wtorek, 15 kwietnia 2014

Dobry skręt, czyli mój sposób na oporne włosy

Tego posta powinnam chyba zacząć od "Cześć, kochane!", bo dzisiaj zamieniam się w blogerkę urodową. A dokładnie włosową. Po wielu latach w końcu udało mi się znaleźć sposób na moje wyjątkowo niechętne do współpracy włosy i teraz wreszcie mogę powiedzieć, że jestem w miarę zadowolona z tego, co się dzieje na mojej głowie. Reszcie świata też się chyba podoba, bo na blogu, Fejsie, a nawet w tak zwanym prawdziwym życiu regularnie dostaję pytania dotyczące koloryzacji oraz układania moich "boskich" (no co, to cytat) fal. Dlatego postanowiłam zebrać do kupy całą moją tajemną wiedzę i podzielić się z Wami kosmetykami, gadżetami oraz trikami, które stosuję codziennie (lub prawie codziennie) i które bardzo ułatwiają mi życie. Wszystko 100% Ryfka Tested & Approved.

Na początek krótka charakterystyka głównego bohatera. Moje włosy w stanie surowym to proste, przyklapnięte, smętne strąki, które są wyjątkowo niepodatne na układanie, a do tego szybko się przetłuszczają. Głównym celem większości moich zabiegów jest uzyskanie efektu zwiększonej objętości, lekkiego potargania i naturalnego pofalowania. Krótko mówiąc, na głowie ma się coś dziać, to coś musi być szybkie do zrobienia, no i musi się trzymać przez cały dzień. Na szczęście da się!
gadzety


1. CIĘCIE + KOLOR

Sprawa podstawowa to dobry fryzjer. Jeśli już takiego znajdziecie, trzymajcie się go i nie puszczajcie. Ja odkąd trafiłam do krakowskiego Salonu Roman (o czym pisałam 3 lata temu), nie chodzę nigdzie indziej. Uprzedzając komentarze: owszem, pierwszą wizytę Roman mi zafundował, ale byłam tak zadowolona z efektu, że od tamtej pory odwiedzam go regularnie już jako zwykła klientka (chociaż "zwykła" w przypadku Romana nie jest najwłaściwszym określeniem, bo z moich obserwacji wynika, że tam wszystkie klientki - nie tylko sławne blogerki - są traktowane po królewsku).

U Romana zawsze zamawiam "Ryfkowy pakiet standardowy", czyli cieniowanie plus balejaż kalifornijski. Dzięki cieniowaniu moje włosy są lżejsze, bardziej "trójwymiarowe" i nieporównanie lepiej się układają. Z kolei balejaż kalifornijski to coś w rodzaju ombre, ale nie takie typowe, bo zamiast efektu "zamoczyłam włosy w wybielaczu" mamy efekt "surfowałam całe lato w L.A." Przejście od naturalnego koloru do jaśniejszych końcówek jest bardzo łagodne i w połączeniu z rozjaśnionymi pasmami przy twarzy sprawia, że wszystko wygląda meganaturalnie, a fryzura zyskuje głębię. Genialną sprawą jest to, że przy tej opcji farbowania włosy wyglądają dobrze, nawet kiedy już sporo odrosną. Mnie nawet po 9 miesiącach od ostatniej wizyty zdarzyło się słyszeć (lub czytać) komplementy i pytania, czy byłam niedawno u fryzjera. Jeśli to nie jest najlepsza rekomendacja, to ja nie wiem.

Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć efekty mojej sobotniej (tym razem również gratisowej) wizyty. Cięcie i koloryzacja (metodą "na powietrzu", czyli z wykorzystaniem... waty) - Salon Roman. Stylizacja (metodą "na lenia", opisaną w punktach 4-5-6 poniżej) - Ryfka.

Na koniec dobra wiadomość dla wszystkich, którzy chcieliby się oddać w sprawne ręce ekipy Romana: teraz na hasło Szafa Sztywniary dostaniecie -10% rabatu. I najlepsze: zniżka jest ważna bezterminowo!


2. TURBAN TURBIE TWIST

Turbie Twist to nic innego jak kaptur do zawijania mokrych włosów z doszytą elastyczną pętelką, w którą wsadza się jego skręcony koniec. Jaką ma przewagę nad zwykłym ręcznikiem? Przede wszystkim taką, że dzięki pętelce turban mocno się trzyma i nie rozwala przy schylaniu, skakaniu czy bieganiu po domu w porannej panice. Poza tym jest o wiele lżejszy niż zwykły ręcznik i lepiej chłonie wodę, co znacznie skraca późniejszą zabawę z suszarką. Używam go codziennie od prawie roku i nie ma opcji, żebym teraz wróciła do zwykłego ręcznika.

Mojego Turbie Twista dostałam w prezencie od koleżanki (w zestawie z czepkiem kąpielowym), ale wiem, że są dostępne np. na Allegro. Ponoć podobne turbany można też kupić w Avonie, Oriflame, a nawet na bazarach, jednak słyszałam, że nie wszystkie są tak chłonne jak pierwowzór. Zainteresowanym polecam recenzję nissiax83.


3. SZCZOTKA TANGLE TEEZER

Tą czarodziejską szczotką (ponoć wzorowaną na szczotkach dla koni) zachwyca się cały kosmetyczny YouTube. I zachwyca się jak najbardziej słusznie, bo Tangle Teezer naprawdę szybciej rozczesuje włosy i robi to bez ciągnięcia i szarpania. Nie czeszę włosów codziennie, bo lubię, jak są lekko potargane, ale tak co drugi dzień muszę je przeczesać przynajmniej od spodu, bo inaczej nad karkiem robi mi się kołtun gigant. Wcześniej dostawałam przy tym białej gorączki, teraz trwa to jakieś 2 minuty. 

Zastanawiałam się, na czym polega sekret tego wynalazku, no bo, kurde, to w końcu zwykły kawałek plastiku. Na moje oko chodzi o to, że ułożone rzędowo ząbki (1-centymetrowe na przemian z 0,5-centymetrowymi) są krótsze i rozstawione szerzej niż w normalnych szczotkach, dzięki czemu nie wchodzą zbyt głęboko i nie ciągną dużo włosów naraz. Po prostu najpierw rozczesują włosy z wierzchu i przy każdym następnym pociągnięciu zgarniają kolejną warstwę.

Przez ponad rok używałam wersji klasycznej, ale niedawno ukradł mi ją Dzióbek, bo okazało się, że "końska szczotka" idealnie sprawdza się do zaczesywania do góry męskiej grzywy. Teraz mam wersję Salon Elite, która jest smuklejsza i zdecydowanie lepiej leży w dłoni. Tangle Teezer ma swoją polską stronę, ale ja oba egzemplarze kupiłam na Allegro (bo taniej). Polecam recenzję nieesia25, która przekonała mnie do zakupu. 



4. PROSZEK GOT2B POWDER'FUL

Proszek dodający objętości to najlepsze, co mogło się przytrafić moim przyklapniętym włosom. Spotkałam się kiedyś z określeniem "kokaina do włosów", co w moim przypadku pasuje idealnie, bo całkowicie się od tego białego proszku uzależniłam i bez porannej działki nie jestem w stanie normalnie funkcjonować.

Sposób użycia jest banalny: wystarczy rozetrzeć odrobinę w dłoniach i wetrzeć u nasady włosów (najlepiej świeżo umytych!) po obu stronach przedziałka. Ten filmik pokazuje, jak to zrobić. Ja używam więcej proszku niż pan stylista i wysypuję go na palce, a nie na poduszkę dłoni, bo moim zdaniem to bez sensu, skoro i tak wciera się go palcami, a nie całą dłonią (co za marnotrawstwo kokainy!). Oczywiście im krótsza fryzura, tym większe uniesienie. Przy mojej długości nie ma szans na szopę a la Tina Turner, ale włosy o wiele dłużej pozostają świeże i nie wyglądają - jak to kiedyś obrazowo określiła moja koleżanka - "jakby mnie krowa liznęła".

Schwarzkopf produkuje też proszek Taft, który moim zdaniem jest dokładnie tym samym produktem, tyle że w innym opakowaniu. Kupuję je na zmianę, w zależności od tego, który akurat jest na promocji w Rossmannie albo Super-Pharmie.


5. PASTA MATUJĄCA GOT2B BEACH BOY

To drugi produkt, bez którego nie ruszam się z domu. Matuje jak szatan! Ilość mniej więcej wielkości orzecha laskowego (takiego w skorupce) rozcieram w dłoniach jak krem, a potem wgniatam we włosy jak piankę, zaczynając od dołu i dochodząc mniej więcej do połowy długości. Zajmuje to pół minuty, a robi na włosach pozytywne zamieszanie, czyli zwiększa objętość i tworzy coś na kształt potarganych fal (im bardziej włosy są ścieniowane, tym lepszy efekt). Ogromnym plusem jest to, że po zastosowaniu tego specyfiku włosy się nie elektryzują, co wcześniej było moją największą zmorą, zwłaszcza zimą. Jeśli tak napastowane włosy potraktuję lokówką, fale utrzymują mi się przez cały dzień (!), co jest totalną rewolucją, bo wcześniej nic nie trzymało mi się dłużej niż godzinę. Pasty (i proszku) używam, nawet jeśli związuję włosy w kok, bo dzięki zmatoweniu wszystko o wiele lepiej się trzyma, nie wyślizguje i nie rozpada.


6. LOKÓWKA

Lokówkę mam od dawna, ale dopiero rok temu nauczyłam się, jak robić luźne, naturalnie wyglądające fale. Jak zwykle niezawodny okazał się YouTube, a dokładnie Azjatycki Cukier i jej filmik instruktażowy. W skrócie chodzi o to, żeby lokówkę trzymać uchwytem do góry i nie używać tej klamry zaciskowej (bo wtedy robią się na włosach brzydkie zagięcia). Azjatycki Cukier trzyma tę klamrę cały czas otwartą, ja natomiast po prostu nawijam włosy na zamkniętą lokówkę.

Jako leń patentowany nie używam wcześniej żadnych środków chroniących włosy przed wysoką temperaturą. Wcieram proszek, wgniatam pastę (to kluczowa sprawa - bez niej fale zaraz by mi się rozpadły) i jadę z koksem. Jako leń nie kręcę też wszystkich włosów (musiałabym chyba wstawać o 5.00), tylko po 2-3 pasma po każdej stronie twarzy. Resztę załatwia sama pasta matująca. Pofalowane włosy przeczesuję delikatnie szczotką, żeby je trochę rozluźnić (i uniknąć efektu idealnych, komunijnych loków) i gotowe. Zajmuje to góra 5 minut, a fale trzymają mi się nie tylko przez cały dzień, ale do następnego rana. Jeśli mam imprezę i wiem, że będę dużo podskakiwać, na koniec utrwalam wszystko lakierem, ale to zdarza mi się naprawdę tylko od wielkiego dzwonu.

Jeśli chodzi o samą lokówkę, to używam starego modelu Vidal Sassoon. Ogólnie jestem z niej zadowolona, bo błyskawicznie się nagrzewa, ale teraz wybrałabym chyba coś z grubszym walcem (mój ma średnicę 19 mm).

***

I to by było na tyle. Mam nadzieję, że ten wpis przynajmniej dla kilku z Was okaże się pomocny. Oczywiście nieustająco jestem zainteresowana wszystkim, co zwiększa objętość, unosi i faluje włosy, więc jeśli macie swoje sprawdzone sposoby albo znacie jakieś fajne wynalazki, które robią robotę (suszarka z dyfuzorem? termoloki?), koniecznie dajcie znać.


blog3

94 komentarze:

  1. Bardzo przyjemny post i wszystko wydaje się w nim takie proste! :D Choć kompletnie nie do moich włosów, bo z tą spuszoną burzą pseudoloków nie poradzę sobie w taki sposób. Ale chyba skłoniłaś mnie do przynajmniej zaplanowania kupienia turbie twista :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja trochę na odwrót, niż prosisz: zdecydowanie NIE polecam sprayu z solą morską Tony&Guy. Tani nie jest, a nie robi na włosach KOMPLETNIE NIC z tego, co obiecuje - zamiast surferskich plażowych fal są nieestetyczne, posklejane strąki, uniesienie co prawda jest, ale nic spektakularnego + w połączeniu ze strąkami daje okropny efekt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam to (gdzieś jeszcze stoi niedokończona butelka) i nawet przez chwilę byłam zadowolona, ale jednak to nie to. Efekt jest widoczny tylko zaraz po nałożeniu, a potem, niestety, powrót strąków :/ Możliwe, że to działa tylko na włosach, które same z siebie naturalnie się falują. Bo na prostych na pewno nie.

      Usuń
    2. Potwierdzam, na moje naturalnie układające się włosy działa b. fajnie. Daje efekt, jaki mam na wakacjach nad morzem. Przede wszystkim usztywnia włosy i utrzymuje skręt. Nie warto jednak z nim przesadzać

      Usuń
    3. Na mnie też działa super. Ale ja mam naturalnie włosy a'la Chopin u szczytu kariery, więc ten produkt pomaga mi je ogarnąć. Tani nie jest, ale polecam czatować na promocje ;)

      Usuń
  3. Koniecznie spróbuj spray z Toni&Guy z solą morską! w Rosmanie jest mała buteleczka za 12.99 zł, dzięki spryskaniu i ugniataniu tworzą się takie naturalne fale, jak z oceanu :D Odkryłam rok temu najlepszy szampon do włosów, który natychmiast produkuje nowe włosy i jeszcze bardziej zagęszcza - Garnier Neril Haar-Reaktiv

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiele lat temu uzywalam toniku przeciw wypadaniu wlosow Neril (dzialanie nieszczegolne ale mial fajny zapach:D) i szamponu - niestety nie bylo zadnej poprawy. z szamponow przeciwdzialajacych wypadaniu wlosow polecam z reka na sercu Vichy Dercos z aminexilem - robi wlosom dobrze! zdecydowanie zwieksza ich objetosc, wlosy lepiej sie ukladaja, sa miekkie w dotyku i latwo sie rozczesuja. szampon do tanich nie nalezy, ale zachecam do sprobowania - mozna dostac probke w aptece albo kupic na allegro

      Usuń
  4. Uwielbiam Twój sposób bycia, jeśli można to tak nazwać <3 Twoje posty (tu, na fb- nieważne) zawsze sprawiają, że się uśmiecham do monitora :D Twoje historie nie raz doprowadziły mnie do śmiechu. Uważam, że powinnaś ruszyć z nowym cyklem- Ty i Twoje życie codzienne! Powinien być prowadzony razem z Dzióbkiem :D Pokaż Go kiedyś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cykl "ja i moje życie codzienne" przecież już jest. Cały mój Fejsbuk to nic innego ;)

      Usuń
  5. mam dokładnie taki sam problem, wlosy proste, przyklapniete, a fale utrzymują się no z pól h to jest max. Z chęcią wypróbuje i pastę i proszek :) Dobry wpis, bardzo nawet :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A tak btw- wiem, że to trochę głupie, ale może napisałabyś kiedyś posta typu "fakty o mnie"?
    Na pewno wiele czytelników chciałoby dowiedzieć się czegoś więcej o najciekawszej polskiej blogerce! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, praktycznie w każdym wpisie na blogu i Fejsie zamieszczam jakieś "fakty o mnie". Na blogu jest też zakładka "O mnie". Naprawdę nie wiem, co jeszcze mogłabym dodać :)

      Usuń
  7. Czy u Romana nałożono ci na watę tylko rozjaśniacz czy też zrobiono więcej odcieni?
    Efekt końcowy jest rewelacyjny!
    Może u nich wyleczę się z traumy po dotychczasowych nieudanych balejażach...
    Pozdrawiam:)
    iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam nałożony sam rozjaśniacz, ale potem, przy zmywaniu był nakładany jeszcze jakiś jeden odcień, żeby "złamać" to rozjaśnienie.

      Mnie ogólnie nigdy nie podobały się żadne balejaże. Efekt pasemek w różnych kolorach wygląda moim zdaniem koszmarnie. Ale to, co robią w Romanie, to zupełnie inna bajka :)

      Usuń
  8. Zastanawiam się, czy przypadkiem nie połączyć przyjemnego z pożytecznym i nie kopnąć się do Krakowa na spotkanie z Romanem, bo jak do tej pory nie znalazłam jeszcze dobrego fryzjera, a każda wizyta to trauma.. A co do długości postu, to przy moich to pestka;)

    OdpowiedzUsuń
  9. przez przypadek tutaj trafiłam i dałaś mi wiele cennych wskazówek, też mam problem włosów, które tracą objętość 5 min po skończeniu robienia fryzury, a używanie lakieru codziennie jakoś mnie przerażało (wiadomo jak niszczy włosy), więc chętnie skorzystam z twoich rad :) dzięki

    OdpowiedzUsuń
  10. Od zawsze mam falowane włosy (czyt. od zawsze też chciałam mieć proste, jak drut - z serii: kobieca logika), które dodatkowo są delikatne i ciężko sobie z nimi poradzić. Muszę bardzo starannie wybierać produkty, którymi mogłabym je uraczyć, bo łatwo je obciążyć, czego, jako że je kocham nad życie, robić im nie chcę.
    Nie będę się tu rozpisywać o serii nieudanych i nietrafionych ejwonowych, oriflejmowych, czy innych inwestycji.
    Wspomnę tylko o najnowszym nabytku . Jest to sól morska do stylizacji [by Toni & Guy]. Wącham wszystko w koło i to pewnie dlatego się na niego zdecydowałam, bez wahania. On pachnie wakacjami, wolnością i beztroską. Nie obciąża włosów. Nie powoduje, że błyszczą za bardzo. Są idealne. Takie lekkie, zwiewne. i ten artystyczny nieład. No cudo.
    Idąc sobie przez miasto, z takimi włosami, idę jak Anja Rubik po wybiegu. A co mi tam! [To ja już wiem, dlaczego Jestem Kasia popatrzyła na mnie na ulicy...Chodziło o włosy, na bank.] Jak ktoś nie lubi czuć się, jak Anja Rubik, to śmiało może poczuć się, ot, jak dziewczyna surfera.
    Polecam. Trochę mało wydajny i trochę drogi, ale przecież istnieje coś tak cudownego jak...promki.

    Kurczę, niesamowite rzeczy. Szczerze mówiąc, mało mnie interesują takie tematy (dżender mode: on). To moje nagłe zainteresowanie tłumaczę głodem Ryfkowych tekstów. Tak, tak. Nawet jak napiszesz tekst o uprawianiu storczyków, to go przeczytam.

    PS nie mam nic do storczyków.
    PPS nie polecam sprawdzać, czy to rzeczywiście sól morska. Włosy naprawdę są słone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam tę sól, ale niestety, na proste włosy tak fajnie nie działa.

      Co do tematyki, to czytanie o mazidłach, malowidłach, świeczkach zapachowych i tym podobnych sprawach zazwyczaj strasznie mnie nudzi. Chyba że chodzi o jakieś sprawdzone specyfiki, które mogą pomóc mi pokonać konkretny problem albo coś ułatwić/usprawnić. Tak więc raczej nie będzie tu postów typu "jakie cienie w tym sezonie proponuje marka X", ale na pewno jeszcze napiszę o kilku produktach, których od dawna używam i które polecam wszystkim swoim koleżankom :)

      Usuń
    2. W takim razie, o jedną dziewczynę surfera (w Krakowie) mniej. :D

      Potwierdzone info : z włosami prostymi radzi sobie słabo, żeby nie powiedzieć, że w ogóle . Czyli na proste włosy działa wyłącznie zapachowo. Trochę fajnie, a trochę nie. Bo co komu z zapachu morza, skoro włosy wyglądają, jak "smętne strąki"? :(

      To ja już nie chcę mieć prostych włosów. Bo z tych fal i obłędnie pachnącej beztroski na mojej głowie, nie byłabym w stanie zrezygnować.

      Usuń
  11. a czy do Romana chodzisz zawsze do tej samej osoby? Jeśli tak to proszę zdradź nazwisko :-) bo efekt jest na prawde super!

    Jeśli chodzi o zawijane ręczniki, to ja swój kupiłam w sklepie "Wszystko po 2 zł" na Grodzkiej w Krakowie :) kosztawał jakieś 6 zł, wykonany jest z mikrofirby i do tego jest różowy ;-) chyba więcej nie muszę dodawać

    co do moich falowanych patentów, fajnie sprawdza się zawijanie włosów w koczka/ślimaka na noc na czubku głowy. Na drugi dzień fale są ładnie podkreślone i jakby mocniejsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "kupiłam go w sklepie wszystko po dwa złote za jakieś 6 złotych" <3 <3 <3

      Usuń
    2. Wcześniej zawsze chodziłam do pani Ani Antos (zwanej Andżelą :), ale niestety, od jakiegoś czasu nie mieszka już w Polsce. Tym razem moimi włosami zajmowały się pani Karolina (balejaż) i pani Magda (strzyżenie). Polecam serdecznie. Obie panie przemiłe, potrafią doradzić i - co ważne - słuchają. Chociaż u Romana to chyba norma, więc myślę, że na kogo nie trafisz, będziesz zadowolona :)

      Usuń
  12. Prawdziwą rewolucją (na razie na francuskim rynku) jest Bang :) Co to jest?
    Jedno z wielu przełomowych "hair toys" stworzonych przez Stephana Amaru, prawdziwego wizjonera fryzjerstwa, założyciela Didact Hair Building (najbardziej innowacyjnego salonu we Francji 2013). Zresztą zobaczcie sami:
    video - https://www.youtube.com/watch?v=8_yobzsvF0E
    foto - http://www.youmakefashion.fr/2013/04/passe-moi-le-bang.html
    Jak dla mnie to jest czad :)






    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie to cudo można kupic????

      Usuń
    2. http://www.didact-hair-building.com/

      Usuń
    3. Czyli w Paryżu? Bo to strona salonu, nie sklep internetowy ;-)

      Usuń
    4. Nie taka znowu to nowość... http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=44597

      Usuń
  13. Ooo, jeśli te specyfiki kosztują odrobinę poniżej fortuny, to sama wymaszeruję po nie do Rossmana, bo mam identyczne włosy, jak Ty, tylko farbowane na czarno i dwa razy dłuższe, i całe życie walczę o to, żeby ich było chociaż trochę więcej i chociaż trochę dalej od głowy... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszek kosztuje chyba coś koło 18 zł, a pasta jakieś 24 zł, tak więc nie jest źle ;)

      Usuń
  14. skoro nawet Ryfka poleca słynną szczotkę dla koni, to coś w tym musi jednak być... :)

    OdpowiedzUsuń
  15. ŚWIETNY POST, REWELACYJNA WYDAJE MI SIĘ PASTA. Masz cudne włosy, takie gęste i zadbane. moje sa ostatnio bardzo cienki i nie wiem już jak je optycznie powiększyć :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Chciałam Ci tylko powiedzieć droga Ryfko, że jesteś szatanem i w ogóle... w czasie godzin pracy po drodze z poczty kupiłam puder i pastę...

    OdpowiedzUsuń
  17. wyjeżdżam na dwa tygodnie i chcę, aby moje długie włosy dawały czadu i przez Ciebie lecę po zakupy. a paście nigdy nie słyszałam, a ten puder wzbudzał we mnie mieszane uczucia. ale teraz biorę :)

    OdpowiedzUsuń
  18. o to mamy podobne włosy :) ja polecam sposób kręcenia/potargania włosów na opaskę (można to znaleźć u Azjatyckiego cukru)

    OdpowiedzUsuń
  19. Po przeczytaniu Twojego posta pomaszerowałam do Rossmanna po magiczny proszek :D
    Potwierdzam, że daje opisany efekt, ale w przypadku moich włosów nie utrzymuje się on długo (1-2 godziny; chyba, że nie załapałam instrukcji obsługi ale nie sądzę), a mam fryzurę 'na boba' i dość grube włosy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, z kosmetykami jest tak, że nie u wszystkich działają tak samo. U mnie też nie ma jakiegoś kolosalnego efektu uniesienia, ale różnica w porównaniu z tym, jak moje włosy wyglądają bez proszku (są przylizane, rozdzielają się na brzydkie pasma i szybko sprawiają wrażenie nieświeżych) jest ogromna.

      Usuń
  20. Moje włosy niestety przez cały czas wyglądają, jak to trafnie nazwałaś "jakby mnie krowa liznęła", ale widzę, że jest dla nich jeszcze jakaś nadzieja. Chyba się skuszę na ten proszek i szczotkę Tangle Teezer.
    Btw nie miałam pojęcia, że to, co próbuję osiągnąć na swoich włosach za pomocą rozjaśniaczy ma specjalną nazwę :O

    OdpowiedzUsuń
  21. Nominowałam Twój blog do nagrody Liebster Award :) Szczegóły na moim blogu. Jeśli nie masz ochoty się w to bawić, to po prostu zignoruj.

    OdpowiedzUsuń
  22. Szczotka tangle teezer jest faktycznie czarodziejska. Z jej magii korzystam już ok. pół roku: włosy nie elektryzują się a wręcz stają się zdyscyplinowane i chętniejsze do współpracy. Mam gęste włosy i niby powinnam się cieszyć ale ... no właśnie puszą się i niby chcą się kręcić ale niekoniecznie i nieraz mam problem by je ujarzmić - co rano jest niezwykle trudne. Pomocna dla mnie okazała się technika tzn. szczotka z dyfuzorem (w mokre włosy wgniatam specyfik do stylizacji włosów kręconych, głowa w dół i do dzieła) - efekt fajny i długotrwały. Lotopir

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, że niby TT nie elektryzuje włosów, chociaż ja niczego takiego nie zauważyłam. Ale akurat ten aspekt nie ma dla mnie większego znaczenia, bo elektryzowaniu skutecznie zapobiega moja pasta matująca :)

      Usuń
    2. W przypadku moich włosów szczotka TT działa anty elektryzująco i za to ją kocham !!!! : ). Pastę też wypróbuję a co: okiełznaczy włosów nigdy dość. Serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  23. ja ci jeszcze polecam suchy szampon batiste-mozna kupic w hebe :) on ma dzialanie podobne do tego proszku . ja go uzywam jak mi sie mocno nie chce myc wlosow a jeszcze nie wygladaja strasznie tragicznie. ale czytalam u ktorejs wlosomaniaczki ze uzywa go tez na swiezo umyte wlosy aby wlasnie je troche podniesc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety muszę myć włosy codziennie :/ Kiedyś testowałam jakiś suchy szampon (chyba nie Batiste) na dwudniowych włosach, ale nie byłam zadowolona z efektów. Może jeszcze zrobię drugie podejście, tym razem na świeżo umytych.

      Usuń
    2. ja serdecznie polecam te szampony właśnie jako stylizator :) a wersja xxl (różowa) to już w ogóle cudo anty przylizowe

      Usuń
  24. super artykul bardzo dziekuje lece po proszek do rossmana

    OdpowiedzUsuń
  25. No ja też zakupiłam szczotkę Tangle Teezer po Twoim poście na fb (kiedyś też polecała mi ją koleżanka, ale zapomniałam, jak to się nazywa) i jestem mega zadowolona, a moje włosy uwielbiają supłanie się i kołtunienie... No i tym razem skuszę się na turban w wersji pro ;) A takie pytanko, czy bez tych specyfików Twoje loki wytrzymywały chociaż kilka godzin? Moje włosy są totalnie niepodatne na próby ich sfalowania, nawet moja fryzjerka twierdzi, że jestem przypadkiem beznadziejnym... Ale jeśli Twoje włosy to podobny typek (czyli bez niczego loki max pół godziny), to może udam się również po rzeczone kosmetyki :) Pozdrawiam i dzięki za wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Włosy mam TOTALNIE niepodatne na układanie i tak jak napisałam wyżej, zanim odkryłam tę pastę, loki rozwalały mi się błyskawicznie. Fryzjer mógł się męczyć nad moimi włosami godzinę, a już po powrocie do domu były praktycznie proste. Wałki albo lokówka + lakier też niewiele dawały. Dopiero kombinacja pasta + lokówka okazała się wybawieniem :)

      Usuń
    2. Ryfka, dałaś mym włosom nową nadzieję :D jutro aż się za mną zakurzy w drodze do rossmanna!

      Usuń
  26. Też mam TT i uwielbiam tę szczotkę! a Twoje rady na bank mi się przydadzą - w dzień wolny wypróbuję;-))))

    OdpowiedzUsuń
  27. Ryfko, w większości Twoje stylizacje do mnie nie przemawiają, a teraz widzę, że w kwestii pielęgnacji włosów też się różnimy :) TT kupiony jakieś dwa lata temu został użyty kilka razy i leży w kącie jako rzecz nieszkodliwa i niepomocna, proszek Taft przysporzył mi traumy - włosy stały się tępe, zbiły się w kołtun, trudno je było domyć itp. A mimo wszystko zaglądanie do Ciebie i czytanie nowego posta to dla mnie wielka przyjemność, nieistotne, czy zachwalasz emu, czy plastikową szczotkę dla koni. Masz wspaniałą osobowość i tylko to się liczy, a nie żadne "podobanamsie" albo "namwszystkimsłuży".

    PS ale z tym nieczesaniem włosów codziennie to taki żart, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdecydowanie jeden z najmilszych niezgadzających się ze mną komentarzy, jakie czytałam :D Dzięki wielkie za miłe słowa!

      A z nieczesaniem to nie żart. Rozczesane włosy są prostsze i przylizane, a mnie chodzi o dokładnie odwrotny efekt. Raz na kilka dni oczywiście muszę je gruntownie rozczesać, żeby mi się nie zrobiły dredy, ale nie robię tego codziennie.

      Usuń
    2. To ja nie rozumiem - nie czeszesz codziennie, ale codziennie myjesz? Nie masz po umyciu skłębionej waty na głowie? Bo ja próbowałam wcielić w życie włosomaniackie porady "rozczesz po wysuszeniu" i wysuszyłam skołtuniony kołtun ale włosy po takim eksperymencie były ohydne. Musi być jakieś wyjaśnienie tej zagadki, proszę napisz bo nie usnę :-)
      Magda

      Usuń
    3. To może odsprzedasz szczotę, skoro jej nie używasz? :)

      Usuń
    4. Magda: Dokładnie tak. Myję codziennie, ale nie czeszę codziennie :) A kiedy już czeszę, to tylko na mokro - jest to o wiele łatwiejsze.

      Usuń
  28. Na początku przeraziłam się ilością produktów, których używasz, ale jak zobaczyłam Twoje włosy, to stwierdziłam, że nawet i to wszystko dałabym radę robić, żeby takie mieć ; ) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej no, z ta ilością to nie przesadzajmy. Używam 2 (słownie: dwóch) produktów: proszku i pasty. Bo ręcznika i szczotki używa chyba każdy - po prostu w moim przypadku jest to Turbie Twist i Tangle Teezer. Na koniec jeszcze w ruch idzie lokówka (w te dni, kiedy nosze rozpuszczone włosy), ale to chyba też nie jest jakaś sensacja.

      Usuń
  29. To ja mam zupełnie odwrotnie - robię wszystko, żeby moje włosy wyglądały "jakby je krowa przylizała" (przez włosomaniaczki ten efekt zwany jest "taflą"), bo tylko wtedy mi się podobają. Wszelkie próby stylizowania ich przeze mnie kończą się tym, że włosy są matowe (co u Ciebie wygląda fajnie, a u mnie okropnie, zawsze mam wtedy wrażenie, że coś jest z nimi nie tak) i powyginane zamiast pofalowanych.

    Ale Tangle Teezer polecam :-) Kupiłam dla Niego, kiedy jeszcze miał długie włosy, ale i teraz sobie chwali - szczotka, która nie wyrywa, w pewnym wieku jest dla facetów bardzo dużą pomocą ;-)

    OdpowiedzUsuń
  30. A ja z przykrością muszę stwierdzić, że rano, na ułożenie włosów mam mniej czasu niż zajęło mi przeczytanie tego obfitego posta :P Mogłabym ewentualnie wstawać 20 min wcześniej, ale rano cenna jest każda nawet mikrosekunda snu, więc chyba po prostu muszę pogodzić się z tym, że moje włosy nigdy nie będą ułożone ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wstaję godzinę przed wyjściem. Pół godziny przed wyjściem zaczynam suszyć włosy i wyrabiam się z ich ułożeniem i zamaskowaniem facjaty. Kwestia wprawy :)

      Usuń
  31. Mam IDENTYCZNE włosy jak Ty. Nawet jeśli je jakoś ułożę, to od razu po spotkaniu z wiatrem wszystko obraca się wniwecz. Mam pytanie (może trochę komiczne) apropo tej pasty matującej - ona serio matuje? :P tzn blokuje zmniejsza blask czy jak? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona sprawia, że włosy nie są śliskie i gładkie, tylko właśnie takie właśnie zmatowione, poczochrane, jakby lekko podtapirowane.

      Usuń
  32. Mam lokowke stozkowa od roku, ale dopiero ostatnio zaczynam sie nia bawic i efekty sa calkiem fajne. Czesto tez uzywam walkow - takich podluznych, silikonowych - zaraz po umyciu i wysuszeniu wlosow i tak po godzinie, dwoch widac efekt. Jesli chodzi o uniesienie wlosow to szerokie, duze walki sie u mnie sprawdzaja dosc dobrze, ale sporadycznie mam ochote sie w to bawic. Swietny ten patent z proszkiem, musze wyprobowac!
    Szczotka tangle teezer jest naprawde genialna, uzywam od 2 lat i nie wroce do innych ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Ryfko, masz w sobie coś z Tiny Fey, zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i błyskotliwość ;) To chyba niezły komplement.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Dopisuję do Halinki Mlynkovej, Kasi Tusk, Hanny Lis i Carmen Dell'Orefice.

      Usuń
  34. Super włosy i porady ;)
    Mam prośbę- napisałabyś coś o swoich wyprostowanych ząbkach? Też prostuję u pani doktor Tusiewicz i zastanawiam się jak wygląda efekt u Ciebie? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że zastanawiałam się, czy nie stworzyć posta o moich wrażeniach po 6 miesiącach z aparatem? Zastanawiałam się tak długo, aż zrobiło się z tego 10 miesięcy. Może się w końcu ogarnę :) W skrócie: zęby mam już prawie idealnie proste, jestem megazadowolona i codziennie gratuluję sobie tej decyzji. A jak u Ciebie? Kiedy zakładałaś?

      Usuń
  35. A ja z takim małym patentem dla kręconych/falowanych odnośnie do mycia/czesania. Zawsze rozczesuję włosy PRZED myciem, czyli na sucho, a potem już nie. Dzięki temu, nawet jeśli ich specjalnie nie stylizuję, to wyglądają w miarę i nie elektryzują się. Poza tym, gdzieś czytałam, że czesanie na mokro bardziej wyrywa włosy (bo są cięższe z wodą?). Może się komuś przyda; fajny post, wypróbuję Twoje typy i może ten surferski look z komentarzy; pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, że mokre włosy są bardziej bezbronne i łatwiej zrobić im krzywdę. Mimo to wolę je czesać na mokro - po prostu jest to łatwiejsze [leń].

      Usuń
  36. A, to jeszcze ja od tych loków czesanych na sucho, przepraszam za brak podpisu. Chciałam podziękować za inspirację - London/MMs world. Byliśmy! Córka zachwycona; Dzięki! Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to super, że się córce podobało! Sama chętnie wybrałabym się tam jeszcze raz :).

      Usuń
  37. Musze te rady wyprobowac, bo mam podobne kudly jak Ty.
    A tak na marginesie to czuje, ze nie dludo bedzie to moze blog o wnetrzach
    bo Ty ciagle: kafelki, lodowka, sofa... mieszkanie to przyslowiowa dziura bez dna i robi Spaß.
    Powodzenia i wspolczje tych rosterek przy wyborach
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten temat na bank się tu pojawi :)

      Usuń
  38. Mam podobne włosy tylko o wiele mniejszy asortyment do walki z nimi. Oczywiście w związku z tym wyglądam jak miotła:) No cóż, trzeba umieć spojrzeć prawdzie w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  39. Ryfko, bardzo Ci ładnie w tej fryzurze! Dziko zazdroszczę sprawdzonego fryzjera. Ostatnio w rozpaczy kazałam ciąć się matce, ale wyszło trochę karkołomnie (surprise, surprise;D) Zgapię turban. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  40. Ja tez jestem uzalezniona od bialego proszku. Ten ktory uzywam kupuje u fryzjera lub na ebay, jest drozszy nie te o ktorych piszesz ale tyyyysiac razy lepszy niz wszysktie sklepowe.
    Sprawdz koniecznie: MATRIX MEGA DUST VOLUME TEXTURISER 7G
    http://www.lookfantastic.com/matrix-mega-dust-volume-texturiser-7g/10568289.html

    OdpowiedzUsuń
  41. Wielkie dzięki Ryfko za ten tekst! Widzę, że mam włosy podobne do Twoich, na pewno wypróbuję ten proszek i superręcznik.

    Wybieram się niedługo do fryzjera, na pierwsze w życiu farbowanie - fryzjerka mnie namówiła na podkręcenie mojego naturalnego koloru, mówiła coś o ombre, delikatnym "słonecznym" rozjaśnieniu, wspomniała o surfowaniu;) i chyba pokażę jej Twoje zdjęcie (mogę?), żebyśmy się upewniły, że o to samo nam chodzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie, że pokazuj! :) Trzymam kciuki, żeby wszystko wyszło, jak trzeba (sama za pierwszym razem trochę się stresowałam, więc wiem, jak to jest).

      Usuń
  42. Wszyscy zachwycają się włosami (i słusznie), ale jaka fajna koszula!

    OdpowiedzUsuń
  43. O Mój Boże! Wielkie, wielkie dzięki! Mam taki sam problem z włosami jak ty (są proste jak druty, a gdy próbuję je zakręcić to jeszcze bardziej mi się prostują, o ile to w ogóle możliwe) więc jak tylko będę miała "środki" na kupno wypisanych kosmetyków i tej cudownej szczotki, na pewno to zrobię.Co do farbowania... Przez ostatnie trzy miesiące (?) byłam w błędzie, bo myślałam, że mój kolor to ombre, a ty mnie uświadomiłaś, że to... Zaraz jak? Balejaż kalifornijski? No nic, dobrze wiedzieć :D Pozdrawiam ~Kate

    OdpowiedzUsuń
  44. Ooooooooo, toż to wpis dla mnie.. Że też go nie widziałam wcześniej.. Muszę wypróbować ten proszek, bo moje włosy są ciągle oklapnięte :/
    Na lokówkę poluję już od jakiegoś czasu, ale nie wiem jaką kupić.. Bo myślałam o takiej z grubym walcem, żeby mi afro nie wyszło tylko ładny skręt (;

    OdpowiedzUsuń
  45. Masz wymarzoną fryzurę! Dzięki Tobie kupiłam tangle teezer i nie żąłuję :) Teraz czaje się na ten uroczy turbanik do włosów.
    Ja u Romana byłam 1 raz, jako FIUFIU modelka :P Ale to było y.... 11 lat temu chyba?! Możliwe to? :D

    OdpowiedzUsuń
  46. Co zrobiłam nie tak?! Pytanie retoryczne. Ja wiedziałam, wiedziałam, że tak będzie. Na te włosy NIC nigdy nie działa. W tej kategorii wygram zawsze i wszędzie.

    Kwadrans po pudrowaniu i pastowaniu ściśle wedle instrukcji, na moje biurko cały czas obficie sypie się z mojej głowy gęsty łupież (puder), który w dodatku cały czas widać na moich bardzo ciemnych włosach, a u dołu zwisają szare (!) lepkie kołtuny (pasta), z których też się coś sypie, tylko że mniej.

    Idę umyć łeb.

    Czy są na sali brunetki? Też tak macie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli rozetrzesz proszek w dłoniach, staje się niewidoczny, więc nie ma opcji, żeby sypał Ci się z głowy. Widocznie dałaś za dużo proszku i nie roztarłaś do dobrze.
      Pasty też musiałaś dać za dużo, bo po rozsmarowaniu w dłoniach i wgnieceniu we włosy w ogóle nie powinno być jej widać.

      Usuń
  47. czy mogłabyś mi polecić allegrowicza u którego zakupiłaś szczotkę? na allegro roi się od podróbek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszą, z tego, co pamiętam, kupiłam u użytkownika leobert, a drugą u zydu1.

      Usuń
  48. bylam kiedys u romana. chcialam, zeby mi grzywke na skos zrobili; pani nie dosc, ze mi zrobila jakis smetny jeden kosmyk, to zaplacilam w ch.. duzo. poczulam sie zrobiona - jak to sie po krakowsku mowi - w buca i juz nigdy wiecej moja nozka tam nie postala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, też mam złe doświadczenie (jedno) z tym salonem. Zawlokła mnie koleżanka, zachwalając pod niebiosa. Pół godziny klarowałam pani fryzjerce, że nie chcę za bardzo wymyślnie, awangardowo, alternatywnie i odlotowo, bo nie czuję się dobrze w takich wynalazkach, a pani mi walnęła z jednej wypitolone na jeża, z jednej ścieniowane długie, bo tak się akurat strzygło pół miasta. W dodatku jako-tako wyglądało to tylko po wyjściu od fryzjera, po myciu nie byłam w stanie tego odtworzyć niezależnie od ilości pianki i czasu poświęconego na modelowanie. I tak, kosztowało to dużo & trochę.

      (Ale to ładnych parę lat temu było).

      Usuń
  49. Droga Ryfko, a czy mogłabyś zdradzić jaki jest mniej-więcej koszt takiego "pakietu" jaki sobie fundujesz u Romana? Mam ochotę wypróbować tego fryzjera po Twoim poście, zastanawiam się czego się mogę spodziewać. Z góry dzięki :)
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  50. ładne loki wypróbuję twój sposób mam nadzieję,e u mnie w mieście te produkty do stylizacji włosów są dostępne.

    OdpowiedzUsuń
  51. Rychło w czas zapewne, ale czy ta zniżka na hasło Szafa Sztywniary jest nadal aktualna? ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zniżka miała być ważna już zawsze, więc powinna być aktualna :) Najlepiej zapytać przy rezerwacji. Gdyby obsługa nie wiedziała, o co chodzi, to poproś, żeby spytali pana Bartka Dyrasa - menedżera, z którym to ustalałam. On na pewno będzie pamiętał :)

      Usuń

Dzięki za komentarz :)
* Uwaga: Na blogu działa SPAMOWSTRZYMYWACZ. Spam = linki do sklepów, Allegro, zaproszenia do odwiedzenia bloga itp. (jeśli podpiszecie się "Krysia" i podlinkujecie swój nick do sklepu z dachówkami / kosmetykami / karmą dla kota, to nadal jest to spam).