie 9/10. Mimo że sama wolę trochę bardziej przytulne wnętrza, to jestem pod wrażeniem pomysłu na dekorację oraz jego realizacji. Wszystko jest dopracowane w najmniejszych szczegółach. Nic nie jest przypadkowe, nawet ręczniki i naczynia w kuchni pasują kolorystycznie do całości (kto jak kto, ale ja potrafię to docenić). Nie jestem wybrednym podróżnym i w zasadzie wszystko mi jedno, gdzie nocuję i jaki kolor mają ściany, bylebym tylko miała łóżko, własną łazienkę i wi-fi, ale muszę przyznać, że miło czasem przekimać w miejscu, które dostarcza takich estetycznych wrażeń.

Jeśli powyższy opis i poniższe zdjęcia zachęcają Was do wizyty w Przychodni, to mam jeszcze kilka informacji praktyczno-organizacyjnych. Po pierwsze, w hotelu nie ma recepcji i klucze odbiera się w hotelu siostrzanym, LoftHotel Sen Pszczoły, przy Pięknej 66a (też w kamienicy). Stamtąd do Przychodni (Piękna 21) idzie się jakieś 10 minut spacerem. To znaczy pod warunkiem, że jest się dobrze zorientowanym w terenie, bo w moim przypadku przeciągnęło się to do jakichś 25 minut. Piękna skończyła mi się bowiem na numerze 31 i trochę mi zajęło, zanim się skapnęłam, że trzeba przejść przez bramę budynku, a następnie duże skrzyżowanie, żeby odnaleźć jej dalszy ciąg. Jeśli nie lubicie małych, klaustrofobicznych PRL-owskich wind, to nie będziecie zachwyceni, bo taką właśnie windą wjeżdża się do obu hoteli. Mnie to akurat nie przeszkadza, ba, uważam, że zdezelowana winda idealnie pasuje to do klimatu całości, ale wiem, że są tacy, którzy rzucą okiem i wybiorą schody (3. piętro, powodzenia). Warto też przy rezerwacji zwrócić uwagę na to, że niektóre pokoje mają prywatną łazienkę... poza pokojem. To znaczy, łazienka jest tylko dla Was i nikt inny nie ma do niej dostępu, ale jednak trochę to kłopotliwe (policzyłam, że przy jednym wyjściu do łazienki trzeba otwierać i zamykać drzwi w sumie aż 8 razy - przerąbane, jeśli ktoś ma kłopoty z pęcherzem). A, i informacja dla wrażliwców: metalowe drzwi do pokojów niestety dobrze rezonują, więc każde przekręcanie zamka słychać w całym korytarzu oraz sąsiednich pokojach.

Z plusów, oprócz odjechanego wystroju, warto jeszcze wymienić dobrą lokalizację (tuż przy skrzyżowaniu z Marszałkowską), czystość (chciałabym mieć takie nieskazitelne szyby pod moim domowym prysznicem), dużą przestrzeń (mój dwuosobowy pokój miał chyba z 18 metrów kwadratowych) oraz otwartą kuchnię do dyspozycji gości. Fajne jest też to, że przy wymeldowaniu klucze wystarczy wrzucić do skrzynki na korytarzu (trochę się bałam, że będę je musiała z powrotem zanosić do Snu Pszczoły). Podsumowując: na krótki, kilkudniowy pobyt Przychodnia to moim zdaniem naprawdę ciekawa opcja. Szczególnie jeśli choruje się na dizajn.


LoftHotel Przychodnia, ul. Piękna 21, Warszawa


LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Hit mojego pokoju, czyli żółty zlew. Cudowny!
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Taką "toaletkę" mogłabym mieć.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Oczywiście, że łóżka musiały być z palet.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Kaloryfer - marzenie.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Jedna z licznych tablic w Przychodni. Ta akurat nad moim łóżkiem.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Stoliki w charakterze stolików są zdecydowanie passe.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Ależ mi się podoba to zestawienie kolorów!
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
W wielkim dwuosobowym pokoju czułabym się nieco osamotniona, na szczęście jeleń dotrzymywał mi towarzystwa.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Taki wieszak poproszę!
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Krzesła trochę jak ze starego kina.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Tyle że tutaj ustawione obok łóżka. Trochę perwersyjnie, ale to w końcu Warszawa.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Pod sufitem lampowy raj.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Światła, kamera, akcja!
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Koc w medycznej szafce. W razie potrzeby zbić, tfu, otworzyć szybkę.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Wielgachny i jak dla mnie zupełnie zbędny telewizor (chyba jeszcze w żadnym hotelu nie zdarzyło mi się oglądać telewizji).
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Incepcja: zdjęcie pokoju, na którym widać laptopa ze zdjęciami pokoju.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Patchworkowy dywan z kawałków skóry.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Reflektory, aparaty, sztuczny uśmiech, czyli Ryfka - gwiazda. LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Siostro, korektor!
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Strasznie spodobały mi się te gigantyczne numery pokojów. Ja nocowałam pod czwórką. Prywatną łazienkę miałam naprzeciwko.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Na podłodze przed drzwiami do każdego pokoju namalowane są symbole udogodnień.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Wejście do mojej łazienki.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
I łazienka.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Industrial na całego: lampa z bębna od pralki i ściana z drzwi od windy.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Część wspólna, czyli korytarzo-poczekalnio-kuchnia.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Skrzynie wojskowe (?) zamiast stolików - bardzo fajny pomysł do mieszkania (w środku można schować rzadziej używane graty).
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Myślałam, że  stoły - szpule już mi się znudziły, ale to chyba jeszcze nie ten moment.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Szkielet łodzi zawieszony pod sufitem. Bo dlaczego nie?
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Fajowa skrzynka. Brałabym na balkon.
LoftHotel Przychodnia, Warsaw
Oldskulowe korki i chyba mój ulubiony element wystroju Przychodni: stojak na kroplówkę.